Maciej Korowaj: MGŁA WOJNY – Granica jako zegar, Polska jako przedmiot pomiaru czasu
Agencja Informacyjna: Donald Tusk – premier Rzeczpospolitej Polskiej ujawnia, że dostał od szefa tajny raport od szefa CIA,. Jego zastępca Władysław Kosiniak-Kamysz – Miniter Obrony Narodowej, po kilku dnia przyznaje, że nie czytał tego raportu. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa rządu rozsyła jak szalone SMS: „bądź przygotowany”. Jednak nikt nie wie na co. Odpowiedzi na to pytanie szuka Maciej Korowaj – podpułkownik rezerwy Wojska Polskiego, ekspert ds. bezpieczeństwa międzynarodowego, służb specjalnych i wywiadu.
Maciej Korowaj – podpułkownik rezerwy Wojska Polskiego, analityk wojskowy oraz uznany ekspert ds. bezpieczeństwa międzynarodowego, służb specjalnych i wywiadu. Jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych w polskich mediach komentatorów zagadnień geopolitycznych, specjalizującym się w taktyce i strategii wojskowej Rosji, Białorusi oraz Ukrainy. Teraz ppłk Maciej Korowaj opublikował analizę „MGŁA WOJNY – Bystrota czyli tempo Operacji Matrioszka. Granica jako zegar, a Warszawa jako przedmiot pomiaru czasu”. Ze względu na wagę analizy, Agencja Informacyjna, przedstawia ją poniżej. Tekst jest długi, ale wart dokładnego przeczytania.
Czytaj dalej:
Maciej Korowaj: Ile czasu ma państwo NATO (należące do wojskowo-politycznego obronnego Sojuszu Północnoatlantyckiego) na decyzję, gdy dron spada 800 metrów od jego granicy?
Między 20 sierpnia a 13 września 2026 roku sztab Federacji Rosyjskiej przeprowadził, na wschodniej flance Sojuszu, 2 etapy jednej operacji. Najpierw mierzył, potem odebrał czas. Donald Tusk – Premier rządu Rzeczpospolitej Polskiej mówił, 10 września 2026 roku, o udaremnionym zagrożeniu dla przejścia z Ukrainą, ale nie powiedział, co udaremniono. 3 dni później Gierań (inaczej Shahed 136 – bezzałogowy statek powietrzny) spłonął w Jahodynie, 800 metrów od Dorohuska (ok. 3,5 km od Drogowego Przejścia Granicznego Polska-Ukraina). Ten tekst łączy 2 moje analizy z 11 i 14 września 2026 roku w jedną całość, razem z korektą własnego błędu, i pokazuje, jak rosyjski planista czyta polską granicę. Od Suworowa (Aleksandr Wasiljewicz Suworow – rosyjski dowódca i teoretyk wojskowy, uczestniczył w tłumieniu konfederacji barskiej i dowodził wojną przeciw insurekcji kościuszkowskiej, dowódca wojsk okupujących Polskę przed III rozbiorem) i GRU Serguna (Igor Siergun – Szef Głównego Zarządu Wywiadowczego / Głównego Zarządu Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, Zastępca Szefa Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, znajdował się na liście osób objętych sankcjami przez USA i UE, oficjalnie zmarł na zawał serca 3 stycznia 2016 r.) po drony nad rzekami Dunaj i Bug.
Rosyjski planista rozpracowuje polski korytarz
Od 20 sierpnia 2026 roku Federacja Rosyjska uderzyła w ukraińskie przejścia graniczne co najmniej 6 razy. Tabaki 21 sierpnia, Wynohradiwka 25 sierpnia, Orliwka na Dunaju 1 i ponownie 6 września, Starokozacze w nocy na 9 września, gdzie zginęło 2 cywilów. Wszystkie w obwodzie odeskim, wszystkie na granicy z Mołdawią i Rumunią, wszystkie dronami. Równolegle 1 września w Kijowie spłonęła lokomotywownia Kolei Ukraińskich, a wśród zabitych byli kolejarze. To nie są 2 osobne wątki. To jedna kampania, którą warto przeczytać oczami tego, kto ją planuje, a nie tego, kto ją odbiera.
Aleksandr Suworow „Nauka zwyciężania” klucz do zrozumienia sytuacji
W jednej z moich ulubionych książek, „Nauka zwyciężania” («Наука побеждать»), Aleksandr Suworow otwiera wykład trzema słowami. Glazomier (глазомер), bystrota (быстрота), natisk (натиск). Glazomier (oko) to ocena na oko odległości, terenu i przeciwnika, zanim ruszy się do przodu. Aleksandr Suworow uczył, że przed natarciem idzie ocena, ile przeciwnik wytrzyma i gdzie stoi. Kampania odeska była dokładnie tym, pomiarem reakcji NATO przed ruchem na północ.
Rosyjskie uderzenia w Mołdawie mają znaczenie dla polsko-ukraińskiej granicy
Pytanie, które zadawała sobie Warszawa, brzmiało: „czy następne będą przejścia z Polską?” 10 września 2026 roku przestało ono być pytaniem analityka. Donald Tusk – premier rządu Rzeczpospolitej Polskiej, powiedział w Bratysławie (stolicy Słowacji), że w nocy, dzięki współpracy polskich i ukraińskich służb, udało się uniknąć bezpośredniego zagrożenia dla jednego z przejść granicznych z Ukrainą, i sam powiązał to zdarzenie z rosyjskimi uderzeniami w Mołdawii.
Odpowiedź wymaga jednak odłożenia emocji i wejścia w logikę planowania rosyjskiego sztabu w ramach doktryny „Nowa Wojna”, którą sam określam mianem „Wojna Zrównoważona”. Ten sztab od kilku miesięcy rozwiązuje jedno konkretne zadanie, które roboczo nazywam „Operacja Matrioszka”.
