Roman Mańka: Ludzie nie gonią za pieniędzmi…

Przekonanie, że życiem człowieka rządzi pogoń za dobrami materialnymi, zaś w świecie dominuje materialistyczna konsumpcja przybrało postać niepodważalnego dogmatu, prawdy dnia powszedniego. Wszyscy w to wierzą. Traktują to twierdzenie jako oczywistą oczywistość. Tymczasem tego rodzaju diagnoza jest największym egzystencjalnym nieporozumieniem naszych czasów.

 

Wyjść poza powierzchowność

Czy ludzie rzeczywiście gonią za pieniędzmi? Żeby odpowiedzieć na to fundamentalne, dziejowe pytanie, trzeba by znów odwołać się do Platona, a ujmując problem precyzyjniej, dokonanego przez niego rozróżnienia na rzeczywistość pozorną oraz realną. U Platona rzeczywistością pozorną jest świat materialistyczny, zmysłowy, empiryczny, natomiast prawdziwą, autentyczną – świat idealistyczny, ukryty poza dostępną powierzchownością.

Otóż trzeba wyjść poza ową powierzchowność, której współcześnie nagromadziło się tak wiele w życiu, poza warstwę uproszczonych, zwulgaryzowanych, i w gruncie rzeczy, redukcjonistycznych definicji, aby zrozumieć zasadniczy impuls egzystencjalny, który napędza działanie ludzi.

Prosta, powierzchowna obserwacja oszukuje nas, kiedy mówi, iż ludzie łakną dóbr materialnych, toczą pościg za pieniędzmi, gdyż w rzeczywistości jest zupełnie odwrotnie: w istocie jednostki ludzkie pragną, potrzebują, pożądają czegoś co jest niematerialne a bardziej idealistyczne, symboliczne, i właśnie za tym gonią. O to toczy się wyścig egzystencjalny.

 

Precedens Robinsona Crusoe

Pieniądze to byty skonstruowane, nosiciele znaczeń, które swoje znaczenie uzyskują w kontekście społecznym. Życie pieniędzy, jak również wielu innych dóbr materialnych, zwłaszcza tych o niskiej użyteczności, konstytuowane jest przez ludzi. Sięgając po argument z rodzaju reduktio ad absurdum, można by powiedzieć, że to pieniądze potrzebują ludzi a nie ludzie pieniędzy; że to pieniądze gonią za ludźmi a nie ludzie za nimi.

Zrozumiemy to dobitnie, kiedy przeprowadzimy eksperyment intelektualny i wyobrazimy sobie świat bez ludzi. Czy w takim świecie pieniądze byłyby do czegoś potrzebne?! Albo uciekając się do bardziej realistycznego przykładu: czy gdybyśmy na przykład w rezultacie jakiejś morskiej katastrofy stali się rozbitkami na bezludnej wyspie, analogicznie jak w XVII wieku Robinson Crusoe, lub wyspie zdominowanej przez jakieś plemię niecywilizowane, pieniądze umożliwiłyby nam przeżycie?!

Same w sobie pieniądze nie mają żadnego znaczenia. Są niczym, nicością. Uzyskują je dopiero w odniesieniu do ludzi, a właściwie nie samych ludzi w sensie fizycznym czy materialistycznym lecz ich duchowości, intelektualiści.

To kultura symboliczna wytwarzana przez ludzi nadaje pieniądzom znaczenie.

 

Fetysz konsumpcyjny

Trochę inaczej jest z przedmiotami materialnymi. Odwołując się do Jeana Baudrillarda, francuskiego filozofa, czy też pisarza Georgesa Bataille, do którego ten pierwszy nawiązywał, można wyróżnić potrzeby immanentne oraz skonstruowane. Pierwsze, w odróżnieniu od pieniędzy, stanowią wartość samą w sobie, są immanentne i konieczne, dlatego iż bez nich człowiek nie przeżyje; odwołując się do znanej klasyfikacji Abrahama Maslowa, są potrzebami podstawowymi usytuowanymi w dolnej części piramidy potrzeb, związanych z egzystencją fizjologiczną czy bezpieczeństwem.

