Każde miasto to palimpsest. Były burmistrz o tym, jak samorząd traci mieszkańców
Krzysztof Kotowicz — dziennikarz, publicysta i wieloletni samorządowiec, do niedawna burmistrz Ząbkowic Śląskich, a od 1 sierpnia 2026 roku rzecznik prasowy Świdnickiej Kurii Biskupiej — opublikował na portalu wAkcji24.pl obszerny esej o kondycji polskich miast. To nie jest tekst o urbanistyce. To rachunek wystawiony sposobowi, w jaki zarządza się dziś wspólnotami lokalnymi.
Autor pisze z perspektywy, której w publicystyce miejskiej jest niewiele: kogoś, kto przez lata podpisywał decyzje po drugiej stronie biurka. „Ulicami mojego miasta poruszają się tysiące, bo to małe miasto” — zaznacza. I od razu stawia diagnozę: nie zauważamy, że nasze miasta zanikają.
Czytaj dalej:
Metafora ze Synaju
Tytułową figurę Kotowicz przywiózł z klasztoru św. Katarzyny na Synaju, gdzie ćwierć wieku temu zetknął się z prawdziwymi palimpsestami. Gdy materiał piśmienniczy był drogi, dawne teksty ścierano, by zapisać pergamin na nowo — stąd samo słowo, znaczące „zeskrobać ponownie”.
„Miasta — każde miasto — to palimpsest. Trzeba się czasem natrudzić, by dojść do zaszyfrowanego przekazu z przeszłości, aby odczytać go jak najwierniej i jego treścią zasilać teraźniejszość.”
Gdybyśmy tę pracę doceniali, „być może nie dopisywalibyśmy na tej samej materii tak wielu bazgrołów i fatalnych w swojej wymowie znaków” — nie dokładalibyśmy do najnowszej historii miast irracjonalnych sporów i nonsensownych rozstrzygnięć, a następcom balastu.
Miasto jako produkt
Najostrzejszy fragment eseju dotyczy języka, jakim mówi się dziś o samorządzie. Miasto nie jest — pisze autor — punktem na mapie, jednostką administracyjną ani ogniwem państwa. Nie jest też zbiorowiskiem mieszkańców identyfikowanych „przez kod pocztowy czy też kod IP w sieci”. Ma natomiast niepowtarzalny pejzaż, przede wszystkim krajobraz społeczny, niesiony nurtem minionych lat, teraźniejszości i perspektyw na przyszłość. „Im mniej jest spójności w tych sekwencjach swoistego pasma genetycznego, tym słabsze jest miasto.”
Sprowadzanie miasta do roli „projektu”, produktu czy kompleksu usług Kotowicz nazywa instrumentalizowaniem. Zredukowanie go do giełdy transakcji, do trybiku „w jakiejś nieoznakowanej machinie” albo trampoliny dla anonimowego gracza to, w jego ocenie, „antyteza, wręcz zamach na tę wspólnotę”.
„Istotą miasta są jego mieszkańcy, a nie infrastruktura.”
Konsekwencją jest degradacja przywództwa lokalnego. Gdy realną wspólnotę zastępuje społeczność nominalna, „ubrana w fasadę samorządności”, zawiadujący miastem „stają się poborcami danin, wodzirejami i konferansjerami. Tak naprawdę nie są już liderami” — nawet jeśli w kampaniach wyborczych ogłaszają się inaczej.
Autor nie poprzestaje na łatwej krytyce ratuszy. Przyznaje, że mieszkańcy rzadko dostrzegają skalę obciążeń, z jakimi mierzą się osoby pełniące funkcje w organach stanowiących i wykonawczych. Widzą natomiast rutynę, „zabetonowane układy” i nadużywanie wpływów. Zarządzanie miastem wymaga według niego rosnącej profesjonalizacji, ale jest też misją domagającą się dojrzałości i odpowiedzialności. „Gdy królują bezideowość, interesowność i transakcyjność, miasto zamienia się w tygiel lub magiel.”
Konstrukcja zbudowana na instrumentarium marketingowym musi wcześniej czy później ulec erozji, a pierwszym, najsubtelniejszym sygnałem jest demografia. Jej wskaźniki „są jak sejsmograficzne wykresy — uprzedzają o zjawisku, które już trwa”.