Zadanie rosyjskiego planisty
Rosyjski planista nie atakuje przejść granicznych, bo są symbolem. Atakuje je, bo są to tak zwane. „wąskie gardła”. W artykule w „Wojenno-promyszlennym kurjerze” z lutego 2013 gen. Walerij Gierasimow (kluczowa postać rosyjskiej hierarchii wojskowej, który od 9 listopada 2012 roku nieprzerwanie pełni funkcję szefa Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej oraz pierwszego zastępcy ministra obrony, jeden z najbardziej zaufanych ludzi Władimira Putina – Prezydenta Federacji Rosyjskiej, 25 czerwca 2024 roku Międzynarodowy Trybunał Karny (MTK) w Hadze wydał nakaz aresztowania Walerija Gierasimowa, w związku z oskarżeniem o zbrodnie wojenne), napisał, a moim skromnym zdaniem są to słowa jego zastępcy gen. Aleksieja Kima (generał pułkownik, który odgrywa kluczową rolę w wojnie z Ukrainą), że akcent przesuwa się w stronę środków niewojskowych, stosowanych w proporcji 4 do 1 wobec wojskowych. To był początek ujawnienia doktryny „Nowa Wojna”, później omyłkowo nazywanej doktryną Walerija Gierasimowa lub jako „wojna hybrydowa”, choć ta ostatnia jest tylko jedną z 4 jej części. Praktycznie od początku minionej dekady generałowie ówczesnego GRU (ros. ГРУ – Główny Zarząd Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej – rosyjski wywiad wojskowy, będący jedną z najpotężniejszych i najbardziej agresywnych służb specjalnych na świecie), Igor Sergun, a po Krymie także jego zastępca Aleksiej Diumin (wojskowy i polityk, sekretarz Rady Państwa, bliski doradca Władimira Putina, jeden z głównych nadzorców rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego, uważany za jednego z najpoważniejszych kandydatów na następcę Prezydenta Federacji Rosyjskiej) budowali zaplecze operacyjne, do działań niewojskowych, prowadzonych tak, by dobrze prosperujące państwo w ciągu dni mogło stać się areną walki. To zaplecze pracuje dziś na granicy Polski.
Od wiosny 2026 roku, rosyjska kampania przeciw Kolejom Ukraińskim przeszła z frontowego zaplecza na całe terytorium Ukrainy. Między grudniem a połową maja 2026 roku jawne źródła odnotowały 127 uderzeń w obiekty Kolei Ukraińskich, a geografia rozszerzyła się na obwody wołyński, lwowski i rówieński. Cel został nazwany wprost w rosyjskim obiegu ekspercko-wojskowym i potwierdzony z drugiej strony przez Serhija Beskrestnowa. Chodzi o zniszczenie logistyki łączącej Ukrainę z Europą, zarówno wojskowej, jak i cywilnej.
W tej logice przejście graniczne jest najtańszym punktem w całym łańcuchu. Nie trzeba niszczyć setek kilometrów toru ani całego węzła. Wystarczy spalić budynek odpraw, uszkodzić zasilanie i systemy łączności, a przepustowość spada do zera na 24 do 48 godzin, bo tyle według ukraińskich danych trwało awaryjne przywracanie pracy przejść po sierpniowych i wrześniowych uderzeniach. Przy kosztach jednego Shaheda (bezzałogowy statek powietrzny) to najlepszy stosunek nakładu do efektu, jaki rosyjska armia ma dziś w arsenale. A masy nie brakuje. W samym sierpniu 2026 roku Federacja Rosyjska wystrzeliła w Ukrainę ponad 2.800 dronów o napędzie odrzutowym, a 8 września 2026 roku na Kijów poszły 32 pociski manewrujące i 166 Shahedów (bezzałogowe statki powietrzne). Rosyjski sztab dysponuje nadwyżką środków, którą może przesuwać na cele drugorzędne bez uszczerbku dla głównego wysiłku.
Świadomie zaczęto od Mołdawii i Rumunii
Tu widać, jak Rosjanie nauczyli się kalkulować w nowoczesnym targetingu (celowanie, obieranie za cel lub kierowanie działań do precyzyjnie określonej grupy odbiorców), jak ktoś, kto liczy koszty polityczne równie starannie jak tonaż ładunku.
Tukidydes – teoria i Hanibal – praktyka
Przypomina mi się cytat z V księgi Tukidydesa (jeden z najważniejszych starożytnych greckich historyków, nazywany ojcem historii naukowej oraz ojcem realizmu politycznego). W 416 roku p.n.e. posłowie ateńscy powiedzieli mieszkańcom Melos, wyspy, która nie należała do żadnego sojuszu i chciała pozostać neutralna, że silni robią to, co mogą, a słabi znoszą to, co muszą. Melos odmówiło kapitulacji, zostało oblężone i zniszczone. Podobną taktykę zastosował 200 lat później Hannibal Barkas (kartagiński generał i polityk, uważany za jednego z największych strategów wojskowych w historii ludzkości zwłaszcza podczas drugiej wojny punickiej), który przez 8 miesięcy oblegał Sagunt, miasto sprzymierzone z Rzymem, i patrzył, czy Rzym przyjdzie. Rzym słał poselstwa. Kiedy Sagunt padł, Hannibal Barkas wiedział już, ile naprawdę warta jest rzymska gwarancja, i wiosną 218 roku przekroczył rzekę Ebro.
Rumunia jako laboratoryjny eksperyment wojskowy
Dlatego Operację Matrioszka zaczęto od Mołdawii, państwa poza sojuszem. Rumunia jest w NATO, ale między Orliwką a Isaccea leży Dunaj, który daje naturalny bufor i pozwala uderzać kilkaset metrów od terytorium Sojuszu bez naruszania jego przestrzeni. Rumunia reaguje spokojniej niż Polska, nie ma za sobą własnego Przewodowa (polska wieś Przewodów, w której doszło do eksplozji ukraińskiej rakiety ochrony powietrznej, 15 listopada 2022 roku) i nie podrywa myśliwców przy każdym nalocie na sąsiedni obwód. Rosyjski sztab wybrał więc odcinek, na którym mógł przetestować całą sekwencję, od pierwszego uderzenia, przez odbudowę, po drugie uderzenie w ten sam obiekt kilka dni później, i zmierzyć reakcję państwa NATO przy minimalnym ryzyku.
Podwójna strategia izolowania Ukrainy od Europy
Wynik tego testu był dla Moskwy zachęcający. Orliwka została trafiona dwukrotnie w ciągu tygodnia, a poza komunikatami służb granicznych i ukraińskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych nie nastąpiło nic, co podniosłoby koszt kolejnego uderzenia. Cytując analityków ISW (amerykański Institute for the Study of War – Instytut Studiów nad Wojną), z którymi tym razem wyjątkowo się zgadzam, to podwójna strategia izolowania Ukrainy od Europy i wywierania presji na sąsiadów. Z perspektywy rosyjskiego planisty, w którego zawsze się wcielam, to raczej kalibracja. Sprawdzał, jak daleko może przesunąć linię celów na zachód, zanim ktoś po drugiej stronie granicy zrobi coś więcej niż wyda komunikat.
