Kultura bez konformizmu

 

W ostrołęckim kinie „Jantar” nie można obejrzeć filmu „Kler”. Decyzja ta jest bardzo ostro komentowana. Niektóre media i komentatorzy uważają, że kino ma obowiązek film wyświetlić. 

 

Potencjalna rezygnacja z prezentowania filmu Wojciecha Smarzowskiego w ostrołęckim kinie „Jantar” jest szeroko i często bardzo ostro komentowana. Niektórzy próbują oskarżać władze miasta i kierownictwo kina o zapędy cenzorskie.

Wygląda na to, że istnieje jakiś obowiązek wyświetlenia „Kleru” w każdym kinie w Polsce.

To zabawne, że oskarżenia padają ze strony wielu osób, które uważają, że kultura potrzebuje niezależności. Tymczasem niezależność polega na podejmowaniu suwerennych decyzji, a nie uleganiu modzie czy presji.

W Ostrołęce działa kino „Jantar”, które funkcjonuje w ramach Ostrołęckiego Centrum Kultury. Właścicielem Centrum, a zatem również kina, jest samorząd Ostrołęki. OCK jest finansowane i utrzymywane przez miasto a funkcjonowanie w nim kina również opiera się na dotacji. Najdroższe, weekendowe bilety do ostrołęckiego kina kosztują 20 zł. Spojrzmy na cenę biletów w komercyjnych mutlipleksach – tam w weekend zapłacimy za wejście na seans niemal 40 zł. Bez głębszych ekonomicznych analiz widać, że kino „Jantar” nie tylko korzysta gospodarnie z miejskich zasobów, ale w swoim funkcjowaniu uwzględnia miejską dotację by utrzymać ceny biletów na stosunkowo niskim poziomie. Jest to działanie niewątpliwie bardzo korzystne dla mieszkańców Ostrołęki i umożliwiające im częstsze kontakty z dziesiątą muzą. Jednak wiąże się z podejmowaniem decyzji, które projekcje jesteśmy gotowi wspierać finansowo, a których nie. Których nie wyświetlimy, bo nie mamy już możliwości. A ponieważ kino jest jedynym w mieście, to oznacza, że część filmów nie trafi na ostrołęcki ekran.

Nie chodzi w tym w ogóle, czy „Kler” jest dobrym czy złym filmem. Czy zawiera pozytywny czy negatywny przekaz.

Ostrołęckie Centrum Kultury ma prawo decydować o tym na co i jak przeznacza środki i jak wykorzystywać swoje zasoby.

Czy chce zorganizować spotkanie autorskie, festiwal teatralny czy przegląd filmów o Żołnierzach Wyklętych. Wyświetlić „Kler” czy „Kopciuszka”.

Jedyny kłopot w tym, że samorządowe kino jest w Ostrołęce jedynym kinem. Gdyby istniała tam jeszcze druga, komercyjna sala projekcyjna, mieszkańcy mieliby możliwość wyboru – czy chcą obejrzeć film za 18 czy 20 zł w kinie miejskim, czy też zapłacą 38 zł za bilet w multipleksie. Prywatne kino, podobnie jak i samorządowa instytucja kultury mają wolność podejmowania decyzji repertuarowych. Choć w przypadku podmiotu prywatnego nastawionego na zysk to wpływy ze sprzedaży biletów a nie wartość artystyczna czy społeczna przesądzają o tym, co będzie wyświetlane.

Niewątpliwie ci mieszkańcy Ostrołęki, którzy chcą obejrzeć „Kler” już teraz mogą się czuć rozczarowani. Jeśli nie chcą czekać na premierę filmu na DVD albo emisję w telewizji mogą pojechać do innego miasta. Film jest wyświetlany w pobliskiej Łomży, z całą pewnością grają go kina w Warszawie. Takie są realia średnich polskich miast – życie w nich ma wiele uroków, ale do teatru, filharmonii, opery trzeba wybrać się do większego ośrodka kulturalnego. Wiele niszowych wydarzeń omija miasta średniej wielkości, podobnie jak nie trafiają tam wielkie koncerty zagranicznych gwiazd. Z całą sympatią dla piećdziesięciotysięcznej Ostrołęki (a jest to jedno z moich ulubonych miejsc w Polsce!) nie ma tam takiej oferty kulturalnej co w dwumilionowej Warszawie. Nie ma i bądźmy szczerzy – nie będzie. Ważne, by ta kultura, która jest dostępna na miejscu była dobrze przemyślana, sformatowana z jednej strony pod kątem potrzeb mieszkańców z drugiej strony stymulująca do rozwoju.

Decyzje o repertuarze instytucji kultury to kwestia ogromnej odpowiedzialności a nie konformizmu. A niezależność nie oznacza robienie tego samego co inni.

Kiedy samorząd jakiejś gminy czy miasta zaprasza na koncert Justynę Steczkowską, to fani Edyty Górniak nie krzyczą, że jest cenzura, że to wroga akcja. Ktoś w lokalnych instytucjach kultury podejmuje decyzje jaki ma być koncert, jaki spektakl a jaki film w miejscowym kinie. Oczywiście te decyzje mogą być krytykowane, dyskutowane i powinny być oceniane. Ale przez mieszkańców Ostrołęki a nie warszawskich publicystów gotowych narzucać innym swoje standardy i oczekiwania.

 

Agencja InformacyjnaMiłosz Manasterski

Moje obserwatorium, Agencja Informacyjna, 25.09.2018

Related Post