Goodbay Donald
Biały Dom opuszcza Donald Trump jeden z najbardziej atakowanych prezydentów Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. W braku sympatii mógłby z nim konkurować jedynie George Bush junior, ale on wdał się w bardzo kosztowną wojnę na Bliskim Wschodzie.
Donald Trump, według większości Amerykanów, nie zasłużył na reelekcję w przeciwieństwie do swego poprzednika Baracka Obamy, choć to za prezydentury miliardera w Stanach Zjednoczonych drastycznie spadło bezrobocie, a gospodarka tego kraju, po wielu ciężkich latach zaczęła odrabiać straty; przemysły zbrojeniowy oraz naftowy wzbogaciły się o gigantyczne kontrakty. Akurat Polaków nie trzeba do tego przekonywać.
Donald Trump w odróżnieniu od swego poprzednika nie dostał również pokojowej Nagrody Nobla, choć to podczas jego kadencji nie wybuchł w świecie żaden poważniejszy konflikt zbrojny, a poprzednie udało się wygasić. Więcej, takiego spokoju na Bliskim Wschodzie nie było od lat i to pomimo zagrożenia ze strony Iranu, którego Donald Trump pozbawił ważnej międzynarodowej umowy dotyczącej atomu. Powoli też udało się zapomnieć o Wiośnie Arabskiej i jej konsekwencjach, w postaci zjawiska pt. „Państwo Islamskie”. Przez ostatnie lata było też spokojniej na Dalekim Wschodzie, choć Korea Północna wciąż stanowi nierozwiązany problem. Również Prezydent Rosji Władimir Putin, który w kwestii Ukrainy robił co chciał z Prezydentem Barackiem Obamą, zatrzymał się w marszu na Zachód; oby na dłużej.
To fakty i za Donaldem Trumpem jest ich znacznie więcej.
Do faktów należą też sprawy, za które Donald Trump zapłacił niechęcią:
- zapowiedź budowy muru chroniącego Stany Zjednoczone przed nielegalną migracją; notabene niezrealizowana,
- zerwanie relacji ze Światową Organizacją Zdrowia (WHO) w czasie pandemii,
- rezygnacja z powszechnego systemu opieki zdrowotnej tzw. „Obama Care”,
- pogorszenie relacji z niektórymi państwami państw Zachodniej Europy, w tym wycofanie z Niemiec części żołnierzy amerykańskich,
- niechęć wobec przeciwdziałania zmianom klimatu, w tym rezygnacja z Porozumienia Paryskiego,
- pogorszenie relacji z Chińską Republiką Ludową, (ChRL), które w ostatnich dwóch dekadach kosztem m. in. Stanów Zjednoczonych stworzyły największą gospodarkę świata,
- arogancja i twarda retoryka w komunikacji z niektórymi partnerami.
Ale mimo tego wszystkiego Donald Trump pewnie wygrałby wybory w konfrontacji z leciwym już Joe Bidenem, gdyby nie dwa decydujące czynniki – pierwszy to ruch BLM „black lives matter” (lit. „Czarne życia się liczą” albo „Czarne życia mają znaczenie”), który przez kilka miesięcy paraliżował Stany Zjednoczone i to w warunkach pandemii, która dotknęła Amerykę najmocniej w świecie. Ten drugi czynnik to właśnie zaraza, bez wątpienia najdziwniejsza ze wszystkich, z jakimi świat dotychczas się mierzył. Te dwa czynniki „obaliły” Prezydenta Donalda Trumpa i staną się początkiem budowy zupełnie nowej rzeczywistości, którą przygotuje jego następca.
Jerzy Mosoń – niezależny komentator życia społecznego w Polsce, członek i uczestnik konferencji biznesowych, m.in. European Journalism Centre, przy Komisji Europejskiej. Od 2016 roku ekspert gospodarczy i ds. międzynarodowych think tanku Forum Inicjatyw Bezpieczeństwo-Rozwój-Energia, Doradca biznesowy i strateg medialny. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego.