Żełeński

Jerzy Mosoń: Wchodzą do wojny jako ostatni. Mają szansę zająć miejsce Polski w odbudowie Ukrainy

Czy Zełenski otrzymał telefon także w sprawie Polski?

Agencja Informacyjna, Jerzy Mosoń | Trudno wyjaśnić motywy Prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, który mając do wyboru wiele jasnych postaci w historii swego narodu, znakomicie pasujących do współczesnych obrońców swego kraju, postanowił nazwać jeden z batalionów akurat imieniem „Bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA)” – formacji kolaborującej z nazistowskimi Niemcami. Organizacji odpowiedzialnej za bestialskie wymordowanie w latach 1942-1943, około 120 tysięcy cywilów, w tym przede wszystkich kobiet i dzieci narodowości polskiej. Ten wrogi gest wymierzony w naród, który w 2022 roku nie wahał się udzielić schronienia milionom Ukraińców uciekającym przed rosyjską napaścią, wywołał właśnie lawinę zdarzeń, które prawdopodobnie zaważą na relacjach między obu krajami. Ktoś jednak na tym zyska.

Spis treści

Postaramy się wyjaśnić, co mogło stać za działaniami ze strony przywódcy Ukraińców. Czy był to jedynie efekt zmęczenia wojną, stanu emocjonalnego Zełenskiego, czy może jest to wyrachowana gra. Gra, której finałem ma być wyłączenie polskiego państwa z negocjacji pokojowych, a biznesu z  odbudowy kraju, który nie tylko aspiruje do członkostwa w Unii Europejskiej, ale liczy też na szybką akcesję? Jeśli to ostatnie, to na pewno nie wszystko poszło zgodnie z oczekiwaniami. Oto dlaczego.

Koniec marzeń Ukraińców o Unii Europejskiej?  Lewicowo-liberalna prasa nie ukrywa  zbrodni UPA i ostrzega 

Kilka dni po szczycie kryzysu polsko-ukraińskiego, gdy europejskie media ostrzegają już coraz wyraźniej przed akcesją Ukrainy do Unii Europejskiej jako kraju budowanego na sentymentach nacjonalistycznych, Zełenski tłumaczy nadanie jednostce wojskowej nazwy „Bohaterów UPA” tym, że to żołnierze wybierają sobie patronów, a on tylko podpisuje wnioski. Nawet jeśli, to wybór żołnierzy, to wydaje się, że państwo, które od początku rosyjskiej agresji buduje obraz swej armii jako honorowej, łagodnie obchodzącej się z jeńcami, powinno zrobić wszystko, by nikt nie mógł zarzucić walecznym Ukraińcom sympatyzowanie z ludobójcami, którzy wykorzystując nieobecność w domach wielu polskich mężczyzn, wyrżnęło w pień ich rodziny: dzieci, kobiety i osoby starsze. Kłopot w tym, że Zełenski postąpił odwrotnie niż nakazywał mu jego interes państwowy albo po prostu nie mógł postąpić inaczej… Tak, czy inaczej lewicowo-liberalna Europa obawiająca się powrotu faszyzmu i nazizmu w najgorszej postaci ma teraz o czym myśleć i wyraża to poprzez coraz bardziej pogłębione artykuły. 


Wypis z europejskich mediów po geście Prezydenta Zełenskiego wobec UPA:

„Le Parisien”: „Kijów zamyka sobie drzwi” do UE”

„Die Welt”: „Ukraina oddala się od Europy”

„Frankfurter Allgemeine Zeitung”: „ukraińscy nacjonaliści kolaborowali podczas II wojny światowej z nazistowskimi Niemcami i bezpośrednio uczestniczyli w zbrodniach nazistów”

Węgierska „Kronika”: Zełenski pozbawiony polskiej nagrody za wspieranie organizacji masowych mordów.

Dziennik „La Repubblica”: »UPA splamiła się prześladowaniem Żydów oraz masakrą ponad 100 tysięcy Polaków na Wołyniu i w Galicji Wschodniej«.

„Il Manifesto” zauważa, że »Polska nie wybacza Zełenskiemu«marginalizowania zbrodni na polskich cywilach na rzecz budowania kultu antyradzieckich partyzantów.