Nikt rozsądny nie będzie oczywiście bagatelizował potrzeb takich jak dążenie do zaangażowania, przynależności, osiągania efektów poznawczych, walorów estetycznych, itp., to wszystko jest a przynajmniej może być niezmiernie ważne, jednak w drugiej kategorii potrzeb, wymienionych przez Bataille, czyli skonstruowanych, znajdujemy również takie, które same w sobie nie podsiadają żadnej wartości, zaś sens (symboliczny) uzyskują dopiero w kontekście społecznym, stając się fetyszem.

Na marginesie wypada wspomnieć, iż kluczowa strategia tego czym nazywamy dziś konsumpcjonizm, polega na coraz bardziej natrętnym oraz masowym konstruowaniu potrzeb i przedstawianiu ich jako immanentne (naturalne, konieczne), wmawiając ludziom, iż określone towary są im niezbędne do przeżycia. Tymczasem prawda jest zupełnie inna: to nie ludzie potrzebują tych towarów do przeżycia, ale te towary potrzebują ludzi, aby móc żyć. Bo bez ludzi, bez społecznego kontekstu, nie posiadają żądnej wartości, tracąc sens.

 

Użyteczność symboliczna

Wielki paradoks współczesności sprowadza się do tego, że człowiekowi się wydaje, iż pragnie najbardziej dóbr materialnych (pieniędzy lub przedmiotów), i to jeszcze tych do których przypisana jest najniższa użyteczność. Nie od dziś wiadomo, że bogactwo czy znaczenie najlepiej manifestuje się w rzeczach o najniższej użyteczności, czyli bardzo symbolicznych, żeby nie powiedzieć: abstrakcyjnych.

Właśnie to ostatnie zdanie świetnie eksplikuje nam problem, który postawiliśmy na wstępie, odpowiada na fundamentalne, kluczowe pytanie współczesności: za czym gonią ludzie?

Nie za pieniędzmi. Ani też nie za dobrami czy przedmiotami materialnymi, potrzebami skonstruowanymi. Bowiem ani pieniądze ani przedmioty materialne kulturowo skonstruowane, w sensie immanentnym, czyli w swej strukturze wewnętrznej, samem w sobie, nie posiadają żadnej użyteczności. Użyteczność oraz znaczenie zdobywają dopiero w wymiarze transcendentnym, kiedy wychodzą poza własny byt, poza własną strukturę, odnosząc się do bytu ludzi. Ta humanistyczna relacja, społeczny kontekst jest im niezbędny do egzystencji. Choć odwołując się do Martina Heideggera można by powiedzieć, iż rzeczy i ich autentyczna głębia istnienia, ma miejsce wówczas, kiedy ich nie zauważamy, nie myślimy o nich, oraz nie używamy; czyli kiedy pozostają jak gdyby z tyłu.

 

Zasadnicza pomyłka

Pieniądze ani skonstruowane dobra materialne nigdy nie są celem wysiłków ludzkich. Jakkolwiek to twierdzenie nie wydawałoby się nam absurdalne i niedorzeczne, ludzie za nimi nie gonią ani ich nie pragną samych w sobie. Tak tylko im się wydaje, gdyż w potocznym i zredukowanym do powierzchowności życiu społecznym ma miejsce zasadnicza pomyłka, którą ja osobiście nazywam nieporozumieniem egzystencjalnym: (otóż) pomylono cel ze środkiem.

Pieniądze nie stanowią dla ludzi celu, aczkolwiek tak im się wydaje. Tak naprawdę ludzie nie gonią za tym co jest materialne lecz symboliczne, niematerialne, kulturowe. Co jest potrzebą duszy, a nie żołądka.

Nieżyjący już polski socjolog, prof. Wiktor Osiatyński, podobno powtarzał zawsze, iż „człowiekiem kieruje potrzeba znaczenia”. I to jest prawda! Oto jest prawdziwy, autentyczny cel, a zarazem sens wysiłku ludzkiego: znaczenie. To czego potrzebujemy do nabycia określonego statusu we wspólnocie społecznej, używając języka Heideggera, w mnogości społecznej, to właśnie znaczenie, czy mówiąc innymi słowami: prestiż.