Polska oczami rosyjskiego sztabu
Granica polsko-ukraińska ma 6 kolejowych przejść, od ❶Dorohuska i ❷ Hrubieszowa na północy przez ❸ Hrebenne i ❹ Werchratę po ❺Przemyśl i ❻ Krościenko na południu. Rosyjski planista patrzy jednak nie na punkty graniczne, lecz na to, co jest za nimi. Kluczem jest zmiana szerokości torów kolejowych. Cały ruch towarowy z Europy musi zostać przeładowany lub przestawiony na wózki w terminalach po ukraińskiej stronie, w Mostyskach, w Jahodynie i węźle kowelskim, w Rawie Ruskiej. To tam, kilkanaście do kilkudziesięciu kilometrów od granicy, leży realna przepustowość korytarza. Tam też są podstacje trakcyjne, bez których elektryczna kolej staje niezależnie od stanu torów.
Korytarz polski jest więc w rosyjskim katalogu celów od dawna
Rosja wie to od dawna, bo już w maju 2022 roku uderzyła rakietami w infrastrukturę kolejową rejonu jaworowskiego 20 kilometrów od granicy, a w marcu 2026 roku pozbawiła prądu miasta Lwów i Wołyń, trafiając w energetykę zasilającą między innymi kolej. W maju 2026 roku obwód rówieński dostał uderzenie 70 kilometrów od Polski, z ofiarami śmiertelnymi. Korytarz polski jest więc w rosyjskim katalogu celów od dawna. Nowością nie jest cel, lecz metoda.
Rosyjska eskalacja
Kampania odeska pokazała, że Rosja przestała zadowalać się podstacjami w głębi i zaczęła schodzić do samej linii granicznej, gdzie efekt jest natychmiastowy, a ukraińska obrona przeciwlotnicza najrzadsza i strzela w stronę granicy, co po stronie polskiej skończyło się tragedią w Przewodowie (w wyniku eksplozji zginęły 2. osoby). Przeniesienie tej metody na kierunek polski oznaczało uderzenie dronami z osi północnej, znad Wołynia i Polesia, w terminal i stację graniczną w Jahodynie lub Rawie Ruskiej. Odległość od polskiego terytorium mierzyłaby się w pojedynczych kilometrach. Rosja rozumiała, że to zupełnie inny szczebel eskalacji niż operacje wzdłuż Dunaju. Polska podrywa lotnictwo, przy każdym większym nalocie na zachód Ukrainy, jak 5 września 2026 roku, gdy alertami RCB (Rządowe Centrum Bezpieczeństwa – kluczowa polska instytucja państwowa, która pełni funkcję Krajowego Centrum Zarządzania Kryzysowego) objęto Lubelszczyznę i Podkarpacie. „Pamięć Przewodowa” nadal wyznacza w Polsce próg, którego przekroczenie oznaczałoby wejście do gry NATO jako instytucji, a nie tylko dyplomatów. To był koszt, którego dotąd Rosja nie chciał płacić. Moje pytanie z 11 września brzmiało: „czy po udanym teście na Rumunii nadal go tak wycenia?”
Dorohusk i Hrebenne powinny się przygotować
W rosyjskiej kulturze planowania uderzenie kinetyczne poprzedza przygotowanie narracyjne, które ma rozmyć odpowiedzialność i przenieść ją na ofiarę. Ta warstwa pracowała już przed Jahodynem. Piotr Panasiuk – polski działacz figurujący od grudnia 2023 roku w bazie Myrotworec (przedsiębiorca, wiceprezes stowarzyszenia „Polski Ruch Antywojenny” i prezes zarządu fundacji „Chrześcijańskie Odrodzenie Europy”, zaangażowany w działalność publicystyczną i polityczną), ogłosił na komunikatorze Telegram, że Dorohusk i Hrebenne powinny się przygotować, bo Rosja atakuje przejścia, przez które płynie broń. Ten wpis natychmiast podchwyciły prorosyjskie portale w Mołdawii, dopisując tezę, że polski rząd wykonuje polecenia Brukseli i Londynu kosztem życia własnych obywateli.
model S.E.D.E.S.
Nie ma znaczenia, czy Piotr Panasiuk wie coś o planach rosyjskiego sztabu. Prawie na pewno nie wie. Znaczenie ma to, że rosyjski ekosystem informacyjny zbudował z jego słów gotowe uzasadnienie na wypadek uderzenia. To model S.E.D.E.S., o którym nie raz pisałem, czyli ❶ selekcja, ❷ edycja, ❸ dystrybucja, ❹ ewaluacja, ❺ sekularyzacja. Schemat jest znany z Przewodowa i z każdego incydentu dronowego nad Polską. Najpierw ❶ teza, że to Polska sama ściąga na siebie ryzyko, potem ❷ teza, że przejście było celem wojskowym, a na końcu ❸ teza, że państwa Zachodu i tak nie zareagują. W ramie operacji kaskadowej, którą stosuję do monitoringu presji poniżej progu wojny, to klasyczny sygnał domeny informacyjnej wyprzedzający domenę kinetyczną.
Sekwencja od Dunaju do Bugu
O takim scenariuszu mówiłem 9 września 2026 roku, w rozmowie z Mateuszem Lachowskim dla „Gońca” i „Racji Stanu”, nagranej na kilkanaście godzin przed nocnym zdarzeniem i przed wypowiedzią Donalda Tuska – premiera Rzeczpospolitej Polskiej. Podobną dyskusję prowadziłem z Krzysztofem Wojczalem na jego kanale. Nie piszę tego, by podkreślać trafność prognoz, lecz by pokazać, że sekwencja od Dunaju do Bugu była czytelna dla każdego, kto śledził kampanię odeską, a więc także dla rosyjskiego sztabu, który liczył na to, że Polska zareaguje dopiero po fakcie. Stąd, w mojej ocenie, wizyta Tomasza Siemoniaka – ministra koordynatora służb specjalnych w Waszyngtonie (stolicy Stanów Zjednoczonych Ameryki), by w reakcji Polski i wschodniej flanki NATO nie doszło do falstartu.