Portal „Open” oraz dziennik »La Discussione” wprost oceniają, że spór Ukrainy z Polską stanowi „zwiastun przyszłych tarć«, jakie pojawią się wewnątrz Unii Europejskiej w obliczu potencjalnej akcesji Kijowa. Wskazuje się, że bezkompromisowa polityka historyczna Ukrainy może zablokować jej drogę do struktur unijnych.


Zełenski czuje, że wystraszył Europejczyków  i stara się odwrócić sytuację

Prezydent Ukrainy skarży się też w prasie na to, że na powitanie otrzymał od polskiego Prezydenta Karola Nawrockiego publikację opisująca mordy Ukraińców dokonywane w 1943 roku na Wołyniu. No cóż, rzeczywiście kiepski pomysł na pierwszy prezent, jeśli chcemy budować dobre relacje między narodami, do tego zagrożonymi tu i teraz wspólnym wrogiem – tak chyba pomyśli każdy rozsądny człowiek i pewnie tak Zełenski życzyłby sobie, aby było to ocenione – być może nawet jako element wpływający na jego stan emocjonalny, który zaważył także na kolejnych ruchach ukraińskiego prezydenta, po tym jak z kolei polski przywódca, w rewanżu za – nazwijmy to „brak wrażliwości historycznej” – zażądał od niego zwrotu wysokiego oznaczenia Orderu Orła Białego, nadanego mu przez poprzedniego Prezydenta Polski Andrzeja Dudę. 

Wśród wspomnianych, kolejnych ruchów Zełenskiego miało miejsce sporo złośliwości i zniewag, jak na przykład odesłanie zwykłym kurierem polskiego orderu, zamiast pocztą dyplomatyczną, czy dołączenie przy okazji komentarza o tym, że skoro Orła Białego otrzymali też Benito Mussolini (włoski duce, faszysta) i caryca Katarzyna II Wielka (Niemka na tronie rosyjskim, która doprowadziła do rozbiorów Rzeczypospolitej), to on nie będzie się o niego spierał. 

Polski prezydent wdał się w awanturę na poziomie, który nie przystoi państwu z pierwszą konstytucją w Europie

O ile jednak taki poziom kultury dyplomacji można wybaczyć byłemu aktorowi, który na spotkanie z największym przywódcą w świecie Prezydentem USA Donaldem Trumpem zakłada zwykły T-shirt, to trudno przejść do porządku dziennego nad tym, że prezydent Polski – kraju o wielowiekowej tradycji, wdaje się w taką „dyplomatyczną nawalankę”, która z daleka pachnie scenariuszem napisanym gdzie indziej. I to raczej nie w Moskwie, choć to bez wątpienia właśnie Putin jest obecnie największym beneficjentem awantury polsko-ukraińskiej. Są jednak też inni zwycięzcy polsko-ukraińskiego konfliktu. Sporu, który można było rozegrać po cichu – naciskami międzynarodowymi i presją ekonomiczną, tak jak robią to państwa o dorobku cywilizacyjnym na poziomie Polski lub większym. Państwa te prowadzą swoją grę od początku rosyjskiej napaści na Ukrainę.

Polska zbroi i Ukrainę w pierwszych miesiącach wojny. Jak zachowują się sojusznicy z Unii Europejskiej?

Gdy w 2022 roku zwykli Polacy szeroko otworzyli drzwi swych domów przed uciekającymi od wojny Ukraińcami, równie wielki gest wobec sąsiada wykonał ówczesny polski rząd, który jako pierwszy w świecie podzielił się hojnie z Ukrainą zasobami własnej armii. Ukraińscy żołnierze otrzymali łącznie 1300 jednostek ciężkiego sprzętu wartego 18 mld zł. Do tego środki ochrony osobistej takie jak hełmy i kamizelki kuloodporne.


Oto szczegóły tego, co Polacy przekazali pozostałym w ojczyźnie walczącym Ukraińcom:

• 318 czołgów,

• 586 pojazdów opancerzonych,

• 137 systemów artyleryjskich,

• 10 samolotów myśliwskich,

• 10 śmigłowców uderzeniowych,

• Kilkaset zestawów przeciwlotniczych,

• setki przenośnych zestawów Piorun i Grom,

• tysiące sztuk lekkich granatników przeciwpancernych,

• ponad 100 mln sztuk amunicji,

Polska przekazała też armii ukraińskiej nieznaną liczbę karabinków Grot, nieznaną ilość samobieżnych haubic 2S1 Goździk oraz wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych BM-21 Grad, a także samobieżne moździerze M120 Rak, samoloty bezzałogowe (FlyEye), amunicję krążącą Warmate.

