Kalifornia: Meksykańską kobietę powieszono bez procesu. Sprawa wraca po wielu latach

Powieszoną ją w Kalifornii 168 lat temu. Dopiero teraz społeczeństwo zastanawia się nad powodem tego brutalnego wydarzenia.

Pojawiają się bowiem pytania, czy na stryczek trafiła za popełnienie brutalnego morderstwa, a może w wyniku samoobrony lub po prostu dlatego, że… była Meksykanką?

 

Trudno ustalić prawdę- są tylko domysły

 

Dziennik “Los Angeles Times” opublikował szokujące notatki sprzed 168 lat w sprawie powieszonej młodej kobiety (znanej głównie jako Josefa). Po tak wielu latach dziennikarze kalifornijskiego dziennika mają wątpliwości, co do zasadności skazania kobiety.

 

Na stronach gazety czytamy: “Rodzi się wiele pytać: czy młoda Meksykanka mogła być rzeczywiście bezduszną morderczynią, dla której wbicie noża w serce obcemu mężczyźnie nie stanowiło żadnego problemu? A może mężczyzna, który został skaleczony wcale nie był ofiarą, lecz napastnikiem, przed którym drobna Josefa próbowała się tylko obronić?”.

 

Jak wynika z opublikowanych notatek pojawia się więcej wątpliwości niż jednoznacznych faktów.

 

Kiedy w w lipcu, roku 1851 prowadzono Josefę Segovią na śmierć, już wówczas wielu zastanawiało się nad prawdą.” Wyróżniła się ona od innych złoczyńców, którzy na szubienicę oczekiwali wraz z nią” – pisano w lokalnych prasowych rubrykach.

 

Tak wówczas wspomniano Josefę:

„Młoda meksykańska kobieta zdecydowanym krokiem szła na śmierć. Jej twarz nie zdradzała strachu, gdy wspinała się po drabinie na rusztowanie mostu z widokiem na rzekę Yubę. Późne, letnie słońce było tego dnia wyraźniejsze jak zwykle; świeciło tak bardzo, że miało się odczucie, iż otula każdy fragment lustrzanej rzeki. Był 5 lipca. W powietrzu czuło się zapach zielonych drzew i kwiatów, które rozkwitły zeszłej nocy wzdłuż brzegów Yuby. Tłum ludzi gapił się na delikatną, śniadą twarz młodej kobiety. Kobiety, która szła dumnie, nie bojąc się tego, co za kilka chwil miało ją spotkać. Ludzie patrzyli na nią w zdumieniu. Jedni, jakby nie dowierzali w jej zbrodnię, drudzy  zaś stali w ciszy, ze spuszczonymi głowami. Kiedy zaczęto wołać do niej z prośbą o powiedzenie ostatniego słowa, ta odwróciła się wolno w kierunku tłumu i odrzekła: „Zrobiłabym to samo, gdybym była tak sprowokowana”.

 

Tutaj, w małym miasteczku na północy Sierra Nevada, legenda o meksykańskiej kobiecie żyje już ponad 160 lat. Mimo że jej historię znają prawie wszyscy (nie tylko lokalni dziennikarze, ale także amerykańcy historycy i wykładowcy z meksykańskim pochodzeniem), to wciąż pozostaje mnóstwo wątpliwości, co do słuszności wykonania na niej najsurowszej- jaka wówczas istniała- kary. Jeden z teatrów w San Francisco wystawił niedawno sztukę teatralną, w której to bardzo precyzyjnie próbowano odtworzyć proces młodej Josefy.

 

Fascynacja historią Josefy powróciła dzięki ogólnoświatowej akcji #MeToo oraz fali współczesnej wrogości Amerykanów do Meksykanów, która pogłębiła się zaraz po tym, jak prezydent Donald Trump opowiedział się za budową muru odgradzającego USA od Meksyku. Strzelanina w El Paso i zatrzymanie ostatnio przez policjantów z Los Angeles zorganizowanej, meksykańskiej grupy przestępczej zajmującej się głównie napadami, rozbojami, handlem bronią i żywym towarem oraz gwałtami nie przyniosła złagodzenia stosunków między narodami.

 

Traktat niewiele pomógł

 

Powróćmy jednak ponownie do połowy XIX wieku. Górskie miasteczko, w którym powieszano młodą Meksykankę, sięga 1849 roku.