W wypowiedzi Tuska ważne jest co mówi to czego nie mówi
Wypowiedź Donalda Tuska – prezesa Rady Ministrów Rzeczpospolitej Polskiej z 10 września 2026 roku, trzeba czytać równie uważnie w tym, co mówi, jak w tym, czego nie mówi. Premier użył słów o współpracy służb, o zapowiedzi i o gotowości także na sabotaż wewnętrzny. Nie padło słowo o wojsku, nie było komunikatu Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych, alertu Rządowego Centrum Bezpieczeństwa ani podrywanych myśliwców. Tej nocy nad polską granicą nic nie leciało, co trzeba by zestrzelić. To zawęża pole do dwóch wariantów. Pierwszy to ukraińskie ostrzeżenie o planowanym uderzeniu, w ukraińską stronę konkretnego przejścia, na które zareagowano prewencyjnie po obu stronach linii. Drugi to wykryty zamiar dywersji na obiekcie granicznym, wykonywanej rękami kogoś rekrutowanego zdalnie, w schemacie znanym z wcześniejszych spraw Agencji Bezpieczeństwa Narodowego. Oba warianty mieszczą się w modelu rosyjskiego planowania, bo przejście graniczne pracuje dla Rosjan jednocześnie w warstwie kinetycznej i ukrytej, a wybór narzędzia zależy od tego, które jest w danym tygodniu tańsze.
Raport szefa CIA dość precyzyjny i dotyczący możliwych zdarzeń
Do tego dochodzi zdanie o raporcie Johna Ratcliffa – szefa CIA (akronim od angielskiej nazwy Central Intelligence Agency – Centralna Agencja Wywiadowcza – amerykańska rządowa agencja wywiadowcza), który Donald Tusk określił jako dość precyzyjny i dotyczący możliwych zdarzeń w najbliższych miesiącach. 2 dni wcześniej Tomasz Siemoniak – minister koordynator służb specjalnych rozmawiał z Johnem Ratcliffem w Langley. Ta sekwencja jest czytelna także dla Rosji. Trzeba przy tym zachować ostrożność wobec komunikatu o sukcesie służb, bo jest z natury niesprawdzalny i pada w kontekście sporu o to, kto w Unii Europejskiej komu robi łaskę. Nie zmienia to faktu, że sekwencja Mołdawia, Rumunia, Polska została po raz pierwszy wypowiedziana nie przez analityków, lecz przez szefa rządu państwa NATO. To była pierwsza odpowiedź na Operację Matrioszka.
Cenny test dla Rosjan
Z perspektywy Rosjan to nocne zdarzenie nie było porażką, lecz cennym wynikiem testu. Dowiedzieli się, że polskie i ukraińskie służby wymieniają się informacją w czasie zbliżonym do rzeczywistego, co podnosi koszt wariantu dywersyjnego, i zarazem, że sama groźba wobec polskiego przejścia wystarcza, by premier rządu Rzeczpospolitej Polskiej mówił o tym na europejskim szczycie i wiązał to z raportem CIA. W logice operacji kaskadowej to efekt osiągnięty bez jednego uderzenia. Rosjanie nauczyli się, że nie muszą uderzać w Dorohusk, żeby osiągnąć cel. Wystarczy, że Polska zacznie o tym myśleć, że przewoźnicy podniosą stawki ubezpieczeń, a część ładunków przesunie się na wolniejsze trasy.
Cztery wskaźniki i 48 godzin
11 września 2026 roku rozdzieliłem 3 zdarzenia, bo zbijanie ich w jedno prowadzi do fałszywego alarmu albo fałszywego spokoju. Uderzenia w kolejową logistykę korytarza polskiego w głębi zachodniej Ukrainy oceniłem jako wysoce prawdopodobne w horyzoncie tygodni. Uderzenie w samą infrastrukturę przejścia, kilka kilometrów od polskiego terytorium, przesunąłem po nocy z 9 na 10 września 2026 roku w stronę wysokiego prawdopodobieństwa, z przewagą wariantu dronowego nad rakietowym i z większym ryzykiem dla Jahodyna i Rawy Ruskiej niż dla Mościsk. Upadek środka napadu na terytorium Polski pozostawał mało prawdopodobny, choć nie zerowy.
4 wskaźniki, które przesunęłyby ocenę w górę
Podałem też 4 wskaźniki, które przesunęłyby ocenę w górę. ❶ Przeniesienie kampanii odeskiej z przejść drogowych na kolejowe. ❷ Uderzenie w węzeł kowelski lub terminal Mostyska II. ❸ Pojawienie się w komunikatach Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej i u głównych milblogerów sformułowań o polskich hubach uzbrojenia. ❹ Wzrost rozpoznania dronowego nad Wołyniem i Polesiem od strony białoruskiej. Napisałem, że jeśli 3 z 4 zapalą się w jednym oknie tygodniowym, przejście kolejowe z Polską przestaje być hipotezą i staje się celem następnej kolejki. Dałem temu horyzont tygodni. Rosyjski sztab potrzebował 48 godzin.
Sens uderzeń w Dorohusku i lokomotywę pociągu Kijów–Warszawa
12 września 2026 roku drony uderzyły w Kowel, Łuck, Sarny, Zwiahel i Fastów. W nocy z 12 na 13 września 2026 roku ukraińska obrona powietrzna liczyła ponad 700 środków napadu, rosyjscy komentatorzy pisali o blisko 1.000. Około 4.10 Gierań (bezzałogowy statek powietrzny) trafił w stację paliw i ciężarówkę w Jahodynie, 800 metrów od przejścia w Dorohusku. Drugi uderzył w lokomotywę pociągu Kijów–Warszawa – 2 kilometry od granicy. Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej napisało o obiektach kolejowych zachodnich obwodów Ukrainy, zapewniających przewóz ładunków wojskowych z państw Europy i o obiektach energetyki obsługujących kolej. Po polskiej stronie ewakuowano ponad 280 osób z Dorohuska i ponad 300 z Hrebennego, w powietrzu były F-16, a minister obrony mówił o pakietach Gierań-5 działających 1 i 5 kilometrów od granicy bez jej naruszenia.
Tusk: Eskalacja staje się faktem
Donald Tusk – prezes Rady Ministrów Rzeczpospolitej Polskiej powiedział, po odprawie w Rządowym Centrum Bezpieczeństwa, że eskalacja staje się faktem. Rosyjskie media podchwyciły to zdanie i przekształciły je w gotowość Polski do wejścia do wojny z Rosją. Z przykrością muszę stwierdzić, że premier zagrał w szatach, które uszyła mu Rosja.
