Ewelina Rubinstein: Seks w rozmiarze pluse size (korespondencja z USA)

 

„Jak słyszę pytania w stylu, jak oni – grubi „to” robią, to chce mi się śmiać. Dlaczego? Bo uważam, że takie pytanie może zadać tylko prostak i cham”.

W dzisiejszych czasach otyłość jest większym tabu niż seks. O seksie się mówi, analizuje go, komentuje, podczas gdy rozmowa o otyłości sama w sobie bywa krępująca. Szczególnie, gdy dotyczy kwestii tak delikatnej, jak intymne zbliżenia. Amerykańskie badania dowodzą, że zaledwie 1 procent osób otyłych deklaruje pełną satysfakcję z życia seksualnego.

 

– To nie jest prawdą, że ludzi z nadmiarem kilogramów nie chcą się kochać. To kompletna bzdura wymyślona przez kanony „anorektycznych piękności”, które promują chory marketing, a ten z kolei zwyczajnie na chudości zarabia. Wmawia się młodym dziewczynom i chłopcom, że niedowaga jest seksi, że tylko nosząc ubranie w rozmiarze 36 osiągnie się  sukces i tylko wtedy można być szczęśliwym – mówi Substantia Jones, amerykańska fotografka, która od prawie 11 lat robi zdjęcia.

Zdjęcia wyjątkowe, bo udowadniające, że miłość jest piękna… bez względu na rozmiar partnerów.

Fotografka od 2007 roku robi zdjęcia kobietom oraz parom w rozmiarze XXL i pokazuje, że “duzi ludzie, mają w sobie dużo miłości”. Nazwa jej projektu “The Adipositivity Project” powstała ze słów adipose (tłusty) oraz positivity (akceptacja).

 

"The Adipositivity Project" Fot. Substantia Jones
“The Adipositivity Project” Fot. Substantia Jones

 

Artystka poprzez swoje zdjęcia chce pokazać, że można kochać i uprawiać seks w każdym rozmiarze. W wywiadzie dla jednego z angielskich magazynów podkreśliła, że „obecny świat dyskryminuje ludzi otyłych”. A przecież ci, którzy mają parę kilo za dużo żyją obok nas.

– Są naszymi nauczycielami, prawnikami, taksówkarzami, księgowymi, budowlańcami, pielęgniarkami, kwiaciarkami itp. Ubolewam nad tym, że współczesność wyklucza otyłych ludzi, ośmiesza ich, pokazuje, że są gorsi, brzydcy, odrażający. To niesprawiedliwe. Musimy zrozumieć, że mimo iż nadmiar kilogramów źle wpływa na zdrowie, to nie jest podstawą do tego, aby z kogoś szydzić lub uważać, że osoby XXL nie potrafią kochać, nie potrafią uprawiać seksu (…). Projekt „The Adipositivity Project” ma na celu promowanie akceptacji tego, że ludzie mają różne rozmiary. Nie chodzi o to, żeby przedstawiać zalety posiadania dużego rozmiaru, ale głównie tego, co zazwyczaj jest niewidoczne dla oczu – mówi S. Jones.

 

Akcja fotografki cieszy się dużym poparciem na całym świecie. Mówi się o „przełomie w pokazywaniu piękna i obalaniu pewnego, nieprawdziwego mitu”. Bo seks wśród osób otyłych jest tematem wywołującym nie tylko spore kontrowersje, ale również szereg idiotycznych pytań. Uchodzi również za tabu.

– Jak słyszę pytania w stylu, jak oni- grubi „to” robią, to chce mi się śmiać. Dlaczego? Bo uważam, że takie pytanie może zadać tylko prostak i cham – komentuje  S. Jones.

 

W dzisiejszych czasach otyłość jest większym tabu niż seks. O seksie się mówi, analizuje go, komentuje, podczas, gdy rozmowa o otyłości bywa krępująca. Szczególnie, gdy dotyczy kwestii tak delikatnej, jak intymne zbliżenia. Jak wynika z amerykańskich badań, zaledwie 1 procent osób otyłych deklaruje pełną satysfakcję z życia seksualnego. Za mniejsze libido, sprawność i aktywność seksualną tych osób odpowiadają zarówno czynniki fizyczno-biologiczne (m.in. zaburzenia hormonalne, istniejące w organizmie przewlekłe stany zapalne, dysfunkcje śródbłonka naczyniowego, bóle stawowe, stała kondycja fizyczna), jak i psychiczno-emocjonalne (obniżony nastrój, depresja, kompleksy). Wpływ otyłości na zaburzenia seksualne mężczyzn został już dosyć dokładnie zbadany. Wciąż brakuje jednak rzetelnych badań dotyczących związku pomiędzy otyłością a jakością życia seksualnego kobiet.