Źródło: Ministerstwo Obrony Narodowej


W tym czasie, gdy ze strony Polski płynęła na Ukrainę pomoc, w europejskich stolicach: w Berlinie, w Paryżu i w Madrycie zastanawiano się, jak długo utrzyma się Kijów i co można zaproponować Rosjanom w ramach kapitulacji Ukrainy. Niektóre państwa unijne takie jak Niemcy, których interesy były wciąż jeszcze mocno związane z Kremlem, zdobyły się jedynie na drobne gesty wsparcia. Wśród nich była decyzja Berlina o przekazaniu na Ukrainę starych hełmów, czy też Madrytu, który wysłał na wschód  symboliczną ilość amunicji i trochę starego uzbrojenia. 

Nieco lepiej wyglądało wsparcie Ukrainy ze strony Unii Europejskiej. Niezwłocznie po rosyjskim ataku Bruksela uruchomiła pomoc humanitarną w ramach Unijnego Mechanizmu Ochrony Ludności, a kilka tygodni później zatwierdziła przekazanie 450 mln euro na dozbrojenie ukraińskiego wojska. Wiosną tego samego roku ruszył system unijnych pożyczek dla Kijowa warty 1,2 mld euro. Wszystko to było jednak kroplą w morzu potrzeb.

Anglosasi szybko dołączają do Polaków wysyłających Ukraińcom niezbędną broń. Dochodzi do pojednania polsko-ukraińskiego

Inaczej podeszły do obrony Ukrainy Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, które już na początku rosyjskiej agresji, zaczęły przerzucać na Ukrainę znaczne ilości ciężkiego sprzętu, korzystając z lotniska Jasionka-Rzeszów. Pierwszy pakiet pomocy ze strony amerykańskiej przekroczył sumę 60 mld USD. 

Należy jednocześnie podkreślić, że Polska w ramach wspólnych działań z Anglosasami wzięła na swoje barki nie tylko logistykę dostaw, ale też leczenie wielu rannych żołnierzy oraz serwisowanie części sprzętu używanego na froncie. Z drugiej strony, miliony uchodźców ukraińskich pomogły utrzymać Polsce wysoki poziom konsumpcji, co z kolei zapobiegło zbytniemu schłodzeniu gospodarki, po ustaniu pandemii koronawirusa. 

Najważniejszym osiągnięciem Polski w sferze symbolicznej w pierwszych miesiącach wojny było doprowadzenie do pojednania obu narodów poprzez bezwarunkowe wsparcie Ukraińców. I co nie mniej ważne, Europejczycy, którym media dotąd serwowały obraz ksenofobicznych Polaków odmawiających relokacji migrantów, zobaczyli zupełnie inną twarz polskiego społeczeństwa.

Obrona Kijowa sprawia, że część Zachodu zaczyna wierzyć w porażkę Rosji 

Sytuacja związana ze wsparciem Ukrainy nieco zmieniła się dopiero po odparciu ataku na Kijów wiosną 2022 roku. Dała bowiem nadzieję na to, że Rosja zaniecha prób podboju całego kraju, jeśli przekona się, że koszt pełnoskalowej wojny może być zbyt wysoki. Wciąż jednak największy producent uzbrojenia w Europie – Niemcy zwlekały z udzieleniem pomocy Ukrainie w zakresie jakiego oczekiwał  Kijów i zabiegająca o to coraz głośniej Warszawa. Przełom ze strony Niemiec miał nastąpić jednak dopiero w  2023 roku, gdy polska nie bardzo miała już co przekazywać Ukrainie. Wcześniej zdarzyło się jednak coś, co doprowadziło do załamania relacji ukraińsko-polskich. 