Wskaźniki, które potwierdzają
Wskaźnik drugi, uderzenie w węzeł kowelski, zapalił się 12 września 2026 roku. Wskaźnik trzeci, narracja o polskich hubach jako uzasadnieniu uderzeń, zapalił się tego samego dnia w komunikacie Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej, o Rzeszowie jako końcu łańcucha i u Władisława Szuryginana (rosyjski propagandysta, dziennikarz i ekspert wojskowy, który często komentuje przebieg działań wojennych i sytuację w armii rosyjskiej, który powiązał Jahodyn z wypowiedzią Radka Sikorskiego – polskiego Ministra Spraw Zagranicznych o Kaliningradzie (Obwód Kaliningradzki Federacji Rosyjskiej na północy Polski). Wskaźnik pierwszy nie zapalił się wcale, bo Rosjanie nie przenieśli kampanii odeskiej z przejść drogowych na kolejowe, tylko przeskoczyli od razu na oś północną. Wskaźnik czwarty zapalił się, zanim zdążyłem go opisać. 12 września 2026 roku, od 11.36 ukraińskie kanały monitoringowe eRadar i „Oko Hora” odnotowały co najmniej 13 Gierani (bezzałogowych statków powietrznych) naruszających granicę obwodu homelskiego w kierunku Mozyrza, Narowli i Lelczyc, część skracała drogę przez występ brahiński, a relacje z Wołynia opisywały drony idące na Kowel z północy. Nad Kowlem od północy jest już tylko Białoruś. 3 z 4 wskaźników w 48 godzin. Glazomier się skończył. Jak znam Rosjan, a staram się myśleć jak oni, przyszedł czas na drugi etap.
Bystrota
Drugie słowo Aleksandra Suworowa z książki, „Nauka zwyciężania” to bystrota czyli tempo, które odbiera przeciwnikowi czas na decyzję. Kto mierzy dłużej, niż trzeba, traci to, co zmierzył, bo przeciwnik zdąży się przestawić. Kampania na Dunaju trwała 3 tygodnie i obejmowała 6 uderzeń. Przeniesienie jej nad Bug zajęło 4 dni, licząc od Starokozacza w nocy z 8 na 9 września do Jahodyna rankiem 13 września. To skrócenie jest samo w sobie treścią przekazu. Rosyjski planista sprawdził na Dunaju, że NATO nie odpowiada na efekt bez naruszenia, i natychmiast zdyskontował ten wynik na kierunku politycznie droższym, ale logistycznie ważniejszym.
Drugie oblicze bystroty – odbieranie czasu przeciwnikowi
Rosyjscy komentatorzy piszą w tych samych dniach, że Rosja nie musi się spieszyć, mobilizacji nie będzie, a czas gra na jej korzyść, więc przez pół roku będzie po prostu bombardować, od pierwszej linii „do polskiej granicy”. To nie jest sprzeczność z tempem nad Bugiem, to jego druga strona. Bystrota nie oznacza pośpiechu Rosji, oznacza odbieranie czasu przeciwnikowi. Strategicznie Federacja Rosyjska gra na czas, taktycznie nie daje go Polsce, i obie rzeczy wynikają z tej samej kalkulacji. Mój błąd z 11 września 2026 roku nie dotyczył celu ani wariantu. Jahodyn przed Mościskami i drony zamiast rakiet zgadzają się z tym, co napisałem. Mój błąd dotyczył tempa i to jest lekcja dla moich kalkulacji. Modelowałem rosyjskie decyzje w rytmie kampanii, a one idą w rytmie testu. Wynik jest przetwarzany w ciągu doby, a kolejny krok rusza, zanim mierzony zdąży opisać poprzedni.
Pomiar zerowy
Tempo z września 2026 roku ma punkt odniesienia. 30 lipca 2026 roku, o 3.40 Ch-101 ze świeżej partii produkcyjnej, z głowicą bojową i układem naprowadzania odpornym na zakłócenia wszedł lotem koszącym nad Lubelszczyznę i po 6 minutach uderzył w pole w Tarnawie-Kolonii, 85 km od granicy. Drugi pocisk tej samej salwy zawrócił tuż przed granicą. Jeden wszedł, drugi się zatrzymał, więc w jedną noc Federacja Rosyjska zmierzyła reakcję na naruszenie i reakcję na podejście.
Polska potrzebowała 44 dni
Donald Tusk – Premier rządu Rzeczpospolitej Polskiej powiedział, 30 lipca 2026 roku, że nie ma podstaw sądzić, iż rakieta była celowo skierowana na Polskę. 12 września 2026 roku, gen. Ireneusz Nowak – Dowódca Operacyjny powiedział, w wypowiedzi dla dziennika „Rzeczpospolita”, że z analizy trasy nad Ukrainą wynika brak celu alternatywnego, że jest w 80 proc. przekonany o działaniu intencjonalnym, a brakujące 20 proc. to oczekiwanie na odpowiedź służb specjalnych. Rosja potrzebowała 6 minut na pomiar. Polska potrzebowała 44 dni, by jeden dowódca powiedział „intencjonalne”, a państwo jako całość nadal nie orzekło intencji. Między zdaniem premiera i zdaniem generała Rosja zdążyła przejść od rakiety nad Lubelszczyzną do dronów nad Jahodynem.
Rosyjscy analitycy już wiedzą
To nie jest zarzut wobec śledczych, to jest różnica w tempie pracy aparatu państwowego oraz skłonność polskich polityków do lansowania się w ogniu wojny informacyjnej, w której takt wybija bębenek na Kremlu (oficjalny centralny ośrodek władzy Federacji Rosyjskiej). Rosyjski planista zna dziś zarówno czas polskiej detekcji jak i czas polskiej atrybucji, i wie, że drugi liczy się w tygodniach. Ostrożność Polski wobec 800 metrów przed granicą jest dla niego przewidywalna, bo widział już polską reakcję na 85 kilometrów za nią.
Tempo rosyjskich werbli – 3 funkcje
Widzę 3 funkcje tego tempa i każda ma innego adresata.
