Indie pokazały Unii Europejskiej

Jerzy Mosoń: Indie pokazały Unii Europejskiej jak chronić własny rynek

Indyjscy producenci tekstyliów, chemikaliów i tworzyw sztucznych będą mogli sprzedawać swe produkty w UE o 26 proc. taniej niż dotychczas. 

• Europejskie koncerny motoryzacyjne będą obciążone jedynie 10 proc. taryfą celną (wcześniej 110 proc.). Koniec z 44 proc. cłem na europejskie maszyny,

• Hinduscy rolnicy w ogóle nie muszą się martwić konkurencją ze strony Europy. W drugą stronę sprawa jest bardziej skomplikowana.

• Bruksela wywalczyła wielką obniżkę ceł dla europejskich producentów alkoholi. Spadki będą jednak stopniowe.

Matka Wszystkich Umów – jak nazwała Ursula von der Leyen porozumienie Unii Europejskiej z Indiami – może na wiele lat wyłączyć ze światowego handlu dużą część biznesu. W zamian za to europejski przemysł otrzymuje kolejną po Mercosurze szansę, by móc rywalizować z chińskimi produktami na dużym rynku. Już teraz wiadomo, że największymi wygranymi umowy są jednak indyjscy negocjatorzy, którzy obronili kluczową branżę swego państwa przed unijną konkurencją. Europejski biznes jeszcze nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, co go czeka w najbliższych latach.

New Delhi nie było zdeterminowane, by podpisać umowę. Bruksela przeciwnie

Porozumienie dotyczące wymiany handlowej między Unią Europejską a Indiami nigdy nie było tak ważne dla azjatyckiej strony kontraktu, jak dla Brukseli. A jeśli komuś zależy mniej, to łatwiej mu więcej wynegocjować.

Potwierdził to jesienią 2024 roku odwiedzający Polskę menedżer portfela Grupy Allianz Global Investors, CFA Anand Gupta, który podczas kameralnego spotkania z prasą w  wymienił jednym ciągiem państwa, z którymi Indie już mają podobne umowy, jak ta negocjowana jeszcze wówczas z KE, i które w dużej mierze zaspokajają oczekiwania tamtejszego rynku (porozumienia handlowe z Norwegią, Szwajcarią, Islandią, Liechtensteintem). 

Nie powinno zatem nikogo dziwić, że przez 20 ostatnich lat negocjacji to bardziej Brukseli zależało na podpisaniu umowy z Indiami niż w drugą stronę, a w związku z tym to KE była gotowa pójść na daleko idące ustępstwa względem większego partnera. 

Jak bardzo europejskie państwa tracą gospodarczo po zmianie modelu z EWG na UE

Rzeczywiście, przynajmniej teoretycznie europejscy producenci otrzymują dostęp do znacznie większego rynku niż ich partnerzy, w stosunku: 1,5 mld ludności do 450 mln. Do tego Indie są obecnie jedną z najszybciej rozwijających się gospodarekświata, z realnym wzrostem PKB szacowanym na 7-8,2 proc. wzrostu. Atutem UE jest zajmowanie miejsca na podium pod względem wielkości gospodarki. Przy czym jeszcze w 1992 roku kiedy „Europejska Wspólnota” była organizacją bardziej gospodarczą (Europejska Wspólnota Gospodarcza – EWG) niż polityczną, jej udział w światowym PKB wynosił 28,8 proc. obecnie to jedynie 17,5-18,3 proc. i to mimo znacznego rozszerzenia się o nowych członków. 

Komisja Europejska musiała zatem zaoferować New Delhi sporo, by móc ratować to, co jeszcze zostało cennego i poświęcić to, co wydaje się już nie do uratowania. 

Czy europejscy rolnicy otrzymają szeroki dostęp do rynku indyjskiego?

Jako że na szali niedawno przepchniętej umowy z państwami Mercosur postawiono wcześniej europejskie rolnictwo, to ewentualny dostęp do indyjskiego rynku, mógłby okazać się dla unijnych rolników szansą na przetrwanie. Choć i na tym rynku musieliby konkurować z żywnością pochodzącą z Ameryki Południowej oraz z Chińskiej Republiki Ludowej. A przede wszystkim z miejscowymi rywalami, którzy mimo tego, że w globalnym handlu mają swoje problemy, to pilnują, by w samych Indiach nie stracić dominującej pozycji. 

Trzeba przyznać, że w negocjacjach z Ursulą von der Leyen udało się zachować Hindusom status quo, co należy poczytywać jako porażkę Komisji Europejskiej. Unijny, w tym polski rolnik nie bardzo ma czego szukać w Indiach, co najbardziej może rozczarować branżę mleczną. 

W zasadzie jedynie producenci napojów wyskokowych mogą czuć się wygrani. Eksporterzy wódki, którzy dotychczas musieli płacić w Indiach cło do nawet 150 proc. wartości trunku, mogą liczyć, że z czasem taryfa spadnie do 40 proc. Sporo zyskają też browary – piwo objęte 110 proc. cłem stanie się bardziej dostępne za sprawą redukcji tego podatku do 50 proc., a piwa bezalkoholowe otrzyma zerową stawkę. Największe powody do radości mogą mieć jednak Francuzi, Włosi, Hiszpanie słynący z produkcji wina, ponieważ dotychczas rekordowe 150 proc. cło na ten właśnie trunek ulegnie redukcji, najpierw do 75 proc. a docelowo do 20 proc. 

Na sklepowych półkach pojawią się produkty rzadko spotykane. Co z ogórkami i kukurydzą?