Pieniądze oraz skonstruowane dobra materialne nigdy nie są celem lecz środkiem do zdobycia znaczenia, osiągnięcia czegoś niematerialnego a kulturowego, nawet idealistycznego: prestiżu. W swej najgłębszej istocie ludzie nie gonią więc za dobrami materialnymi, ale wręcz przeciwnie: niematerialnymi.

 

Ucieczka egzystencjalna

Jest jeszcze jeden motyw wejścia w wymiar materialny. Dzięki rozkoszowaniu się rzeczami materialnymi i egzystencji w ludzkim tłumie, zapominamy o śmierci. Konsumpcja materialna, której rzekomo pragniemy i za którą pozornie gonimy, jest tak naprawdę, patrząc od spodu, najgłębiej jak tylko można, ucieczką od ostatecznej egzystencjalnej prawdy. Śmierć stanowi indywidualny, osobowy akt człowieka, w przeżyciu którego nikt nas nie zastąpi. Stąd wejście w materialistyczny, konskrypcyjny wymiar egzystencji, w życie w społecznej mnogości, tłumie, jest zatraceniem, zapomnieniem, ukojeniem. Strategom konsumpcjonizmu zależy żeby ludzie zapomnieli o sensie życia, uciekli w materializm. Z tej perspektywy, ironizując nieco Karola Marksa, materializm czy konsumpcja, to również „opium dla ludu”. To najbardziej zwodnicza religia współczesnych czasów, głosząca jakoby że poprzez posiadanie można osiągnąć zbawienie i uciec od śmierci.

Zatopienie się w świecie materialnym, w sferze konsumpcji pozwala ludziom na wpisanie się w inny wymiar czasowości. W tym kontekście Martin Heidegger rozróżnił dwa podejścia: naturalne oraz filozoficzne. Życie w czasie, w którym nie przejmujemy się śmiercią, nie budzi ona naszych zmartwień oraz niepokojów, nie posiadamy wystarczającej odwagi by o niej pamiętać i się z nią zmierzyć, spojrzeć jest prosto w oczy, jest egzystencją nieodpowiednią i nieautentyczną, choćby dlatego, że współdzielimy ją w ludzkim tłumie z innymi osobami.

W związku z tym, duński egzystencjalista, Soren Kierkegaard, słynny „Vigilus Haufniensis” zdefiniował rozpacz, jako coś w rodzaju śmiertelnej choroby. Stanowi to tak wysoki poziom zwątpienia, że właściwie nic nie jest prawdopodobne. Pragniemy bycia samym sobą, choć w rzeczywistości tego nie chcemy, co jest w istocie rzeczy równoznaczne z potrzebą bycia kimś innym, a więc tak naprawdę nikim.

Heidegger uwypukla problem bezosobowej, jak również „wykrzywionej” egzystencji człowieka. Ludzie wchodzą w świat, który jest dla niech systemem interpretacji, a zatem „okularami”, dzięki czemu go rozumieją. Istota ludzka znajduje się w stanie, którego nigdy całkowicie nie opuści, nie wykroczy poza ten wymiar, gdyż nie znajduje się przede wszystkim w sobie, a później w innych rzeczach, ale jest w świecie.

 

Agencja Informacyjna

Roman Mańka

Agencja InformacyjnaISTOTA RZECZY, 2.04.2019

 


Roman Mańka
Roman Mańka

 

Roman Mańka  jest socjologiem, zajmuje się analizami z zakresu filozofii polityki i socjologii polityki oraz obserwacją uczestniczącą. Interesuje go zwłaszcza fenomenologia, a także hermeneutyka. Jest redaktorem naczelnym Czasopisma Eksperckiego Fundacji FIBRE oraz członkiem zarządu tej organizacji. Pełni również funkcję dyrektora zarządzającego Instytutu Administracji.

Related Post