❶ Pierwsza dotyczy Polski. Odprawa w Rządowym Centrum Bezpieczeństwa odbyła się o 17.00, 13 godzin po uderzeniu. Karol Nawrocki – Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej był informowany przez Biuro Bezpieczeństwa Narodowego (urząd, przy pomocy którego Głowa Państwa wykonuje swoje konstytucyjne zadania w zakresie bezpieczeństwa i obronności Polski), ale jego współpracowników na odprawie nie widziałem. To nie zarzut, to pomiar. Rosyjski sztab wie teraz, ile trwa polski cykl decyzyjny od zdarzenia do komunikatu politycznego, i wie, że decyzja o odpowiedzi nie jest przygotowana wcześniej, lecz podejmowana doraźnie po fakcie. Polska nie gra przed zdarzeniem, nasi decydenci reagują po nim i pod publiczność. Tempo ma sprawić, żeby ten cykl nigdy nie zdążył się zamknąć przed kolejnym zdarzeniem. To prowadzi do erozji zaufania do państwa i otwiera pole kolejnym sporom politycznym wewnątrz Polski.
❷ Druga dotyczy Sojuszu Północnoatlantyckiego. Efekt bez naruszenia czyli ewakuacje, podniesione myśliwce i zamknięte przejścia bez jednego drona na polskiej ziemi, jest kategorią, której NATO nie ma w procedurach. Artykuł 4 uruchamia konsultacje, artykuł 5 wymaga napaści zbrojnej. Między nimi jest przestrzeń, w której Federacja Rosyjska może działać dowolnie długo, pod warunkiem że tempo nie da sojusznikom czasu na dopisanie brakującej kategorii. Każdy tydzień zwłoki w Brukseli (siedziba władz Unii Europejskiej) jest dla Federacji Rosyjskiej tygodniem darmowej operacji.
❸ Trzecia dotyczy kalendarza. I tu rosyjskie źródła mówią więcej niż zachodnie. Od 18 do 20 września 2026 roku Rosja wybiera Dumę Państwową (ros. Государственная дума – izba niższa parlamentu Federacji Rosyjskiej). Dmitrij Anatoljewicz Miedwiediew (jeden z najważniejszych rosyjskich urzędników państwowych, W latach 2008–2012 sprawował urząd prezydenta Rosji, a w latach 2012–2020 był premierem, obecnie wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej oraz przewodniczącego rządzącej partii Jedna Rosja) 30 lipca 2026 roku mówił o bardzo ważnym punkcie zakończenia operacji specjalnej, Dmitrij Siergiejewicz Pieskow (wpływowy rosyjski dyplomata, tłumacz i polityk, który od maja 2012 roku nieprzerwanie pełni funkcję rzecznika prasowego Władimira Putina – prezydenta Federacji Rosyjskiej) 8 września 2026 roku oznajmia, że zwycięstwo jest bardzo blisko. Tygodniowy rating partii władzy według WCIOM to 37,4 proc, a oczekiwania Kremla leżą bliżej 45 proc. Można by z tego wyprowadzić prostą tezę, że uderzenia przy granicy NATO są produktem na rynek wewnętrzny, substytutem zwycięstwa, którego nie ma na froncie.
Ataki nie stanowią narracji na potrzeby wyborów w Rosji
Sprawdziłem ją na źródłach federalnych i ona nie wytrzymuje. Komunikaty Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej o Jahodynie są techniczne, podstacje, zajezdnie, ładunki z Europy. Sztab Jednej Rosji świadomie wycisza wojnę, bo według własnych socjologów jest ona niepopularna nawet w elektoracie władzy. Władimir Putin 3 września 2026 roku nazwał pogłoski o mobilizacji po wyborach atakiem informacyjnym przeciwnika w przeddzień głosowania. Wybory nie są więc motorem uderzeń. Są filtrem narracji. Kinetyka idzie w pełnym tempie, a opis pozostaje techniczny, żeby do 20 września 2026 roku wojna była dla wyborcy daleko. Jedyny, kto 13 września 2026 roku nadawał pod tytułem „Польша готовит нападение на Калининград”, czyli Polska przygotowuje napaść na Kaliningrad, to Władimir Rudolfowicz Sołowjow (rosyjski prezenter telewizyjny i radiowy, główny propagandysta Kremla, znany z agresywnej retoryki antyzachodniej i antyukraińskiej). Pełne polityczne oprawienie tego, co dzieje się nad Bugiem, przyjdzie po wyborach. A po wyborach w Federacji Rosyjskie nastąpią zmiany, które będą się liczyły w dłuższej perspektywie.
Powszechna mobilizacja w Rosji możliwa dopiero po wyborach
Szef ukraińskiego wywiadu wojskowego mówił 10 września 2026 roku, że generałowie prosili Władimira Putina o 800.000 ludzi po głosowaniu (po wyborach do Dumy Państwowej). Publicyści Kremla odpowiadają, że mobilizacja przyjdzie dopiero wtedy, gdy ukraiński front zacznie się zapadać całymi odcinkami, a do tego czasu wystarczą bomby. Kolejna runda rozmów jest przygotowywana na październik 2026 roku, a poważnych negocjacji według źródeł agencji Bloomberg nie będzie do wiosny, za to będzie 6 miesięcy uderzeń w energetykę Ukrainy. Do 20 września 2026 roku tempo bez narracji. Od października rozmowy, w których Rosja chce siedzieć z pozycji siły, mobilizacja, której ma nie być, i zima, w której kolej zachodniej Ukrainy staje się celem energetycznym. Wrzesień 2026 roku jest początkiem fazy bystroty, bo wszystko, co Rosja chce mieć w ręku w październiku, musi zostać zmierzone i zdyskontowane teraz, kiedy Kreml nie musi jeszcze nic tłumaczyć własnemu społeczeństwu.
Pułapka dwuramienna
Po 11 września 2026 roku pytałem, czy eskalacja przy granicy zachodniej granicy Ukrainy nie jest szyta po to, by sprowokować Sojusz Północnoatlantycki do przedwczesnego sięgnięcia po artykuł 5 i wejścia w uszytą przez Federację Rosyjską rolę agresora? Po 13 września 2026 roku uściślam to pytanie, bo pułapka ma 2 ramiona i oba są dla Rosji równie dobre.
Amerykańskie ostrzeżenie dla Polski, z początku lipca 2026 roku, zawierało definicję rosyjskiego sukcesu. Sukcesem jest sytuacja, w której Polska nie otwiera ognia i negocjuje, pod presją Stanów Zjednoczonych Ameryki, a odwrót następuje w drodze rozmów z żądaniem zakończenia pomocy dla Ukrainy.