 

2 lutego 1848 roku podpisano traktat pokojowy, który zakończył wojnę amerykańsko- meksykańską w miejscowości Guadalcanal Hidalgo (obecnie to część miasta w Meksyku). Negocjacje nad traktatem podjęte zostały po zajęciu przez wojska amerykańskie meksykańskiej stolicy – we wrześniu 1847 roku. Ze strony amerykańskiej prowadził je Nicholas Trist, wyższy urzędnik Departamentu Stanu, reprezentujący prezydenta Jamesa Polka.

 

Na mocy traktatu Meksyk zrzekał się terytoriów Nowy Meksyk i Kalifornia Górna (tzw. cesja meksykańska), a także Teksasu (od 1836 roku niepodległego, a w 1845 roku anektowanego przez Stany Zjednoczone, wciąż jednak uznawanego przez rząd Meksyku za część tego kraju). Obszar ten, odpowiadający współczesnym stanom Kalifornia, Arizona, Nowy Meksyk, Nevada, Utah, Teksas oraz fragmentom stanów Kolorado, Oklahoma, Wyoming i Kansas, stanowił ponad połowę całkowitego terytorium Meksyku. W zamian Stany Zjednoczone zobowiązywały się do zapłaty 15 mln dolarów. Traktat zapewniał ochronę praw obywatelskich i własności Meksykanów zamieszkujących anektowane terytoria. Mieli oni prawo do pozostania na nich przy zachowaniu obywatelstwa meksykańskiego lub przyjęciu obywatelstwa amerykańskiego, jak i do opuszczenia kraju i osiedlenia się w Meksyku. Artykuł X, obiecujący honorowanie wystawionych przez rząd Meksyku tytułów nadania ziemi na przejętych terytoriach został wykreślony podczas ratyfikacji traktatu przez Senat Stanów Zjednoczonych.

 

Miasteczko Gorączki Złota i różnice klasowe

 

Jednym z kalifornijskich miasteczek, które słynęło z tzw. „gorączki złota” było Downieville. Przybywało do niego setki tych, którzy marzyli o szybkim wzbogaceniu się. Nie brakowało tam Meksykanów, Chilijczyków, Anglików, Francuzów, a nawet Chińczyków. W mieście wówczas działały dwa tartaki i teatr. W listach do swojej siostry jeden z górników pisał: „Kochana Siostro! Downieville to jedne z najbogatszych górniczych miast w państwie”.

 

Josefa była jedną z niewielu kobiet, które żyły wśród górników. Założyciel miasta, William Downie, powiedział, „że jest znana w całej osadzie”. A po jej śmierci pisał tak:

 

„Blask w jej oczach lśnił w różnych stopniach, od łagodnego gołębia, poprzez wyraz chorej na miłość dziewczyny, aż po ostry grymas wściekłej lwicy, zgodnie z temperamentem, co było jedyną rzeczą, która nie była w niej odpowiednio zróżnicowana”. Co tak naprawdę miał na myśli W. Downie? Tego nie wiadomo.

 

Cannon i Meksykanka

 

Latem 1851 roku Kalifornia świętowała 4 lipca- pierwszy raz od chwili, gdy Kalifornia stała się amerykańskim stanem. Tego dnia ulice miasta Downieville wypełnione były radosnymi ludźmi, odbywały się parady, tańczono i pito alkohol. Jednym z uczestników parady był Frederic Cannon. Domniemywa się, że pijany Cannon zapukał do drzwi domu Josefy, w którym przebywał z nią Jose, jej mąż. Do tej chwili nie ma wątpliwości, że tak się właśnie stało. Sprawa komplikuje się jednak po tym, co właściwie się stało, kiedy F. Cannon wtargnął do mieszkania Meksykanów.

 

Gazeta „Marysville Daily Herald” już w 1851 roku pisała: „Cannon wszedł do domu i wywołał zamieszki oraz niepokoje”. W wyniku następstw zachowań Cannona Jofesa miała dźgnąć go nożem prosto w serce. Gazeta z San Francisco zupełnie inaczej opisała całe zdarzenie. Na stronach dziennika „Steamer Pacific Star” można było przeczytać, że „Cannon przyszedł do swojego biura około siódmej rano w dniu śmierci, aby poprosić swojego medyka o lekarstwo. Następnie razem wyszli z domu, gdzie spotkała ich młoda Josefa. Niedługo potem Cannon i Josefa wymienili kilka słów po hiszpańsku. Lekarz zeznał, „że Cannon mówił do kobiety same miłe słowa”. Wszedł do domu kobiety i tam doszło do dźgnięcia go nożem. Natychmiast aresztowano kobietę i jej męża Josa. Proces odbył się jeszcze tego samego dnia. Reporterka „Steamer Pacif Star” określiła Josefę „jako bardzo piękną kobietę, mającą ciemniejszą urodę skóry, delikatną, która w żaden sposób nie pasowała do stereotypu oprawcy”.

