Tomasz Sypniewski: Kiedy katecheta mówi “potrzebuję wsparcia”
Agencja Informacyjna – Opinie | Tomasz Sypniewski: Przeczytałem komunikat Komisji Wychowania Katolickiego po jej ostatnim posiedzeniu. I muszę przyznać: poczułem rozczarowanie.
Nie dlatego, że zabrakło w nim dobrych słów. Przeciwnie. Komisja dziękuje katechetom, którzy mimo trudnych warunków nadal pracują w szkołach. Dostrzega ich cierpliwość, poświęcenie i świadectwo. Zapewnia o bliskości i modlitwie. To wszystko jest ważne. Tylko że dzisiaj katecheta potrzebuje czegoś jeszcze. Potrzebuje mieć poczucie, że ktoś naprawdę chce go wysłuchać.
Tomasz Sypniewski: W przestrzeni publicznej nauczyciel religii coraz częściej przedstawiany jest jako problem
Bo sytuacja nauczycieli religii nie jest dzisiaj zwyczajna. Z jednej strony mamy kolejne zmiany organizacyjne dotyczące religii w szkole. Z drugiej – ogromną presję społeczną i medialną. W przestrzeni publicznej nauczyciel religii coraz częściej przedstawiany jest nie jako nauczyciel, ale jako problem: organizacyjny, finansowy, światopoglądowy.
A czasem – co boli najbardziej – podobne uproszczenia pojawiają się również po stronie ludzi Kościoła. Katecheta słyszy, że przede wszystkim powinien mieć powołanie. Oczywiście, że powinien. Tylko czy naprawdę trzeba mu przypominać, że jest powołany?
Człowiek, który od kilkunastu czy kilkudziesięciu lat wchodzi do szkolnej klasy, rozmawia z nastolatkami o wierze, odpowiada na ich pytania, prowadzi ich przez trudne tematy i próbuje być dla nich świadkiem Ewangelii, raczej nie robi tego dlatego, że pomylił salę lekcyjną z przypadkowym miejscem pracy.
Tomasz Sypniewski: Powołanie nie odbiera człowiekowi prawa do wynagrodzenia
Ale katecheta jest także pracownikiem. I tutaj zaczyna się problem, o którym czasem w Kościele mówi się zbyt nieśmiało.
Powołanie nie odbiera człowiekowi prawa do wynagrodzenia.
Powołanie nie płaci rachunków.
Powołanie nie wychowuje dzieci.
Powołanie nie zwalnia z odpowiedzialności za rodzinę.
Powołanie nie oznacza również rezygnacji z praw pracowniczych.
Czy naprawdę trzeba to dzisiaj przypominać?
Świecki katecheta może być jednocześnie człowiekiem wiary, nauczycielem, obywatelem, mężem albo żoną, ojcem albo matką. Te role się nie wykluczają. Wręcz przeciwnie. To właśnie w tym zwyczajnym życiu dokonuje się wiarygodność jego świadectwa.
Dlatego trudno mi przyjąć narrację, w której pytanie o zatrudnienie, wynagrodzenie czy zawodową przyszłość katechetów zaczyna wyglądać niemal jak dowód braku powołania.
Nie. To nie jest brak powołania. To jest odpowiedzialność.
Tomasz Sypniewski: Okazuje się, że łatwiej mówić o świeckich niż rozmawiać ze świeckimi.
Jest jeszcze coś.
W komunikacie pojawia się temat przyszłości katechezy parafialnej. I dobrze, że Kościół o niej rozmawia. Warto jednak pamiętać, że pracami w tym obszarze zajmuje się Zespół roboczy ds. Katechezy Parafialnej. Nie oczekuję więc, że Komisja Wychowania Katolickiego będzie zastępowała ten zespół. Oczekuję czegoś prostszego.
Skoro w obu gremiach są osoby, które mogą przekazywać sobie informacje, niech głos świeckich katechetów rzeczywiście tam dotrze. Niech dotrą także nasze pytania. Co z katechetami, którzy za chwilę będą musieli szukać dla siebie nowego miejsca? Jak Kościół widzi ich przyszłość? Jakie miejsce będą mieli świeccy katecheci w katechezie parafialnej? Czy będzie dla nich przestrzeń do pracy, czy usłyszą jedynie, że mają być gotowi do służby? I przede wszystkim: czy ktoś chce ich o to zapytać?
Bo można przez lata mówić o podmiotowości świeckich w Kościele. A potem przychodzi moment, kiedy trzeba rzeczywiście zaprosić ich do stołu. I wtedy okazuje się, że łatwiej mówić o świeckich niż rozmawiać ze świeckimi.
Tomasz Sypniewski: Katecheci nie potrzebują pomnika, ale szacunku
Nie oczekuję od biskupów, że jednym komunikatem rozwiążą wszystkie problemy nauczycieli religii. Nie oczekuję również, że Kościół cofnie każdą decyzję władz publicznych.
Oczekuję jednak, że w chwili, gdy nauczyciel religii jest z wielu stron deprecjonowany, Kościół nie ograniczy swojej odpowiedzi do: „Dziękujemy, trwajcie i modlimy się za was”. Bo czasami człowiek, który słyszy, że ma „wytrwać”, chciałby po prostu wiedzieć, czy ktoś zamierza mu pomóc wytrwać. To zasadnicza różnica.
Katecheci nie potrzebują pomnika. Nie potrzebują nawet szczególnych przywilejów. Potrzebują szacunku. Potrzebują rozmowy. Potrzebują poczucia, że kiedy mówią: „jest nam trudno”, ktoś po drugiej stronie nie odpowiada kolejnym apelem o cierpliwość, tylko siada z nimi przy jednym stole. Bo katecheta też jest człowiekiem.
Ma swoją wiarę. Ma swoje powołanie. Ale ma również swoją rodzinę, swoje życie i swoją odpowiedzialność.
I może właśnie dlatego, zamiast kolejny raz przypominać mu o jego powołaniu, warto czasem po prostu zapytać: „Czego potrzebujesz?”
Tomasz Sypniewski
Autor jest członkiem Stowarzyszenia Katechetów Świeckich
AI Opinie / KLL / Fot. Archiwum Prywatne / 2.10.2026