Ewelina Rubinstein: Kaprysy Hollywood (korespondencja z USA)

„Zimna wojna” od początku nie miała żadnej szansy na zdobycie Oscara (…). Przy „Romie” była jak figa położona przy daktylu…

 

Mimo że od rozdania Oscarów minęło już kilka dób, to branża kinowa z całego świata jeszcze nie odetchnęła po niedzielno-poniedziałkowych wydarzeniach. Mocno trzymaliśmy kciuki za nasz rodzimy film,  który nominowano aż w trzech kategoriach. Polska produkcja miała szansę na statuetkę w kategorii „najlepszy film nieanglojęzyczny”, za zdjęcia (w tej kategorii został nominowany Łukasz Żal) oraz za reżyserię.  To była okazja, aby nagrodę otrzymał Paweł Pawlikowski. Nic jednak z tego nie wyszło, a szkoda, zwłaszcza, że już same nominacje rozbudziły w nas wielkie nadzieje.

Reżyserka Agnieszka Holland tuż po rozdaniu Oscarów nie kryła tego, że „przypuszczała, iż „Zimna wojna” nie otrzyma nagrody.

– Spodziewałam się, że tak właśnie będzie- powiedziała reżyserka.- Nie jestem więc zawiedziona, że nasz film nie otrzymał Oscara. Amazon nie włożył w promocję obrazu tyle pieniędzy, tym bardziej Polski Instytut Sztuki Filmowej, żeby film Pawła Pawlikowskiego mógł konkurować z szalenie reklamowaną i bardzo sowicie promowaną “Romą”- wyjaśniła. Film obcojęzyczny musi się mocno promować, jeżeli ma startować w kilku kategoriach. Netflix (odpowiedzialny za promocję “Romy”) wyciągnął wszystkie atuty finansowe i PR-owskie. Dlatego mówię o matematyce. Kiedy głosuje kilka tysięcy członków Akademii, to aby zagłosować, muszą dany film obejrzeć. Przypuszczam, że na każdego widza “Zimnej wojny” przypadło pięciu lub dziesięciu widzów “Romy”. Tak to wygląda- mówiła natomiast Agnieszka Holland w wypowiedzi cytowanej przez Polską Agencję Prasową.

Zapytana, który film („Zimna wojna” czy „Roma”?) osobiście bardziej jej się spodobał  odpowiedziała bez wahania: „Zimna wojna” mnie przejęła, „Roma” jest przepiękna. To jak porównanie figi z daktylami.

I Ty możesz zasiąść w Dolby Teathre

Będąc jakiś czas w Los Angeles zaczyna rozumieć się to wszystko, co do tej pory przeczytało się o tym mieście w przewodnikach lub widziało w amerykańskich filmach. I naprawdę zaczyna się wierzyć , że to miasto może być naprawdę bardzo hojne, jeżeli podejdzie się do niego z miłością. Szczególnym i chyba niezapomnianym wydarzeniem, które warto zobaczyć na własne oczy (o ile to oczywiście możliwe) jest noc wręczenia Oscarów. W tym roku ceremonia odbyła się po raz 91. Zamieszanie wokół niej rozpoczyna się nie – jak moglibyśmy przypuszczać kilka dni przed wręczeniem statuetek- ale znacznie wcześniej.

Jadąc samochodem, trzeba się dobrze zastanowić, jak ominąć Hollywood Boulevard. Przed Kodak Theathre (od 2012 roku to miejsce nazywane jest Dolby Teathre) robotnicy wnoszą nad bulwarem konstrukcje, na których będą się cisnąć i fotografowie i operatorzy, pstrykając zdjęcia promującym się gwiazdom. Ustawiają i polerują statuy Oscarów, rozwijają długi na sto pięćdziesiąt metrów czerwony dywan… Osiemdziesięciu pięciu fotografów, dziewięćdziesięciu jeden dziennikarzy, trzystu siedmiu operatorów kamer, dźwiękowcy, oświetleniowcy ustawiają się w szpaler, przez który na oczach całego świata będą przechodzić goście, powoli zapełniając teatr.

