Jak powstawał film „Usłane różami”

 

Rozmowa Pierre Pinaud reżyserem filmu „Usłane różami” (tytuł oryginalny: „La fine fleur”) w reżyserii Pierre Pinaud. W Polsce ta miła komedia jest dostępna dla widzów od 20 sierpnia 2021 r. Dystrybutorem obrazu jest Forum Film Poland.

 

Gdzie był kręcony film „Usłane różami”?

 

Pierre Pinaud: Film „Usłane różami” chciałem kręcić w samym środku różanych pól w okolicach Lyonu. Jednak z powodu galopującej urbanizacji ten regionu, gdzie działa większość znaczących plantatorów róż, zmienił się. Wielu hodowców zostało zmuszonych do podzielenia swych gospodarstw i działają teraz często w otoczeniu osiedli mieszkalnych, rezydencji lub centrów handlowych. Dopiero Maison Dorieux, mały rodzinny biznes, zaoferował mi krajobraz, o jakim marzyłem, ponieważ znajduje się w gminie Montagny, w sercu nieskażonego regionu Owernia – Rodan – Alpy. Musieliśmy jednak przerobić estetykę budynków, odtworzyć szklarnie i dostosować wnętrza do naszych potrzeb. To precyzyjna i delikatna praca, którą świetnie wykonał scenograf Philippe Chiffre.

 

Czy film był kręcony w czasie, kiedy kwitły róże?

 

Pierre Pinaud: Nie całkiem! Róże kwitną w maju i są w najlepszej formie do wczesnych dni lipca, ale musieliśmy kręcić we wrześniu i październiku, co wiązało się z dużym stresem. Na szczęście mieliśmy wyjątkowy rok. Wiele róż wciąż kwitło na polach, ale nie w wystarczającej dla nas ilości. Zamówiliśmy z wyprzedzeniem kwitnące krzewy, które musieliśmy przesadzić i przechowywać w szklarniach aż do dnia zdjęć. Kiedy kupujesz kwiaty na długo przed kwitnieniem, modlisz się do niebios, aby zakwitły, kiedy to będzie potrzebne. To było poważne obciążenie na poziomie logistycznym, ale się udało.

 

Film „Usłane różami” jest hymnem do zmysłowości, widać wspaniałość kolorów, niemal czuć zapachy kwiatów.

 

Pierre Pinaud: To właśnie staraliśmy się osiągnąć, operator Guillaume Deffontaines i ja. Obaj studiowaliśmy w École Louis-Lumière i utrzymujemy ze sobą bliski kontakt. Guillaume Deffontaines przed realizacją analizował wiele dzieł malarskich, szukając inspiracji. Dużo myśleliśmy o oświetleniu wnętrz i ich wystroju. Chcieliśmy, aby dom Eve Vernet był zagracony. Chodziło nam zwłaszcza o jej biuro. Naszym celem było, by widzowie poczuli, jak wielki wpływ na jej poszukiwanie piękna wywarł jej zmarły ojciec, który zajmował się tym samym, co ona. Ojciec rzuca na osobowość Eve Vernet długi cień. Stąd wybór ciemnych, bogatych kolorów. I ten twórczy bałagan – pomieszczenie jest pełne zdjęć, obrazów, książek, zeszytów, są tu meble z ubiegłego wieku i drewniane pudełka wypełnione szklanymi fiolkami pełnymi ekstraktów perfum. Przeszłość jest tam stale mocno obecna.

 

Film „Usłane różami” mimo że mierzy się ze współczesnymi problemami, stale odwołuje się do przeszłości.

 

Pierre Pinaud: To celowy zabieg. Eve Vernet jest naznaczona wspomnieniami o ojcu i uważa jego dziedzictwo za bezcenny skarb. Chciałem ukazać tę wierność nawet w jej wyglądzie, sposobie ubierania się, czasem męskim stylu. Eve Vernet ubiera się jak elegancki farmer, nosi kowbojski kapelusz i pali fajkę. Jest też kimś, kto miał wspaniałą przeszłość. Eve była uznaną twórczynią róż, ciągle wspomina dni chwały. Próbowaliśmy oddać to w obrazie, chcieliśmy, by było widoczne drobne ziarno  i  odblaski, a barwy były bogate, nasycone. Zależało nam również, by te nawiązania do klasyki były słyszalne.

 

Jaka była rola dźwięku i muzyki w filmie „Usłane różami”?

