Krzysztof Kotowicz

Krzysztof Kotowicz: Zlewanie się demokracji z mediokracją

Agencja Informacyjna | Opinie | Krzysztof Kotowicz, szef Diecezjalnej Agencji Informacyjnej w felietonie zatytułowanym „Powiem wam” bierze na warsztat temat, który łatwo zbyć wzruszeniem ramion, a który dotyczy każdego z nas: pytanie o to, czym właściwie jest wspólnota — narodowa, obywatelska, samorządowa — i na ile realnie w niej uczestniczymy.

Autor zaczyna od gorzkiej diagnozy dotyczącej codziennych wyborów, jakich dokonujemy:

Przeciętni ludzie mierzą nisko, płytko i blisko, bo to zwyczajnie wygodne i bezpieczne. Sarkazm może da się wyczuć w tym zdaniu, ale nie jest moim zamiarem wyzłośliwianie się na kogokolwiek. Raczej głośno zastanawiam się nad tym, jak często godzimy się na szorowanie po szorstkim dnie pustego basenu zamiast chcieć szusować po autostradach i zdobywać to, co lepsze od przysłowiowej ciepłej wody w kranie.

Inspirujący Marco Rubio

Punktem wyjścia do dalszego wywodu staje się dla Krzysztofa Kotowicza wypowiedź Marco Rubio — dziś sekretarza stanu w administracji Donalda Trumpa, w chwili wygłaszania przemówienia jeszcze republikańskiego senatora. Fragment jego wystąpienia w Senacie USA z 7 stycznia 2021 roku autor przytacza jako punkt odniesienia:

Myślę, że polityka doprowadziła nas do szaleństwa. Wszyscy w tym kraju stracili rozum z powodu polityki i zapomnieliśmy, że Ameryka nie jest rządem. Ameryka nie jest prezydentem. Ameryka nie jest Kongresem. Pozwólcie, że powiem wam, czym jest Ameryka. Ameryka to wasza rodzina. Ameryka to wasza wiara. Ameryka to wasza społeczność. To jest Ameryka.

Autor proponuje prosty eksperyment myślowy: przełożyć te słowa na polski grunt, a nawet zejść jeszcze niżej — do poziomu rodzinnego miasta. „Zastąp »Amerykę« »Polską« lub »Ząbkowicami Śląskimi«. Zastąp słowo »Kongres« »Sejmem« lub »Radą Miejską«, »burmistrzem« czy »urzędem miejskim«” — pisze Kotowicz. Ta zamiana słów prowadzi go do sedna: człowiek nie musi godzić się na bycie przedmiotem w cudzej grze.

Możesz sobie wtedy uzmysłowić, że nie jesteś (jeśli nie chcesz) trybikiem czyjejś machiny, mięsem armatnim w rywalizacji pozornych czy faktycznych oponentów i nie musisz być redukowany do funkcji petenta, płatnika, głosu w wyborach czy poddanego pomiędzy wyborami. Nie musisz być przedmiotem, a przynajmniej nie musisz godzić się na uprzedmiotowienie.

Krzysztof Kotowicz: Nie rezygnujmy z myślenia o wspólnocie

Krzysztof Kotowicz nie idealizuje przy tym samej polityki. Przyznaje, że została ona „zdeformowana do postaci transakcji”, że utylitaryzm bywa miarą korzyści, a pragmatyzm uchodzi za cnotę. Nie zgadza się jednak, by z tego powodu rezygnować z myślenia o wspólnocie — i to wspólnocie rozumianej nie jako przymus jednomyślności, lecz jako obszar tego, co łączy:

Nie znaczy to jednak, że nie wolno tobie / mnie dostrzegać wartości jaką jest wspólnota. Wspólnota języka. Wspólnota celu. Wspólnota drogi. Tak rozumiana wspólnota nie jest imperatywem jednomyślności czy tym bardziej jednolitości. Ona wyznacza dziedziny, w których coś nas (ciebie / mnie) z innymi łączy i ujawnia to, co zasługuje lub wymaga wzajemnego szacunku czy też różni nas.

Czym jest dobro wspólne?

