Ewelina Rubinstein: San Francisco – jedyne takie tramwaje na świecie (korespodnecja z USA)

Mawia się, że San Francisco bez nich, to jak Nowy Jork bez Statuy Wolności, Berlin bez Bramy Brandenburskiej, a Paryż bez Wieży Eiffla.

 

***

Historia San Francisco zaczyna się w XVIII wieku, kiedy założono szóstą z kolei misję hiszpańską na wybrzeżu Kalifornii i wypędzono stamtąd rdzennych mieszkańców. Prawdziwy rozwój miasta nastąpił jednak dopiero po odkryciu w tym regionie złota. W ciągu zaledwie kilku lat miejscowość rozrosła się do wielkości dużego ośrodka gospodarczego, przez który przewijały się tłumy żądnych bogactwa górników oraz zwykłych rzemieślników. Trzęsienie ziemi w 1906 roku i zniszczenia, jakie wywołało, zmieniło oblicze San Francisco. Odbudowane w ekspresowym tempie, ściągnęło w tym czasie wielu artystów i pisarzy  tworzących jego nowe, bardziej cywilizowane oblicze. Lata 20. i 30. ubiegłego wieku to okres budowy wielu obiektów, które z czasem stały się symbolami miasta. Należą do nich mosty Golden Gate i Bay Bridge, które ułatwiły komunikację w latach 60. San Francisco zyskało sławę centrum nieskrępowanego liberalizmu oraz ważnego ośrodka kulturalnego.

***

 

 

Kto, choć raz był w San Francisco, albo chociaż oglądał amerykański komediodramat z 2013 roku oparty na scenariuszu i reżyserii Woody’ego Allena pt.: “Blue Jasmine”, ten z pewnością kojarzy nie tylko przechylone, kolorowe domy, ale także niezwykłe tramwaje linowe. Są znakiem firmowym San Francisco, a zarazem ujmującym cudem XIX- wiecznego geniuszu mechaniki. Wspięcie się do podzwaniającego, barwnego, wiktoriańskiego wagonika z bombajskim dachem oznacza powrót do tempa życia z przeszłości. Radosnej, niespiesznej jeździe towarzyszy widok miasta i zatoki. Na początku lat 90. XIX wieku wydawało się sprawniejsze tradycyjne tramwaje elektryczne odeślą linowe do lamusa. Stało się jednak zupełnie odwrotnie!

Mieszkańcy polubili je jednak tak bardzo, że gdy w 1947 roku władze spróbowały tramwaje wyrugować i zastąpić autobusami, zaprotestowali i odnieśli sukces, a radiowy satyryk wtedy komentował: „San Francisco bez tramwajów linowych będzie jak dzieciak bez swojego jojo”– mówi Jerry Camarillo Dunn jr*.

I dużo w tym prawdy, bowiem do dziś działają aż trzy linie (łącznie 17 kilometrów), które biegną wzdłuż ulic: Hyde, California, Mason i Powell. Jerry zwraca również uwagę na to, że już w latach 60. XX wieku tramwaje stały się istną ikoną San Francisco.

W 1964 roku – podkreśla –  cały ten system stał się jedynym ruchomym eksponatem umieszczonym w narodowym spisie zabytków (National Register of Historic Places). W 1982 roku tramwaje linowe unieruchomiono, a wszystkie urządzenia poddano gruntownej renowacji. Ponownemu oddaniu ich do użytku w 1984 roku towarzyszyła uroczysta gala.

 

A jak wygląda tradycyjny tramwaj w San Francisco?

 

Tabor składa się z dwóch rodzajów wagoników. Jest ich czterdzieści, ale jednocześnie jeździ tylko 26. Jednokierunkowe kursują na obu liniach Powell; na stacji końcowej należy je ręcznie obracać o 180 stopni. Dwukierunkowe obsługują linię California. To tam obrotnice są zbędne, tramwaj przemieszcza się równie sprawnie do przodu, jak i do tyłu.

 

Jak to właściwie jeździ? Przecież nie ma w tramwaju silnika?!

 

Pytanie tylko pozornie wydaje się trudne, bo „toto” (jak żartobliwie mieszkańcy San Francisco nazywają swoje tramwaje) porusza się na hol, który znajduje się pod jezdnią. Prowadzi go i wspiera złożony system krążków, umożliwiających pokonywanie ostrych zakrętów i skrzyżowań.

Jerry Camarillo Dunn jr wyjaśnia, „że wprawienie wagonika w ruch wymaga od kierującego pociągnięcia ku sobie dźwigni, której zakończenie, wyposażone w zacisk, tkwi w szczelinie jezdni między torami”.

Szczęki zacisku– mówi Jerry- obejmują niczym kombinerki, sunącą ze świstem linę (porusza się ze stałą prędkością 15,4 km/h). Szybkość jazdy zależy od tego, jak mocno chwyci ją zacisk. Żeby tramwaj stanął, zaciskowy musi zwolnić linę, a hamulcowy zablokować koła. Oba synchronizują swe poczynania, porozumiewając się sygnałami dzwonków.

Nie ma więc wątpliwości, że załoga tramwaju musi mieć niezłą krzepę.

To prawda- śmieje się Jerry.- Wykonywaniu zadaniu towarzyszy niezły dreszczyk emocji, zwłaszcza gdy pojazd sunie po budzącej grozę pochyłość Hyde Street, na odcinku między Bay Street a Francisco Street; tu nachylenie wynosi prawie 22 procent.

 

Jerry Camarillo Dunn jr jest Kalifornijczykiem w trzecim pokoleniu. Urodził się i wychował w Los Angeles, co w San Francisco budzi politowanie (w najlepszym wypadku). Nie ubolewa jednak nad tym, a San Francisco – jak sam mówi- stało się jego drugim domem. Jerry jest autorem wielu książek, m.in.: przewodnika „San Francisco” wyd. przez National Geographic, a także słynnej serii „Smithsoninan guide to historic America”.

 

 

Agencja Informacyjna

Ewelina Rubinstein

Agencja Informacyjna, 19.03.2019,

 


Ewelina Rubinstein

– dziennikarka, pisarka, autorka wielu artykułów o tematyce społeczno-kulturalnej. Zadebiutowała mini-powieścią pt.: „Nina, prawdziwa historia”, dzięki której zdobyła uznanie wielu Czytelników. W 2016 roku ukazały się jej dwie kolejne książki (w tym „Jerozolima. Miasto Boga”), a w listopadzie 2017 roku reportaż „Niczyj. Prawdziwe oblicza bezdomności”. Jej teksty publikowane są także na łamach wielu ogólnopolskich czasopism oraz portali internetowych. Współpracuje z Telewizją Polską oraz ogólnopolską Agencją Informacyjną w Warszawie. Wielokrotnie nagradzana i nominowana w krajowych konkursach dziennikarskich.

 

 

Related Post