Pierwsze ramię to polska bezczynność. Kolejne ewakuacje, kolejne podniesione myśliwce i kolejne odprawy o 17.00 bez zmiany po stronie polskiej podważają wiarygodność państwa wobec własnych obywateli. Rosja nie potrzebuje do tego ofiar na polskiej ziemi. Przeciwnie, ofiary konsolidują, co pokazał wrzesień 2025 roku, dlatego rosyjski planista zatrzymuje się 800 metrów przed granicą. Koszt ma się kojarzyć z Ukrainą i z rządem, a nie z Moskwą. Przy 44 proc. badanych gotowych wstrzymać pomoc dla Ukrainy działa to jak samograj.
Drugie ramię to działanie samodzielne Polski. Polska ma podstawę prawną do użycia sił zbrojnych nad zachodnią Ukrainą, bo znowelizowany artykuł 2a ustawy z 1998 roku, w mocy od 31 stycznia 2026, dopuszcza to na podstawie artykułu 51 Karty Narodów Zjednoczonych albo zgody państwa przyjmującego, a Ukraina tej zgody udziela publicznie od roku. Ograniczenie nie jest prawne. Jest polityczne i sojusznicze, co Radek Sikorski – polski Minister Spraw Zagranicznych powiedział wprost już we wrześniu 2025. Polska, która strzela sama, daje Rosji tezę o polskiej eskalacji, a ta teza wpada w gotową amerykańską ramę o Europie, która nie chce rozmawiać. Kara za inicjatywę, stosowana od lat wobec Bałtów, została rozciągnięta na Polskę.
Między bezczynnością, która upokarza, i samodzielnością, która izoluje, rosyjskie tempo ma jedno zadanie. Nie zostawić czasu na trzecią drogę.
Trzecia strona
Jest jeszcze adres, pod który Polska teoretycznie mogłaby odpowiedzieć, i to on domyka pułapkę.
Drony korzystają z białoruskich stacji bazowych
Białoruś nie wystrzeliwuje Gierani, wyrzutnie stoją w obwodach briańskim, orłowskim i smoleńskim, ale bez Białorusi kampania na Wołyń byłaby wolniejsza i droższa. Rzecznik ukraińskich Sił Powietrznych mówi wprost, że drony w drodze na zachód trzymają się białoruskiej granicy, bo tam ukraińska obrona ma najmniej. W obwodzie homelskim od sierpnia 2026 roku znów pracują przekaźniki sieci Mesh, a Serhij „Flash” Beskrestnow (ukraiński ekspert ds. radiotechniki wojskowej, walki elektronicznej (EW) oraz systemów bezzałogowych, a także doradca ukraińskich władz obronnych) ocenia, że modemy LTE dronów logują się do białoruskich stacji bazowych. Ukraina uderza w rosyjską część tej infrastruktury, 4 września 2026 roku w Złynce 10 km od granicy białoruskiej zniszczono radar, kompleks WRE i retransmiter Mesh. W białoruską nie uderza nikt.
Polska sparaliżowana
A Polska uderzyć, choćby tylko politycznie i gospodarczo, nie może, i to nie z powodu Rosji, przynajmniej nie bezpośrednio. 8 września 2026 roku Andrzej Poczobut (wybitny białoruski dziennikarz polskiej narodowości, publicysta oraz działacz mniejszości polskiej na Białorusi – symbol oporu przeciwko białoruskiemu, autorytarnemu reżimowi Alaksandra Łukaszenki, za co zapłacił wieloletnim uwięzieniem) wjechał przez Bobrowniki do Grodna (teren Białorusi), dobrowolnie, na tydzień i z planem, by 24 września 2026 roku być w Waszyngtonie – stolicy Stanów Zjednoczonych Ameryki. Minister Radek Sikorski nazwał to „igraniem z ogniem” i powiedział, że w każdej chwili może zostać aresztowany. Każda polska decyzja wobec Białorusi, a pośrednio wobec Rosji, ma w tym tygodniu jego twarz. Równolegle reżim w Białorusi sygnalizuje Związkowi Polaków na Białorusi (największa organizacja zrzeszająca Polaków na Białorusi, założona w 1990 roku, która działa na rzecz ochrony polskiej kultury, oświaty i tradycji) możliwość legalizacji jako gest dobrej woli, a 14 września 2026 roku w Mińsku (stolica Białorusi) ląduje John Coale – wysłannik Donalda Trumpa – Prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki, po kolejnych 200 do 300 więźniów.
Rosja a gra białoruską kartą
Rosja liczy się z tym kalendarzem. Białoruskie media odnotowały, że po 4 września 2026 roku przez 3 dni nie było zmasowanych uderzeń na Kijów (stolica Ukrainy) z powodu przyjazdu delegacji Stanów Zjednoczonych Ameryki. Jahodyn spłonął dzień przed przylotem Johna Coale’a, nie w jego trakcie. Zestawienie dat nie jest dowodem, ale jest pomiarem. Andrzej Poczobut 8 września, Jahodyn 13 września, John Coale 14 września. To okno, w którym polska ręka wobec Białorusi jest związana najkrócej, a białoruskie niebo najbardziej dostępne dla rosyjskich dronów. Przyznam, że Rosja zagrała idealnie w czas.
Wskaźniki Natisku
Trzecie słowo Aleksandra Suworowa z książki, „Nauka zwyciężania” to natisk – napór po rozpędzeniu. Nie prognozuję jego daty. Podaję 5 wskaźników, które pokażą, że bystrota przechodzi w natisk.
❶ Pierwszym będą uderzenia w podstacje trakcyjne odcinków Kowel–Jahodyn i Lwów–Mościska, bo to przesunie kampanię z zamykania przejść na 2 doby do wyłączania kolei elektrycznej na tygodnie.
❷ Drugim będzie zmiana języka w Rosji między 21 a 30 września 2026 roku. Jeśli Dmitrij Pieskow, Marija Zacharowa (rosyjska dyplomatka i polityk, która od 2015 roku pełni funkcję dyrektora Departamentu Informacji i Prasy Ministerstwa Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej) lub Władimir Putin osobiście nazwą polską granicę i polskie inicjatywy źródłem eskalacji, a mobilizacja wróci w wersji wymuszonej przez NATO, a nie w wersji dobijania zapadającego się frontu, wrzesień 2026 roku okaże się fazą tempa, a październik 2026 roku fazą naporu skierowanego również na Polskę.
❸ Trzecim będzie geometria uderzeń. Domknięcie osi skrajnych, Dunaju i Wołynia, przy pauzie na osi Rzeszów–Mościska–Lwów oznacza kanalizowanie strumienia na jeden korytarz, żeby uderzyć w niego z pełną siłą, gdy będzie jedyny.