 

Pierre Pinaud: Chciałem, żeby film „Usłane różami” bezpośrednio lub pośrednio pobudzał wszystkie zmysły widza, w tym oczywiście zmysł słuchu. Upewniliśmy się na przykład, że dobrze słychać brzęk butelek, skrobanie długopisu po papierze… To wszystko małe dźwięki, które zbliżają nas do nas postaci Eve. Muzykę skomponował Mathieu Lamboley. Napisał wspaniałą partyturę, inspirowaną zarówno przez wielkich kompozytorów francuskich, takich jak Maurice Ravel, Erik Satie i Claude Debussy, jak i przez bardziej współczesnych twórców muzyki minimalistycznej. Jeśli chodzi o muzykę już istniejącą, to wykorzystałem utwory amerykańskich croonerów, przywodzące na myśl chwalebną przeszłość i pełne melancholijnej nostalgii, która towarzyszy Eve. Stąd w szczególności wokal Deana Martina na początku filmu „Usłane różami”. Martin symbolizuje wieczne piękno głosu, przynależy do wczoraj, do dzisiaj i do jutra. Mógłby być piosenkarzem, którego słuchał ojciec Eve. Pewne arie operowe, pewne wiersze mają tę samą moc, nawet przywoływane po raz kolejny. Tak jak ciągle piękne są róże. Niektóre piosenki i kwiaty mogą być bardzo współczesne, a przy tym nawiązywać do czegoś starożytnego i fascynować nas swym pięknem „od zawsze”. O takiej fascynacji mówi nasz film „Usłane różami”. Jest też muzyka rap pojawiająca się w dynamicznej sekwencji związanej z programem resocjalizacji. Na koniec pojawia się piosenka, w której się zakochałem. To producenci Stéphanie Carreras i Philippe Pujo podsunęli mi ten utwór: „La rose et l’armure”, autorstwa Antoine’a Elie. Ta piosenka doskonale ilustruje historię Eve i Freda. Pomimo że to nowoczesny utwór, jest udanym powrotem do złotego wieku francuskiej piosenki. Czuję, że cały ten muzyczny świat wniósł wiele do naszego filmu „Usłane różami”. Nadał mu ton „nowoczesnego vintage’u” i niewiele mnie obchodzi, jeśli ktoś uzna ten termin za wewnętrznie sprzeczny.

 

Czy jakieś sceny w filmie „Usłane różami” były szczególnie trudne do nakręcenia?

 

Pierre Pinaud: Wszystkie sceny w paryskim Parc de Bagatelle, słynnym ze swych róż, wymagały zaangażowania wielu statystów (około stu osób!). A chciałem tam kręcić ze względu na realizm. Park, który istnieje od XVIII wieku, gości od 113 lat najbardziej prestiżowy na świecie konkurs róż. Nie kręciliśmy podczas imprezy, ale powstało tam sporo scen. Pokazaliśmy też prawdziwych członków jury i płynnie skleiliśmy te ujęcia z ujęciami aktorów.

 

Porozmawiajmy o obsadzie. Dlaczego zaproponował Pan Catherine Frot, aby zagrała Eve Vernet?

 

Pierre Pinaud: Chciałem zrobić bardzo francuski film i nie wyobrażałem sobie żadnej innej aktorki niż Catherine Frot, która mogłaby w pełni oddać finezję, elegancję, zmysłowość oraz niepozbawiony bezczelności i fantazji charakter Eve. Widziałem ją w „Niebie w gębie”. Jako kucharka z Périgord, odpowiedzialna za osobiste posiłki prezydenta Francji, była rewelacyjna, bardzo „francuska”, wykazująca zdrowy rozsądek i silną osobowość. Podziwiałem też jej inne role, znałem bogactwo jej talentu. Eve musi jednocześnie okazywać władczość szefa firmy i być kruchą córką, która w pewnym sensie jest ciągle we władzy ojca. Catherine Frot sprawiła, że poczuliśmy to wszystko, a nawet więcej, ponieważ ona ma rzadką wśród aktorek cechę: twardo stąpa po ziemi. Wnosi do swych ról niesamowitą fizyczną precyzję. Kiedy Madame Dorieux pokazała jej, jak hybrydyzować kwiaty, była w stanie odtworzyć perfekcyjnie każdy jej gest. Jednak Catherine Frot nie ogranicza się do bezbłędnego odtwarzania, lecz każdy swój występ nasyca poezją.

 

Jak wybrał Pan aktorów do ról trzech pracowników z programu resocjalizacji?