Bruksela otwiera rynek na płody rolne z Ukrainy. Zyskują międzynarodowe holdingi, tracą polscy rolnicy

W czerwcu 2022 roku Unia Europejska, podawszy jako powód chęć wsparcia ukraińskiej gospodarki, zniosła cła na: zboża, jaja i miód, na czym najbardziej skorzystali oligarchowie oraz wielkie międzynarodowe holdingi dzierżawiące na Ukrainie ogromne latyfundia. Oficjalnie chodziło o to, by znaleźć nową drogę dla ukraińskich produktów, które przez rosyjską blokadę Morza Czarnego, nie mogły być transportowane do „głodującej Afryki”. Kłopot w  tym, że ukraińska żywność trafiła także do europejskich sklepów, co zdestabilizowało rynek i stworzyło szereg zagrożeń. Ofiarami zniesienia ceł przez Brukselę byli między innymi polscy rolnicy, których produkty nie miały szans konkurować z żywnością powstającą poza kontrolą unijnych instytucji.

Konflikt na linii Warszawa-Bruksela szybko przeistoczył się w spór z Kijowem. I choć zniesienie ceł na dłuższy czas mogłoby oznaczać uczynienie części produkcji rolnej w Polsce nieopłacalną, rząd Prawa i Sprawiedliwości nie zdecydował się w jej obronie postawić na szali pomocy dla Ukrainy. Niezmiennie wywierał  także intensywną presję na gabinet kanclerza Niemiec Olafa Scholza, by ten bardziej aktywnie włączył się do wsparcia zbrojnego napadniętego kraju. 

Berlin ugina się pod presją ze strony Polski i zaczyna pomagać Ukrainie. Warszawa  zapłaci za sukces wysoką cenę? 

Na początku 2023 roku rząd Mateusza Morawieckiego wymusił ostatecznie na stronie niemieckiej przekazanie Ukrainie czołgów Leopard II, czym zyskał wielkie uznanie na arenie międzynarodowej, choć jednocześnie rozdrażnił niektórych polityków zza Odry. Rolf Nikel, były ambasador Niemiec w Polsce (funkcję tę pełnił w latach 2014–2020), w wywiadzie dla niemieckiej grupy medialnej Funke wypowiedział wówczas słynne słowa o tym, że „polskie pięć minut może się szybko skończyć”. 

„Polskie pięć minut może się szybko skończyć” – ostrzegał niemiecki dyplomata Rolf Nikel

Dyplomata odniósł się w ten sposób do sukcesu polskiej polityki zagranicznej, ale zaznaczył jednocześnie, że te pięć minut minie, jeśli polski rząd nie wykorzysta tej pozycji do trwałej konstruktywnej współpracy w Europie, a zamiast tego pozostanie w permanentnym konflikcie z Niemcami oraz z instytucjami unijnymi. 

Kolejne trzy lata potwierdziły, że Rolf Nikel doskonale wiedział, co mówi. Zanim jednak słowa Rolfa Nikela się wypełniły, w dniu 5 kwietnia 2023 roku Wołodymyr Zełenski otrzymał od Prezydenta Polski Order Orła Białego, „w uznaniu znamienitych zasług w pogłębianiu przyjaznych i wszechstronnych stosunków między Polską a Ukrainą, a także za niezłomność w obronie ludzkich praw, heroizm oraz nienaganną postawę w obliczu rosyjskiej agresji”.

Gdy strona polska była wciąż przekonana, że jest najważniejszym partnerem Kijowa, w maju 2023 roku, podczas delegacji Zełenskiego do Berlina, okazało się, że Niemcy udzielą Ukrainie wsparcia wojskowego o wartości 2,7 mld euro, a co więcej Kijów może liczyć także na wieloletni program pomocy militarnej oszacowany na 8,8 mld euro. 

Linia telefoniczna Berlin-Kijów gorąca jak nigdy. Kanclerz Niemiec Olaf Scholz składa deklarację w sprawie Ukrainy

W dniu 3 lipca 2023 r. kanclerz Olaf Scholz odbył rozmowę telefoniczną z Prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim. Głównym tematem rozmowy były przygotowania do szczytu NATO w Wilnie (11–12 lipca). Informując o rozmowie na X, Scholz podkreślił, że Ukraina może liczyć na „ciągłe i niezachwiane wsparcie tak długo, jak będzie to potrzebne”. Przekazał również, że rozmówcy omówili kwestię eksportu ukraińskiego zboża. W związku z globalnym bezpieczeństwem żywnościowym opowiedzieli się za przedłużeniem obowiązującego od 22 lipca 2022 r. porozumienia umożliwiającego morski eksport ukraińskich produktów rolnych. Czy rozmawiano także o Polsce? Wielce prawdopodobne. W tym czasie w kraju panowało już ogromne niezadowolenie związane z zasypywaniem półek sklepowych towarem z Ukrainy. 

Podczas tej samej rozmowy ukraiński przywódca wielokrotnie dziękował Niemcom za pomoc oraz „ważne sygnały niemieckiego wsparcia” przekazane podczas konferencji poświęconej odbudowie Ukrainy w Londynie oraz w czasie posiedzenia Rady Europejskiej. Dodał, że wraz z kanclerzem uzgodnił stanowisko przed szczytem NATO w Wilnie i omówił kwestie przyszłych gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy.

Do rozmowy z kanclerzem Niemiec Zełenski nawiązał także w swoim wieczornym orędziu z 3 lipca. Podkreślił, że szczególnie podziękował Scholzowi za przekazane Ukrainie systemy obrony przeciwlotniczej, w tym niemieckie zestawy IRIS-T, które – jak zaznaczył – wykazały się wysoką skutecznością w ochronie ukraińskiej przestrzeni powietrznej. 

O intensyfikacji kontaktów niemiecko-ukraińskich przed szczytem NATO świadczyła również rozmowa telefoniczna przewodniczącego Rady Najwyższej Ukrainy Rusłana Stefanczuka z przewodniczącą Bundestagu Bärbel Bas, przeprowadzona 7 lipca 2023 roku. Relacjonując ją na X, Stefanczuk wyraził nadzieję na niemieckie poparcie dla Ukrainy podczas szczytu w Wilnie. Podziękował także Niemcom za dotychczasową pomoc oraz przedstawił postępy Ukrainy na drodze do członkostwa w Unii Europejskiej.

Zełenski otrzymuje sygnał, że czas amerykańskiej, bezwarunkowej pomocy się kończy. Ukraina ma już nowych sojuszników

Kilka miesięcy później, jesienią 2023 roku Prezydent USA Joe Biden poprosił Kongres o kolejne środki (60 mld USD) dla Ukrainy. Na drodze do zatwierdzenia wsparcia stanęła frakcja Republikanów skupiona wokół odzyskującego poparcie w USA byłego – i jak się później okazało – kolejnego Prezydenta tego kraju Donalda Trumpa. Choć ostatecznie Kijów otrzymał pomoc, to była to zapowiedź przyszłych problemów Ukraińców z amerykańską administracją. Prawdopodobnie to właśnie koincydencja załamywania się amerykańskiego wsparcia i zmiana strategii Berlina skłoniły Wołodymyra Zełenskiego do zmiany podejścia także wobec Polski – najbardziej lojalnego sojusznika USA w Unii Europejskiej.


Prawdopodobnie to właśnie koincydencja załamywania się amerykańskiego wsparcia i zmiana strategii Berlina skłoniły Wołodymyra Zełenskiego do zmiany podejścia także wobec Polski – najbardziej lojalnego sojusznika USA w Unii Europejskiej.


W tym samym  czasie sytuacja gospodarcza Polski wciąż się pogarszała. Mimo ogromnego wsparcia dla Kijowa zza oceanu, to polski podatnik wziął na siebie główny ciężar utrzymania ukraińskich uchodźców. Polski system opieki zdrowotnej, już wcześniej cierpiący na poważne choroby, zaczął sygnalizować utratę zdolności do leczenia pacjentów. Również systemy opieki społecznej i edukacji okazały się być nieprzygotowane na przyjęcie kilku milionów osób. Sytuacji gospodarczej Polski nie sprzyjała też postawa Brukseli, która pod pretekstem braku praworządności zablokowała Polsce ogromne środki mające trafić do krajowego planu odbudowy (KPO). Załamywało się też rolnictwo, bo już bez względu na to, czy istniało embargo na import ukraińskiej żywności czy nie, do polskich sklepów i hurtowni trafiało go coraz więcej.