Kto tu jest suwerenem
Esencją miejskości jest dla Kotowicza współdzielenie — współ-udział i współ-odpowiedzialność. Proporcje uczestnictwa bywają nierówne, ale nikt nie może być wykluczony ze współ-decydowania opartego na współ-wiedzy. Buforem między celem samorządu a jego skutecznym wdrożeniem jest formuła przedstawicielstwa — i tu pada zdanie, które z ust byłego burmistrza brzmi jak samokrytyka całej klasy samorządowej:
„Włodarze, radni i urzędnicy nie są suwerenem wobec mieszkańców. Nie są władzą lokalną! Ich zdolność do decydowania jest emanacją woli mieszkańców.”
Praktycznym przedłużeniem tej zasady jest planowanie przestrzenne. Plany zagospodarowania istnieją po to, by mieszkańcy określili wizję całości, a inwestorzy realizowali na tej kanwie własne projekty. Odwrócenie kolejności zamienia miasto w „pole gry interesów, w których wygrywa zasobniejszy w środki wpływu”.
Autor wylicza minimum, bez którego nie ma mowy o mieście: układ komunikacyjny bez barier dla rodziców z małymi dziećmi i osób z niepełnosprawnościami, transport zbiorowy, sieci i media, zieleń z parkami kieszonkowymi, place zabaw, żłobek, przedszkole, szkołę, przychodnię, miejsca spotkań sąsiedzkich i rekreacji. Bez nich nowe osiedla stają się sypialniami i zamkniętymi enklawami — ze „słynnymi jednoosobowymi placami zabaw” włącznie. Urzędnicy mają wtedy podatników, usługodawcy klientów, a mieszkańcy „wtapiają gigantyczne pieniądze (częstokroć z kredytów), aby uzyskać elementarne poczucie samodzielności na pustyni usług publicznych”.
Demografia jako test polityki lokalnej
Ostatnia teza wraca do wskaźników. Przyszłość miast zależy od tego, czy ludzie zakładają w nich rodziny — bez tego łatwiej podjąć wysiłek i ryzyko migracji, zwłaszcza zagranicznej. Dobro rodziny powinno więc być „absolutnym priorytetem wszelkich strategii układanych i wdrażanych przez urzędników”, a rozwoju miast nie mierzy się wysokością budynków ani siłą gospodarki, lecz zdolnością do umożliwienia każdemu pełnego uczestnictwa w życiu społecznym.
O tym, gdzie leży centrum miasta, nie decyduje liczba przechodniów ani statystyka wydarzeń, ale „waga spraw, jakie się w niej rozstrzygają, ich trwałość i wpływ w wielu domenach”. Miasto jest — konkluduje Kotowicz — mozaiką życiowych centrów, jakimi są rodziny, i tej specyfice powinno służyć.
Pełny tekst: Krzysztof Kotowicz, „Każde miasto to palimpsest – wybór pomiędzy przestrzenią wolności i szans lub anonimowości i izolacji”, wAkcji24.pl.
Agencja Informacyjna – podstawowe informacje
Agencja Informacyjna to medium specjalizujące się w tematyce ❶ gospodarczej, ❷ społecznej i ❸ kulturalnej. Misją Agencji Informacyjnej jest dostarczanie ważnych, interesujących i ciekawych wiadomości. Redakcja przykłada szczególna dbałość o obiektywizm przygotowywanych depesz. Komentarze są w wyraźny sposób oddzielane od informacji. Spółka zajmuje się także ❶ dostarczaniem treści (kontentu)na zamówienie, ❷ realizuje materiały na zlecenie oraz ❸ rozpowszechnia wiadomości na życzenie. Od 2022 roku Agencja Informacyjna przyznaje Nagrody OBIEKTYW, w kategoriach: gospodarka, kultura i Warszawa.
Dziękujemy za przeczytanie tekstu do końca. Polecamy inne wiadomości zamieszczone na stronie internetowej www.agencja-informacyjna.com. Życzymy interesującej lektury. Agencja Informacyjna.
AI Opinie /KKN/ 16.08.2026