 

Pierre Pinaud: Ponieważ były to postacie, które poznajemy w trakcie rozwoju akcji, chciałem pozyskać aktorów nieopatrzonych. Wybrałem bardzo różnych wykonawców, każdy reprezentuje typ człowieka z innymi życiowymi trudnościami. Fatsaha Bouyahmeda widziałem w „Ukochanej krowie” i „Les invisibles”. Ze swoją uśmiechniętą, naiwną słodyczą wydawał się idealnym odtwórcą roli Samira, długotrwale bezrobotnego mężczyzny powyżej 50. roku życia. Fatsah wniósł dużo człowieczeństwa i komediowego zmysłu do tej postaci. Marie Petiot była idealna, ponieważ Nadège to młoda kobieta, której nieśmiałość uniemożliwia wejście na rynek pracy. Kiedy Nadège wypowiada jakąś opinię, jest tak niepewna siebie, że zapomina, o co jej chodzi. To jest prawdziwe studium postaci, ponieważ Marie w prawdziwym życiu jest całkowitym przeciwieństwem swej bohaterki – bardzo towarzyska, gadatliwa, spontaniczna. Rola Freda była trudniejsza do obsadzenia. Musieliśmy znaleźć aktora, który potrafiłby z równą naturalnością ukazać zarówno szorstkość i skłonność do przemocy drobnego przestępcy, jak i wrażliwość i ból porzucenia. To było nie lada wyzwanie. Pewnego dnia, oglądając filmy krótkometrażowe nominowane do Cezara, odkryłem Melana Omertę. Grał w „J’mange froid” Romaina Laguny. To była jego pierwsza i jedyna rola (jest raperem), a ekran po prostu pękał. Zaprosiłem go na casting i został jednogłośnie zaakceptowany, dzięki swojej niewiarygodnej precyzji. Poszedłem na jego koncert i przekonałem się, że kiedy wchodzi na scenę, elektryzuje całą salę. Ma niesamowitą charyzmę. To on skomponował rapowe kawałki, które znalazły się w filmie. Nie mogę nie wspomnieć także o Olivii Côte i Vincencie Dedienne. Olivię obsadziłem wbrew jej typowi, bo czułem, że wniesie coś nieoczekiwanego do roli introwertycznej, oddanej sekretarki Eve. Nie myliłem się. Jeśli chodzi o Vincenta, do swej postaci „złego faceta” dodał wiele niuansów. Wiedział, jak być podstępnym, uczciwym i wzruszającym jednocześnie – w bardzo subtelny sposób.

 

Co chciałby Pan, aby publiczność czuła po obejrzeniu filmu „Usłane różami”?

 

Pierre Pinaud: Pragnąłbym, aby ludzie pomyśleli, że poszukiwanie piękna może być sensem życia. Jeśli miałbym wybrać cytat jako epigraf do filmu, to byłaby to sentencja autorstwa belgijskiego twórcy nowych odmian róż, Louisa Lensa: „Kto się poświęca pasji piękna, nigdy nie zmarnuje życia”.

Liczby mówią: Francja, królestwo róż

Pierre Pinaud jest francuskim reżyserem i scenarzystą. Urodził się 30 marca 1969 roku w Montauban. Swój pierwszy film krótkometrażowy „Conte sans fée” wyreżyserował w 1997 roku, przy wsparciu Grupy Badań i Esejów Kinematograficznych (GREC). W 2000 roku jego drugi film krótkometrażowy „Frozen Precocious” nagrodzono na festiwalach we Francji i za granicą. W 2001 roku wyreżyserował dokument „Domaine interdit”. Stworzył 30-minutową fabułę zatytułowaną „Submersible”, prezentowaną w Clermont-Ferrand w 2004 roku. W 2008 roku wyreżyserował krótki metraż „Les Miettes”, za który otrzymał wiele nagród, w tym Cezara 2009 dla najlepszego filmu krótkometrażowego. Jego pierwszy film fabularny, komediodramat „Parlez-moi de vous”, z Karin Viard i Nicolasem Duvauchellem w rolach głównych, miał premierę w 2012 roku.

Z miłości do róż

 

Filmografia:

1997 – Conte sans fée (kr.m.),

1999 – Gelée précoce (kr.m.),

2001 – Domaine interdit (kr.m.),

2003 – Fonctions annexes (kr.m.),

2004 – Submersible (kr.m.),

2008 – Les Miettes (kr.m.),

2012 – Parlez-moi de vous,

2021 – Usłane różami (Le fine fleur)   

Odbyłam niezwykłą podróż przez nieznany ląd

Agencja Informacyjna, Wywiady, /DEC/ 06.08.2021

Related Post