Ukraina skarży Polskę do Światowej Organizacji Handlu, sugeruje, że Warszawa wspiera Moskwę i wskazuje swego faworyta w polskich wyborach

Ostateczny cios polskiej gospodarce zadała Komisja Europejska, znosząc we wrześniu 2023 roku embargo na ukraińskie zboże. Polski rząd, w obawie o bezpieczeństwo żywnościowe kraju, jednostronnie utrzymał jednak zakaz jego importu. W odwecie Kijów wniósł skargę na Polskę do Światowej Organizacji Handlu, a sam Wołodymyr Zełenski oświadczył na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku, że sojusznicy odgrywają w sprawie zboża teatr polityczny, przygotowując w rzeczywistości scenę dla moskiewskiego aktora. Ukraiński przywódca opuścił też ostentacyjnie salę, gdy przemawiać miał polski Prezydent Andrzej Duda – ten sam, który ledwie kilka miesięcy wcześniej 5 kwietnia 2023 roku uhonorował Zełenskiego najwyższym polskim odznaczeniem Orderem Orła Białego.  

Komentatorzy polityczni niejednokrotnie spekulowali w tym czasie, że Zełenski rozgrywa w ten sposób także polską politykę, kibicując powrotowi do władzy Donalda Tuska mającemu lepsze notowania w Brukseli i w Berlinie od niepopularnego w Europie rządu Prawa i Sprawiedliwości. 

Tusk i Zełenski serwują obu państwom odwilż w relacjach. Na jak długo?

Rzeczywiście po październikowych wyborach, w których doszło do zmiany władzy w Polsce, można było zaobserwować symboliczną odwilż w relacjach na linii Kijów-Warszawa. W lipcu 2024 roku premier Donald Tusk i Wołodymyr Zełenski podpisali w stolicy Polski Porozumienie o Współpracy w Dziedzinie Bezpieczeństwa między obu państwami. Pojawiły się wówczas nawet nadzieje, że Polska za kolejne partie przekazywanego sprzętu, między innymi za czekające w kolejce do oddania MIGi (myśliwce), otrzyma know-how produkcji niektórych ukraińskich technologii dronowych, rakiet Neptun lub choćby pocisku manewrującego FP-5 „Flamingo”. Niestety do połowy roku 2026 nic takiego się nie wydarzyło. Zamiast tego rozgorzał spór dyplomatyczny, od którego wyszliśmy. Spór, który toczy się w zupełnie innych warunkach geopolitycznych i wojennych niż te, które zastały Europę Środkową i Wschodnią w lutym 2022 roku. Obecnie władzę w Białym Domu sprawuje nieprzychylny Zełenskiemu Donald Trump, a ciężar finansowy wsparcia ukraińskiej obrony spoczął na europejskich podatnikach. Najbliższym partnerem w Europie Ukrainy nie jest już Polska, ale Niemcy, które przewodzą UE. Czy zatem gest Zełenskiego honorujący UPA, a upokarzający Polaków mógł być tylko zwyczajnym błędem? A może chodziło o przypieczętowanie zmiany sojuszów? 

Polska znów bez miejsca przy stole. Rząd Tuska domaga się dostawienia krzesła, gdy mowa o wojnie i warunkach pokoju

Wiadomo, że jeszcze zanim doszło do rehabilitacji UPA przez Zełenskiego, wyszło na jaw, że Polska najprawdopodobniej nie otrzyma zaproszenia do negocjacji pokojowych w sprawie Ukrainy. W związku z niebezpieczeństwem wyłączenia Warszawy z tego procesu, minister Spraw Zagranicznych Polski Radosław Sikorski jawnie zaczął domagać się udziału w negocjacjach. W wywiadzie udzielonym „Frankfurter Allgemeine Zeitung” skrytykował nawet przypisanie przewodniej roli Niemcom, Francji i Wielkiej Brytanii, dając do zrozumienia, że Polsce należy się miejsce przy stole nawet bardziej niż Berlinowi z uwagi na bezpośrednie sąsiedztwo z Ukrainą oraz zagrożenie ze strony Rosji. 

„Jesteśmy sąsiadami zarówno Rosji, jak i Ukrainy, a Niemcy nie” – zauważył Sikorski. 

Kijów oferuje Amerykanom odciążenie ich na flance wschodniej. Ukraińska armia miałaby zając bazy w Polsce?