❹ Czwartym będzie białoruski tydzień. Czy Andrzej Poczobut wyjedzie z Grodna około 15 września bez przeszkód i stanie 24 września w Waszyngtonie (stolicy Stanów Zjednoczonych Ameryki), co przywiezie z Mińska (Stolicy Białorusi) John Coale, czy Polska w jakimkolwiek komunikacie o Jahodynie wymieni Białoruś, czego do dziś nie zrobiła, i czy korytarz brahiński powtórzy się przy następnym nalocie na Wołyń. Jeśli Andrzej Poczobut wyjedzie, Związek Polaków na Białorusi dostanie rejestrację, a drony dalej pójdą przez Polesie, Białoruś będzie płacić Polsce za milczenie, a Rosja korzystać z tej ciszy.
❺ Piątym będzie kolejne zdarzenie na terytorium Polski, dron, rakieta lub akt dywersji, z rosyjskim komunikatem, że to skutek działań ukraińskiej obrony powietrznej i wciągania Polski do wojny z Rosją, z podkreślaniem nieudolności polskiego rządu i braku gotowości polskiej armii do Wojny Zrównoważonej. Po Tarnawie-Kolonii Rosja wie, że samo naruszenie nie wywołuje adekwatnej polskiej odpowiedzi, więc następnym razem sprawdzi nie fakt naruszenia, lecz to, czy koszt da się przerzucić na Ukrainę w polskiej debacie.
Zmiana sytuacji dla Polski
Sedno tej MGŁY WOJNY nie leży w pytaniu, czy Rosja uderzy bliżej. Leży w tym, że przeciwnik mierzy polski czas i jakość decyzji, jest w tym pomiarze szybszy od Polski, a do tego wybrał tydzień, w którym polski drugi adres odpowiedzi czyli Białoruś, jest zablokowany. Nie wiadomo jeszcze, ile Rosja jest gotowa zapłacić za eskalację na granicy z NATO, ale wiadomo już, że tempo tej eskalacji jest szyte tak, by decyzja Polski nigdy nie wyprzedziła zdarzenia. Odpowiedzią na bystrotę nie jest ani cierpliwość, ani gwałtowny odruch. Jest własne tempo, sposób oraz geografia odpowiedzi, czyli decyzja podjęta przed zdarzeniem, a nie po nim.
Procedury NATO są siłami regularnymi dla Polski
Sun Tzu (starożytny chiński generał, strateg i filozof, autor „Sztuki wojennej” – najstarszego na świecie podręcznika sztuki wojennej) pisał w rozdziale o potencjale, że w każdej walce siłami regularnymi wiąże się przeciwnika, a zwycięstwo osiąga się siłami nieregularnymi, 以正合,以奇勝. Dla Polski siłami regularnymi są procedury Sojuszu Północnoatlantyckiego, artykuł 4 i artykuł 5, i nimi Polska wiąże Rosję. Zwycięstwa w tej fazie nie da jednak procedura, tylko rozwiązanie, którego rosyjski planista nie ma jeszcze w swojej tabeli pomiarów. Ten sam autor dodaje o terenie, z którego nie ma wyjścia, że ratuje na nim tylko szybka walka. Rzymianie myśleli tak samo, choć innym językiem. Sekstus Juliusz Frontyn (jeden z najwybitniejszych rzymskich inżynierów, pisarzy, żołnierzy i polityków przełomu I i II wieku n.e.. wzorowy rzymski urzędnik, który łączył sukcesy militarne z technicznym geniuszem administracyjnym) w „Strategemata” poświęcił wychodzeniu z położeń bez wyjścia osobny rozdział, „De evadendo ex locis difficillimis”, i zebrał w nim nie apele o odwagę, lecz katalog forteli, którymi Sertoriusz, Hannibal czy Spartakus wydostawali się z okrążeń. Dla rzymskiego dowódcy sytuacja bez wyjścia nie była usprawiedliwieniem, była działem sztuki wojennej z własnym repertuarem.
Polska między 2. Ramionami pułapki
Między dwoma ramionami pułapki Polska stoi właśnie na takim terenie i potrzebuje nie odwagi, lecz repertuaru. Mam wiele pomysłów, ale wszystkich publicznie nie ujawnię. Najlepszy, choć zarazem najtrudniejszy politycznie, jest format sojuszniczy obrony powietrznej nad zachodnią Ukrainą, uzgodniony z Kijowem na podstawie, która już jest w ustawie, i ogłoszony w NATO jako element Eastern Sentry, a nie jako polska inicjatywa. Zamyka on oba ramiona pułapki naraz. Nie jest bezczynnością i nie jest samodzielnością. A wobec Białorusi wystarczy na razie jedno, nazwać białoruskie niebo po imieniu w tym samym komunikacie, w którym mówimy o Jahodynie.
Sposób myślenia rosyjskiego sztabu wojskowego
Aleksandrowi Suworowowi przypisuje się słowa, że jedna minuta rozstrzyga o wyniku bitwy, jedna godzina o powodzeniu kampanii, a jeden dzień o losie państwa. Rosyjski sztab przeczytał to zdanie dosłownie. Pytanie, czy przeczytano je w Polsce równie uważnie, zanim następna transmitowana odprawa zacznie się o kolejnej godzinie 17.00…..
Ppłk Maciej Korowaj – ekspert ds. bezpieczeństwa międzynarodowego, służb specjalnych i wywiadu.
Agencja Informacyjna – podstawowe informacje
Agencja Informacyjna to medium specjalizujące się w tematyce ❶ gospodarczej, ❷ społecznej i ❸ kulturalnej. Misją Agencji Informacyjnej jest dostarczanie ważnych, interesujących i ciekawych wiadomości. Redakcja przykłada szczególna dbałość o obiektywizm przygotowywanych depesz. Komentarze są w wyraźny sposób oddzielane od informacji. Spółka zajmuje się także ❶ dostarczaniem treści (kontentu)na zamówienie, ❷ realizuje materiały na zlecenie oraz ❸ rozpowszechnia wiadomości na życzenie. Od 2022 roku Agencja Informacyjna przyznaje Nagrody OBIEKTYW, w kategoriach: gospodarka, kultura i Warszawa.
Dziękujemy za przeczytanie tekstu do końca. Polecamy inne wiadomości zamieszczone na stronie internetowej www.agencja-informacyjna.com. Życzymy interesującej lektury. Agencja Informacyjna.