Ogólnopolski Dzień Kaszanki

Kaszanka, a także i kiszka, kaszok lub po śląsku krupniok to wyrób wędliniarski z kaszy i krwi oraz podrobów. Dla młodzieży – przekleństwo wieku dziecięcego, dla dorosłych – rarytas i grillowe błogosławieństwo, dla Polski – duma i tradycja. Odznaczone europejskim certyfikatem Chronionego Oznaczenia Geograficznego krupnioki śląskie mają swoje własne święto i choć większości ten dzień kojarzy się ze Świętem Pracy, warto przypomnieć także o historii i znaczeniu śląskiej specjalności.

Wołu, wieprza albo barana kiedy zabiją, to najmniejszej krople krwie nie zepsują, ale ją wytoczą w naczynie; namieszawszy w to krup jęczmiennych albo tatarczanych to tym kiszki owego bydlęcia nadzieją, razem w kotle uwarzą i osnują to wieńcem na wielkiej misie i tak to na stole stawiają przy każdom obiedzie i jedzą za wielki specyjał. Etiam i w domach szlacheckich tak czynią; i mnie częstowano tym do uprzykrzania, ażem powiedział, że się Polakom tego jeść nie godzi, boby nam psi nieprzyjaciołmi byli, gdyż to ich potrawa.” – Pisał o kiszce onegdaj Jan Chryzostom Pasek w swoich pamiętnikach.

Kaszanka przybyła do Polski najprawdopodobniej z Niemiec i szybko stała się popularna – głównie na Śląsku.

Pierwsze wzmianki o jej istnieniu na ziemiach polskich datuje się na koniec XVIII wieku w okolicach dzisiejszych Gliwic. Jej wysoka wartość energetyczna idealnie sprawdzała się jako pożywienie dla górników pracujących długimi godzinami w pocie czoła. Istotnym czynnikiem odgrywającym rolę przy jej popularyzacji była oczywiście również jej cena lub łatwość wyrobu.

Krupnioki na dobre rozgościły się w jadłospisach Ślązaków – jest to obowiązkowa potrawa weselna, wyczekiwany niedzielny obiad, a przede wszystkim pożywny posiłek w przerwie od codziennego mozołu, ale dla lokalnych społeczności był to również owoc niezwykle ważnego rytuału – świniobicia.

W gęstym od przemysłu śląskim mieście mało kto mógł cieszyć się statusem właściciela folwarku, sadu czy choćby ogrodu. Świnie mieszkały w ciasnych chlewikach, postawionych przeważnie na tyle domu. W świniobiciu brała udział cała rodzina, a także zaproszony i opłacony masarz. W ramach tradycji, mięsem i wyrobami trzeba się było podzielić – choćby z sąsiadem czy dalszą rodziną. Mięso, które nie znalazłoby swojego zastosowania w tradycyjnych wędlinach, lądowało w osłonce z jelita, by po zmieszaniu z kaszą móc stworzyć kuzyna dzisiejszej jubilatki – oryginalnego śląskiego krupnioka.

Skorzystajmy z dnia wolnego, skorzystajmy z braku postu, z możliwości pogodowych sprzyjających grillowaniu i z tego, że dziś nie trzeba już ganiać za świniami, gdy kaszanka czeka na nas w każdym sklepie. Młodszym (i tym wciąż sceptycznym)

Agencja Informacyjna, Kultura, /NAD/ 16.04.2021

Related Post