Kłopot w tym, że inne zdanie na temat roli Polski w Europie ma Kijów. Skąd ta pewność? W czerwcu 2026 roku wyszło na jaw, że w 2024 roku, w czasie bezpośrednich rozmów amerykańsko-ukraińskich dotyczących architektury bezpieczeństwa w Europie po wojnie, rząd w Kijowie zaproponował Amerykanom zastąpienie niektórych ich jednostek na flance wschodniej żołnierzami ukraińskimi, argumentując to praktycznym doświadczeniem wojennym. Czy teraz powoli motywy Prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego wydają się bardziej czytelne? Oto wniosek z tak prowadzonej polityki:

Amerykanie zmęczeni gwarantowaniem Europie pokoju, przekażą go w ukraińskie ręce, a Niemcy przejmą na siebie ciężar wspierania Ukrainy za cenę kontraktów na jej odbudowę, i staną się promotorem przyszłego członkostwa Kinowa w Unii Europejskiej. 

Ukraińcy sądzą, że rozdają karty, zapominając, że pycha kroczy przed upadkiem

Choć nie można mieć pewności, to Zełenski zdecydował się na antypolską prowokację, bo uwierzył w zwycięstwo Ukrainy, nawet bez dalszej pomocy Polski i jej największego sojusznika USA — do niedawna gwaranta dostaw broni na Ukrainę. Zełenski działał z rozmysłem, celowo, bo tylko totalne popsucie relacji z Warszawą pozwalało mu uwiarygodnić się przed Berlinem — nowym największym partnerem i sponsorem Kijowa, mającym zastąpić nie tylko Warszawę, ale też, a raczej przede wszystkim właśnie Waszyngton, dla którego wojna w Europie wobec wyzwań w Ameryce Południowej i na Bliskim Wschodzie, nie wspominając o południowej Azji, staję się coraz większym problemem. Tyle że Rosja jeszcze wojny nie przegrała i nie ma pewności, czy w ogóle do tego dojdzie. Wygląda jednak na to, że w Kijowie nie ma planu na ewentualność pojawienia się negatywnego scenariusza. Nikt też nie myśli o tym, co w sytuacji, jeśli Berlin znów zwróci się ze swymi sympatiami w kierunku Moskwy. 

UPA albo Unia Europejska. W cywilizowanym świecie nie ma miejsca na pochwałę faszyzmu

Z punktu widzenia interesu Ukraińców, działanie Zełenskiego ma jeszcze jeden poważny minus: za sprawą prezydenta Ukrainy obywatele Unii Europejskiej dowiedzieli się, że Ukraina, która aspiruje do bycia członkiem UE, uważa za bohaterów bojowników UPA, organizacji, która w czasie II wojny światowej kolaborowała z nazistowskimi Niemcami i jest odpowiedzialna za wymordowanie 120 000 kobiet i dzieci – obywateli polskich, a nie można zapominać, że także wielu Żydów.

Zełenski jednym ruchem zrobił zatem to, czego nie udało się Władimirowi Putinowi przez prawie pięć lat: postraszył obywateli UE Ukraińcami. Pokazał, że są oni gotowi budować państwo na skrajnym nacjonalizmie. A to w UE nie przejdzie, mimo odradzania się lokalnie nacjonalizmów. A jeśli nie przewidział tego, to pewnie nie zastanowił się też nad tym, jaki status będzie mieć Ukraina, gdy Niemcy wrócą do relacji z Rosją na poziomie „business as usual” (robienie interesów, jakby się nic nie stało). A swoją drogą to Berlin znów dokonał strategicznego majstersztyku: wszedł do wojny jako jeden z ostatnich graczy, zainwestował niewiele, a ma szansę na największy kawałek ciasta przy odbudowie Ukrainy. I być może wystarczył do tego zaledwie jeden telefon do Kijowa, zaraz po wymuszonej przez Warszawę decyzji o przekazaniu Ukrainie czołgów. Tego jednak zapewne nie dowiemy się nigdy.

Jerzy Mosoń, OPINIE / Na zdjęciu prezydent Ukrainy Wołodymir Zelenski i kanclerz Niemiec Friedrich Mera fot. Wikimedia / 26.06.2026