 

Sąd bez większych namysłów natychmiast wydał wyrok na Josefę. „Winna”- powiedziano jednomyślnie. I nakazano odebrać jej życie poprzez powieszenie. Męża kobiety, Jose, uniewinniono, ale nakazano mu opuścić miasto w ciągu najbliższych 24 godzin. Nikt nie próbował bronić dziewczyny, poza lekarzem, który ze wszystkich sił starał się przekonać sąd, że Meksykanką jest w ciąży i że nie można jej powiesić. Oczywiście, nie wzięto tego kompletnie pod uwagę. Lekarza nastraszono i nakazano mu trzymać się od sprawy daleko, a najlepiej, żeby przez jakiś czas nie pokazywał się publicznie.

 

Mimo że od tych strasznych wydarzeń minęło ponad 160 lat społeczeństwo zaczyna wracać do sprawy i zastanawia się, co właściwie zaszło w domu młodej kobiety i jej męża? Czy kobieta użyła noża, żeby móc bronić się przez nachalnym F. Cannonem? Aby móc odpowiedzieć na to pytanie, trzeba także wziąć pod uwagę ówczesną sytuację polityczno- społeczną. Wojna właśnie się skończyła, a nastroje między Meksykanami a innymi białymi osadnikami były bardzo niedobre. Trzeba też pamiętać, że biali mężczyźni niezwykle źle traktowali kobiety, które miały ciemniejszą skórę. Spekuluje się, że Cannon wtargnął do domu Meksykanki w celu jej zgwałcenia. Nie spodziewał się, że może w domu zastanie męża kobiety i że kobieta będzie się w jakikolwiek sposób bronić…

 

Do dziś nie wiadomo, w którym dokładnie miejscu powieszono Josefę. Mówi się, że gdzieś tam, “gdzie stykają się nurty rzeki Downie i Yuby”. Co roku nad tym miejscem, na metalowym, cienkim drucie, ludzie zawieszają białe kwiaty po to, by nikt nigdy nie zapomniał o pięknej kobiecie. Tablica, która przypomina o tamtych dniach, przymocowana jest do ceglanego budynku obok pobliskiego mostu.

 

Los Angeles Times” przypuszcza jednak, że do powieszenia młodej Meksykanki doszło z czysto rasowych pobudek. Nie tolerowane w mieście Meksykanek, nie lubiano śniadej skóry, ani żadnej innej różności. Ameryka w tamtym czasie nie była gotowa na różnorodność i otwartość. Wierzono w siłę „białego człowieka”, co zresztą pokazuje, jak długo „ta” siła istniała w systemie prawnym Stanów Zjednoczonych. Sytuacja w cały kraju była tak napięta, że postanowiono zmienić prawo również wobec osób czarnoskórych. Trzynasta poprawka do konstytucji w 1865 roku zniosła co prawda niewolnictwo, ale Ameryka potrzebowała jeszcze stu lat, aby całkowicie uporać się z prześladowaniami. W 1965 roku zniesiono segregację rasową i wszelkie ograniczenia, takie jak testy pisania i czytania. Od tego czasu każdy obywatel i obywatelka powyżej dwudziestego pierwszego roku życia, bez względu na rasę, może głosować.

 

Agencja Informacyjna

Ewelina RubinsteinAgencja Informacyjna, 08.12.2019

 

 


Ewelina Rubinstein (Perry)

 – dziennikarka, pisarka, autorka wielu artykułów o tematyce społeczno-kulturalnej. W 2014 roku zadebiutowała mini-powieścią , dzięki której zdobyła uznanie wielu Czytelników. W 2016 roku ukazały się jej dwie kolejne książki (w tym „Jerozolima. Miasto Boga”), a w listopadzie 2017 roku reportaż „Niczyj. Prawdziwe oblicza bezdomności”.W kwietniu br. nakładem wydawnictwa Pascal ukazała się jej najnowsza publikacja, której jest współautorką. Jej teksty publikowane są także na łamach wielu ogólnopolskich, amerykańskich czasopism oraz portalach internetowych. Współpracuje z Telewizją Polską, ogólnopolską Agencją Informacyjną w Warszawie oraz z jedną z gazet z San Francisco. Wielokrotnie nagradzana i nominowana w krajowych konkursach dziennikarskich.

Related Post