W drugą stronę wygląda to nieco inaczej, choć też nie ma co panikować. Jeśli chodzi o Polskę, to należy spodziewać się co najwyżej pojawienia się w sklepach nieco tańszej koziny i baraniny, których i tak obecnie na sklepowych półkach próżno szukać, a jeśli już są to w nieakceptowalnych cenach. 

Na baczności muszą się mieć jednak europejscy producenci kukurydzy cukrowej, winogron, ogórków, suszonej cebuli, rumu z melasy i skrobi, bo jeśli nawet nie zbankrutują wskutek zwiększonego importu tych produktów z państw Mercosuru, to może ich pozycji zagrozić kontyngent niskocłowy z Indii, obejmujący wspomnianą listę. 

Na koniec spraw dotyczących rolnictwa i żywności ciekawostka. Otóż według KE, z liberalizacji celnej wyłączono tzw. europejskie produkty wrażliwe, takie jak: drób, mleko w proszku, etanol, czosnek, ryż, cukier i… wołowinę. Zważywszy jednak, że dla Hindusów krowa to zwierzę święte, to europejscy negocjatorzy nie powinni raczej obawiać się żadnych zagrożeń w związku z nadpodażą tego mięsa. A co do cukru i ryżu, wiadomo już, że sprawę jego importu obejmuje umowa z państwami Mercosur, czyniąc europejską produkcję nieopłacalną. Kto zatem wygrywa na umowie z Hindusami?

Europejskim producentom odzieży, tworzyw sztucznych i chemii przybędzie silna konkurencja

Umowa UE-Indie obniża cła, przede wszystkim po stronie indyjskiej, mniej więcej o 4 mld euro – twierdzi brukselski serwis Euroactive. com. Po stronie europejskiej wygrają na niej europejscy producenci dóbr o wysokiej wartości, w tym maszyn i samochodów, które przed wejściem umowy w życie były objęte stawkami celnymi odpowiednio: 44 proc. i 110 proc. W zamian za to niektóre indyjskie towary o wartości 33 mld euro zostaną objęte całkowitą obniżką taryfy celnej w wysokości 26 proc. Oznacza to, że indyjscy producenci tekstyliów, chemikaliów i tworzyw sztucznych będą mogli sprzedawać swe produkty w Europie o około jedną czwartą taniej niż dotychczas. 

O ile jeszcze zaawansowana, europejska chemia powinna dać sobie radę z azjatycką konkurencją, to w przypadku producentów plastiku, a tym bardziej odzieży może być już gorzej. Ale przeciętny Europejczyk zdążył się już przyzwyczaić do tego, że ubiera się w importowane ciuchy, no chyba, że stać go na krawca, ale i on musi gdzieś pozyskać  materiały. Nawet jeśli robi to w miejscach, gdzie niszczy się środowisko, płaca minimalna nie istnieje, nie mówiąc już o zasadzie inkluzywności czy recyklingu. 

Europejskim producentom odzieży, tworzyw sztucznych i chemii przybędzie silna konkurencja

Umowa UE-Indie obniża cła, przede wszystkim po stronie indyjskiej, mniej więcej o 4 mld euro – twierdzi brukselski serwis Euroactive. com. Po stronie europejskiej wygrają na niej europejscy producenci dóbr o wysokiej wartości, w tym maszyn i samochodów, które przed wejściem umowy w życie były objęte stawkami celnymi odpowiednio: 44 proc. i 110 proc. W zamian za to niektóre indyjskie towary o wartości 33 mld euro zostaną objęte całkowitą obniżką taryfy celnej w wysokości 26 proc. Oznacza to, że indyjscy producenci tekstyliów, chemikaliów i tworzyw sztucznych będą mogli sprzedawać swe produkty w Europie o około jedną czwartą taniej niż dotychczas. 

O ile jeszcze zaawansowana, europejska chemia powinna dać sobie radę z azjatycką konkurencją, to w przypadku producentów plastiku, a tym bardziej odzieży może być już gorzej. Ale przeciętny Europejczyk zdążył się już przyzwyczaić do tego, że ubiera się w importowane ciuchy, no chyba, że stać go na krawca, ale i on musi gdzieś pozyskać  materiały. Nawet jeśli robi to w miejscach, gdzie niszczy się środowisko, płaca minimalna nie istnieje, nie mówiąc już o zasadzie inkluzywności czy recyklingu.

Zielony ład nie dla Hindusów. O klimat w świecie Europejczyk powalczy sam

A propos, jeśli ktoś się zastanawia, czy Europejczyk może oburzyć się na to, że używa produktów wytworzonych w społeczeństwie kastowym (Indie) albo na to, że przedsiębiorstwo, które dany produkt stworzyło nie zważa na emisję gazów cieplarnianych bądź zatruwa rzeki, to owszem oburzyć się może, ale nie zakłóci to zawartej właśnie umowy UE z Indiami. Jeszcze kilka lat temu Bruksela w ramach programu zielonego ładu chciała umieścić przepisy dotyczące ochrony środowiska w centrum nowych umów handlowych, po to, by nakłonić partnerów handlowych do przestrzegania wysokich norm obowiązujących na terenie Unii. Ostatecznie jednak Bruksela zrezygnowała z powiązania umów handlowych z koniecznością redukcji emisji gazów cieplarnianych, co stawia Indie w uprzywilejowanej sytuacji w kontekście ich rywalizacji z europejskimi odpowiednikami. 

Jerzy Mosoń – szef Działu Gospodarka i Świat – [email protected]

Dziękujemy za przeczytanie tekstu do końca. Polecamy inne wiadomości zamieszczone na stronie internetowej www.agencja-informacyjna.com. Życzymy ciekawej lektury. Agencja Informacyjna

AI Gospodarka /DEC/ Fot. Soumya Bhattacharjee / 29 stycznia 2026