– Otyłość to problem, z jakim ludzkość boryka się od wieków. Dawniej była postrzegana jako odzwierciedlenie dobrobytu, bogactwa i wysokiego stanu społecznego. Jednak wraz z postępem i rozwojem cywilizacji otyłość stała się coraz bardziej widoczna i groźna dla życia, dlatego też adekwatnie jest określana jako epidemia XX i XXI wieku czy też choroba cywilizacyjna – mówi Monika Seifert i Zygmunt Zdrojewicz, autorzy publikacji  „Otyłość  i zachowania seksualne”.

Są jednak tacy, dla których otyłość to prawdziwy afrodyzjak.

Im grubsza kobieta, tym atrakcyjniejsza?

Ostatnio ukazały się prace o umyślnym przybieraniu na masie ciała, której celem jest osiągnięcie monstrualnych rozmiarów. Marta Kowalewska, Anna Goździalska oraz Jerzy Jaśkiewicz z Wydziału Zdrowia i Nauk Medycznych Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza (którzy są autorami wielu publikacji naukowych, m.in. tej o „Problemach seksualnych ludzi otyłych w życiu społecznym – marginalizacja i fascynacja”) podkreślają, że istota kobiecości jest prawie „od zawsze” wyrażana przez ciało. Męskość natomiast to stan umysłu i charakter.

„Powinność bycia piękną, stanowiąca współczesną pułapkę polskich kobiet stała się obowiązkiem i wyzwaniem, któremu trudno sprostać – mówią. –  Kobiety są osądzane i definiowane przez wyznaczany kanon piękna, co więcej, oceny dokonuje nie tylko otoczenie, ale i sama kobieta, czego konsekwencją jest tworzenie własnego „ja” na podstawie wyglądu zewnętrznego (…); nie przypominają kobiet z czasopism. Im bardziej kobiece ciała są nieodpowiednie, tym bardziej starają się je „przerobić”, ulepszyć i dostosować do obowiązujących wymogów, gdyż nieodpowiedni wizerunek zewnętrzny traktowany jest jako bariera i przyczyna wykluczenia kobiet”.

Kanon kobiecego piękna nie był jednak nigdy taki sam, a tuczenie kobiet – jako zjawisko – było znane od dawna. Zwyczaj przymusowego jedzenia był i nadal jest praktykowany w Afryce. Mauretańskiemu zwyczajowi przymusowego tuczenia zwanemu leblouh są poddawane już małe dziewczynki (do jedzenia i picia zmusza się nawet 5- i 6-latki). Bilans jest bardzo prosty — im grubsza kobieta, tym bardziej atrakcyjna. Pulchność ciała świadczy bowiem o gotowości do zamążpójścia, ma gwarantować płodność, a poza tym symbolizuje dostatek i zamożność męża. Już ponad rok temu rząd Mauretanii podjął specjalną kampanię, która akcentowała zagrożenia dla zdrowia kobiet, płynące z nadwagi, dzięki czemu zwyczaj tuczenia kobiet powoli zanika.

Ale, kiedy afrykańscy feedersi zaczynają ukrywać swoje preferencje, to ci z Europy i Ameryki nie mają żadnych hamulców.

– Jest grupa osób, która uwielbia patrzeć na otyłych ludzi. Mają swoje strony internetowe, fora, a nawet prasę wydawaną w Stanach Zjednoczonych. W Polsce tzw. feedersów także przybywa. Dokładna ich liczba nie jest znana, ale wiadomo, że „wypasacze” swoich potencjalnych partnerek szukają w internecie – mówi  Artur Domaniewski, psycholog z 15- letnim stażem zawodowym, terapeuta od uzależnień w jednej z warszawskich przychodni.

Z języka angielskiego feedersi to „wypasacze”, „dokarmiacze”. W USA ich „ofiary” noszą nazwę „gainers”, czyli „rosnące”, a ich samych nazywa się „encouragers” („zachęcacze”). Mężczyźni (zwykle to oni są feedersami) lubiący krągłości wydawaliby się skarbem dla dzisiejszych kobiet, jednak feedersów podnieca nagie, skrajnie grube ciało, którego wskaźnik BMI wynosi minimum 35 (a więc oznacza otyłość kliniczną).

– „Wypasacze” na swoje partnerki zwykle wybierają kobiety z zaniżoną samooceną, które szukają akceptacji i często nie lubią siebie oraz swojego zbyt dużego ciała- wyjaśnia psycholog.-  Wpadają w ręce feedersów, bo po prostu szukają miłości. Chcą być całowane i przytulane. Często zdarza się, że płacą za to bardzo wysoką cenę (…).  Godzą się na „tuczenie”. Nie rozumieją, że feeders nie kocha je jako je, tylko czerpie przyjemność z tego, że ona tyje, że żywi się tłustymi i niezdrowymi przekąskami, że jej waga wciąż pokazuje więcej i więcej (…).