Od refleksji szef Diecezjalnej Agencji Informacyjnej przechodzi do konkretu prawnego. Przypomina, że idea dobra wspólnego nie jest publicystyczną ozdobą, lecz fundamentem zapisanym u samego progu najważniejszych aktów — art. 1 Konstytucji RP mówi, że „Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli”, a art. 1 ustawy o samorządzie gminnym stanowi, że mieszkańcy gminy „tworzą z mocy prawa wspólnotę samorządową”. I stawia niewygodne pytanie: jak te zapisy mają się do codziennego poczucia współuczestnictwa?

Przypuszczam, że gdyby zapytać o te kwestie reprezentatywną grupę obywateli Polski, w tym mieszkańców twojej / mojej gminy, wyniki nie oszałamiałyby optymizmem. Chciałbym się mylić, ale bazując na rozmowach z różnymi osobami, stosunkowo często (częściej) odnoszę wrażenie braku udziału w tych „dobrach wspólnych”.

Czy władza lokalna odwraca uwagę od lokalnych problemów?

Najostrzejszy fragment felietonu dotyczy sposobu sprawowania władzy lokalnej. Kotowicz opisuje mechanizmy, które — choć formalnie zgodne z prawem — potrafią trwale zmieniać przestrzeń i odwracać uwagę mieszkańców od realnych problemów. To passus, w którym publicystyczna ogólność ustępuje miejsca konkretnemu oskarżeniu:

Można wydatkować środki publiczne, które przecież nie biorą się znikąd (co najwyżej z pożyczek długoterminowych) i tym sposobem zaklejać aktualną panoramę kolorowymi obrazkami przesłaniającymi nieco bardziej skontrastowaną rzeczywistość z jej demograficznymi, ekonomicznymi i kulturowymi ryzykami. Można całkiem efektownie odrywać ludzi od problemów codzienności darmowymi imprezami, za które w istocie płacą wszyscy niezależnie od tego czy na czas potupajki wbijają na plac zabaw czy też wtedy zamykają okna lub wyjeżdżają tam, gdzie jest spokojniej.

Autor zastrzega przy tym, że rozumie „potrzebę zabawy, beztroskiego luzu” i cieszy się, że ludzie się spotykają — ostrze jego krytyki wymierzone jest nie w rozrywkę jako taką, lecz w traktowanie jej jako zasłony dla nierozwiązanych problemów: braku pracy, długich dojazdów, kolejek do lekarzy.

Demokracja a mediokracja

Osobny wątek to relacja między demokracją a mediami społecznościowymi. Kotowicz ukuwa tu obraz „zlewania się demokracji z mediokracją” i przestrzega przed polityką sprowadzoną do zbierania lajków:

Tiktokowanie, fejsowanie czy iksowanie, aby zdobyć kolejne lajki i komenty pod kontentem może być kanałem komunikacji, ale nie głównym zajęciem i celem polityków. Tak na marginesie, warto byłoby zastanowić się, ile z tych łapek i serduszek lub innych słitaśnych emotikonków liczonych codziennie wieczorem wynika z faktycznej sympatii, a ile podyktowanych jest zwyczajnym oportunizmem.

W finale autor formułuje własną definicję skuteczności polityka — mierzoną nie cyklem wyborczym, lecz horyzontem wykraczającym poza kadencję:

Przewidywanie, projektowanie, przekonywanie, planowanie, podejmowanie i realizowanie wyzwań z horyzontem ponad kadencję czy dwie lub trzy i więcej – to są wyznaczniki skuteczności polityka. Tego domagajmy się od polityków – nie tylko, gdy zabiegają o nasze głosy w wyborach, ale jeszcze bardziej każdego dnia po wyborach. Im mniej czują oni na swoich plecach oddech swoich współmieszkańców, współobywateli, tym szybciej zamieniają swoje gabinety w bunkry.

Marco Rubio po polsku

Całość Krzysztof Kotowicz domyka klamrą — trawestacją słów Rubio, przeniesioną tym razem do końca na polski i lokalny grunt, i urwaną w połowie zdania, jakby dopisanie dalszego ciągu zostawiał czytelnikowi:

Powiem wam, czym jest Polska. Polska to wasza rodzina. Polska to wasza wiara. Polska to wasza społeczność. To jest Polska. Powiem wam, czym są Ząbkowice Śląskie…


AI Opinie / JMN / Źródło: Krzysztof Kotowicz Kotowicz.pl /  Cytowane przemówienie: Marco Rubio, Senat USA, 7 stycznia 2021 r . / 14.07.2025