Źródłem fascynacji feedersów jest tuczenie drugiej osoby. Niektórzy odczuwają dodatkowe doznania, poniżając swoje partnerki ze względu na ich tuszę lub obserwując, jak ich kobieta spożywa posiłek. Otóż dla feedersów jedzenie jest równie zmysłowe jak sam seks, dlatego też widok jedzącej kobiety i wyobrażenie sobie, że ubranie, które ma na sobie, niedługo stanie się przyciasne, czy też widok wzajemnie się karmiącej pary, na przykład czekoladą, wywołuje porównywalne doznania zmysłowe jak widok pary uprawiającej seks. Jednak istotą tego problemu jest nie tylko samo napawanie się i podniecanie widokiem grubej kobiety, ale przede wszystkim celowe i świadome doprowadzanie jej do takiej kondycji fizycznej. Niestety działania feedersów mają katastrofalne skutki i zbierają swoje żniwa. Znany jest śmiertelny przypadek — młoda dziewczyna utuczona do wagi 180 kg wymagała natychmiastowej pomocy medycznej, jednak nie została przewieziona do szpitala, ponieważ nie zgodził się na to jej partner. Rekordzistka osiągnęła masę ciała wynoszącą 380 kg i w ten sposób została najgrubszą kobietą świata.

 

Substantia Jones
Substantia Jones

Substantia Jones nie pochwala, co cały czas podkreśla, otyłości, ale też jej nie neguje.

– Każdy z nas ma prawo kochać i być kochanym.  Projekt „The Adipositivity” pokazuje czy też uzmysławia nam, że ludzie z nadwagą także uprawiają seks, całują się, dotykają, pieszczą… Poza tym ci, którzy noszą rozmiar XXL lub większy wcale nie są nieszczęśliwi lub nie mają ochoty na seks. To stereotypy, z którymi walczę- mówi.

Patrząc na sfotografowanych przez Jones ludzi wydawałoby się, że bardzo trudno jest jej znaleźć chętnych, którzy zrzucają swoje ubrania i bez skrępowania pokazują fałdki.

– Nie mam trudności ze znalezieniem takich osób – wyjaśnia fotografka.- Często sami do mnie piszą, chcą stanąć przed moim obiektywem. Wtedy ja pytam ich, czy są w stu procentach gotowi na pokazanie piersi, pupy osobie, którą poznali dziesięć minut temu? Czy są gotowi na to, że zobaczył ich cały świat? Czy są gotowi na zmierzenie się z internetowym hejtem? Trzeba bowiem pamiętać, że jedni – po obejrzeniu zdjęć – napiszą, że to wspaniale pokazać własne, nie do końca idealne ciało, a drudzy, że to obleśne i wulgarne. Kiedy zdecydują się już ostatecznie na rozebranie się i umożliwienie mi sfotografowanie się, wtedy pojawia się kolejna trudność. Stres zawsze towarzyszy w czasie sesji. Ale mam już sprawdzone rozwiązania. Ludzie wyciszają się, relaksują, jak włączam muzykę. Potem pijemy koktajle i po prostu się uśmiechamy. Śmiech i nagość to perfekcyjna para (…). Na pewno nie fotografuję grubych ludzi z powodu „zemsty” wobec osób, które pojawiają się na okładkach różnych czasopism i których twarze, sylwetki są często nienaturalnie szczupłe. Mój projekt nie jest już nowy, ale wciąż budzi emocje – mówi dalej. –  Na świecie istnieje gigantyczny przemysł, który mówi kobietom, że wyglądają źle, że „muszą kupić „te” tabletki, bo po nich schudną, że muszą przejść na „tę” dietę, bo mają zwisający brzuch, że muszą zrobić sobie „tę” operację, bo ich piersi są jak dwa woreczki piasku, że muszą zrobić milion innych rzeczy, bo jeśli tego nie zrobią, to będą gorsze, brzydsze, niekochane…Myślę, że te wszystkie nakazy/ zakazy są po prostu ohydne!

 

Nagie, otyłe kobiety fotografował także nieżyjący już aktor Leonard Nimoy (znany publiczności przede wszystkim z roli Spocka w serialu „Star Trek”). W swojej książce „The Full Body Project” umieścił pełnowymiarowe zdjęcia pań, „aby- jak sam pisał- rzucić wyzwanie głęboko zakorzenionym koncepcjom piękna”.

– Jego książka jest cudowna!- mówi Substantia Jones.- Jest fantastycznym zbiorem zdjęć grubych kobiet, wśród których pojawiło się to z rozebraną aktywistką Heather MacAllister, czynnie działającą aktywistką m.in. na rzecz „akceptacji grubych ludzi”. Leonard pokazał, że grube nie jest gorsze…

 

Leonard Nimoy zmarł w lutym, w 2015 roku. Chorował na przewlekłą obturacyjną chorobę płuc. Zapytany przed śmiercią, po co opublikował taką książkę, kim są te nagie kobiety, odpowiedział dziennikarzowi National Public Radio Scottowi Simonowi, że zrobił to nie tylko, bo tak chciał, ale przede wszystkim z powodu tego, aby pokazać społeczeństwu piękno ludzi, którzy żyją z nami lub obok nas. Mówił:

„To dla mnie forma odejścia. Od wielu lat tworzę obrazy kobiecych sylwetek. Pracowałem z wieloma modelkami, które były w swoim fachu zawodowcami. W „The Full Body Project” pojawiły się kobiety, które są oryginalne, które szokują, ale też pokazują, że nie są one jakieś „dziwne”, „inne”. Nagle patrzymy na swoją sąsiadkę, babcię i widzimy, że one, podobnie jak sfotografowane kobiety z książki, też mają okrągłe biodra, wydatny biust, podwójny podbródek. Nie jesteśmy zaszokowani, kiedy mijajmy je na ulicy lub zasiadamy do wspólnego obiadu. Moja książka miała sprawić, że nagość otyłych ludzi nie jest nienormalna, jakaś abstrakcyjna, ale życiowa. Po prostu. Realistyczna. Kobiety, które się rozebrały, a ja zrobiłem im zdjęcia, były wesołe, pogodne. Nie wstydziły się swoich krągłości. Wszystko zaczęło się pewnego dnia, w którym po moim występie podeszła do mnie kobieta. Dama miała dość duży rozmiar i zapytała, czy ją sfotografuję? Popatrzyłem na nią i od razu się zgodziłem. I tak się zaczęło. W dniu sesji cały drżałem. Kiedy ona się rozebrała, odwracałem wzrok. Czułem się zdenerwowany. Bo taką mamy kulturę. Wstydzimy się siebie, wstydzimy się patrzenia na nagie ciało w sposób inny niż erotyczny. A to błąd”.

Z poglądami aktora zgadza się Jones. Dodaje tylko, że jej zdjęcia od tych, które pokazał światu Leonard, różnią się tym, że czasami fotografuje również pary. On jest bardzo szczupły, ona bardzo gruba.

Czy takie pary mają szansę na miłość?

– Mają, oczywiście – odpowiada artystka. – Ale są ludzie, którzy uważają, że tłusty człowiek powinien mieć partnera lub partnerkę także z nadmiarem kilogramów. Nie zgadzam się z takimi poglądami. Bo znam wiele par (zresztą widać je na moich zdjęciach), którzy fizycznie są przeciwieństwami, a bardzo się kochają, szanują, mają wspólne pasje i cele. Grubość nie jest gorsza. Nie jest też lepsza. Jest po prostu taka, jaka być powinna. Bo to tak, jakbyśmy zaczęli zastanawiać się, czy lepszy jest mężczyzna z małym penisem, ale wielkim sercem czy może ten z większym, ale pijący i lubiący zostawić na twarzy żony ślad po ciosie? Albo kobieta, która ma rozmiar miseczki biustu B, czy ta z silikonowymi piersiami? Albo niska blondynka z piegami na ciele, zakupoholiczka czy wysoka, brunetka, która cierpi na tanoreksję (od red. uzależnienie od opalania się), a wszystkie popołudnia spędza u koleżanki na ploteczkach? To naprawdę nie ma sensu. Pewne jest to, że każdy z nas, chudy, gruby, garbaty, utykający na nogę, łysiejący pragnie miłości. Rozmiar naprawdę nie ma tutaj znaczenia…

 

Agencja Informacyjna

Ewelina Rubinstein

Agencja Informacyjna, 25.04.2019,

 


Ewelina Rubinstein

– dziennikarka, pisarka, autorka wielu artykułów o tematyce społeczno-kulturalnej. Zadebiutowała mini-powieścią pt.: „Nina, prawdziwa historia”, dzięki której zdobyła uznanie wielu Czytelników. W 2016 roku ukazały się jej dwie kolejne książki (w tym „Jerozolima. Miasto Boga”), a w listopadzie 2017 roku reportaż „Niczyj. Prawdziwe oblicza bezdomności”. Jej teksty publikowane są także na łamach wielu ogólnopolskich czasopism oraz portali internetowych. Współpracuje z Telewizją Polską oraz ogólnopolską Agencją Informacyjną w Warszawie. Wielokrotnie nagradzana i nominowana w krajowych konkursach dziennikarskich.

 

 

 

 

 

 

Related Post