 

Na długo przed wydarzeniem ponad sześćset organizacji prasowych zabiegało o akredytacje, które przyznano tylko połowie. My, widzowie telewizyjni nie zobaczyliśmy wielu rzeczy. Nam pokazali tylko wiwatujących, machających do gwiazd na czerwonym dywanie ludzi; to fani, którzy z pewnością koczowali przez Dolby Theathre przynajmniej od czwartku. Na dwa dni przed galą rozdania nagród nie można podejść zbyt blisko. Nawet ulice sporo oddalone od Dolby Theathre są zamknięte. Bez wejściówki nie ma szans na zobaczenie nawet przejeżdżającego samochodu. Każde miejsce bezpośrednio przy dywanie jest już dawno zarezerwowane i przydzielone według specjalnych kryteriów. Głównie dziennikarzom i fotografom. Nie wszyscy o tym wiedzą, ale nawet, jeżeli nie jesteśmy dziennikarzem ani żadną inną znaczącą dla organizatorów gali osobą, to i tak możemy zasiąść w Dolby Theatre. Jak? O jedno z siedmiuset miejsc na trybunie fani mogą się ubiegać od połowy września do połowy listopada. Przyznanie wejściówki któremuś z dwudziestu tysięcy kandydatów odbywa się w drodze losowania. Teoretycznie więc, każdy z nas, niezależnie od płci, zamieszkania, wykształcenia ma szansę na własnej skórze poczuć blichtr wielkiego, amerykańskiego świata. Czego jeszcze nie pokazują nam w telewizji? Chociażby tzw. seat filler, których co roku angażowanych jest około stu pięćdziesięciu. Czym seat filler się zajmuje? Już wyjaśniam. Przypuśćmy, że jest nominowany Johnny Deep, siedzi więc na widowni, a jego przyjaciółka natychmiast musi pójść do łazienki. Albo George Clooney znowu musi wypić jedno ze swoich czarnych espresso i wychodzi. Tymczasem kamera przesuwa się po sali, żeby pokazać reakcje publiczności na przemowy, a tu miejsce obok lub za nim okazuje się puste. To nie robi dobrego wrażenia. Angażuje się więc statystów, czyli seat filler. Jeżeli ktoś z Was chciałby nim zostać, to droga do osiągnięcia tego celu do łatwych nie należy. Musisz się wykazać doświadczeniem, udziałem w tego typu wydarzeniach, dysponować stosowną garderobą, złożyć w określonym terminie swoje portfolio w stylu glamour wraz z życiorysem i zaakceptować fakt, że personel odpowiedzialny za bezpieczeństwo prześwietli twoje życie wzdłuż i wszerz. Potem pozostaje ci już tylko albo aż „Good luck!”.

 

Oscar? Nie, dziękuję!

 

Otrzymanie Oscara wielu aktorom otwiera każde drzwi. Wydaje się, że głupotą byłoby nie odebrać statuetki, jeżeli już się ją otrzymało, ale- jak podkreśla Łukasz Budnik- historia gali zna kilka takich przypadków. „Najsłynniejszy jest chyba przypadek Marlona Brando, który nie stawił się po odbiór Oscara za rolę w „Ojcu chrzestnym”, oburzony tym, jak Hollywood dyskryminuje i przedstawia w filmach Indian. Zamiast niego na scenie pojawiła się właśnie Indianka, aktorka i aktywistka Sacheen Littlefeather, która przeczytała 15-stronicową przemowę rozwijającą krytykę Brando. Oscara wręczał wtedy Roger Moore, który prawdopodobnie zabrał go ze sobą do domu. Brando był trzecią osobą, która odmówiła przyjęcia statuetki – jako pierwszy zrobił to w latach 30. Dudley Nichols, ze względu na konflikt Akademii i Gildii Scenarzystów. Ostatecznie przyjął Oscara trzy lata później. Drugi był George C. Scott, laureat nagrody dla najlepszego aktora za film „Patton”. Tu nie było akurat żadnej ideologii – Scott po prostu nie chciał być częścią tej parady, jak określił galę”.

 

Zabrakło prowadzącego. Dlaczego?

Wydaje się, że powodów rezygnacji z prowadzącego/prowadzących było sporo. Początkowo Amerykańska Akademia Sztuki i Wiedzy Filmowej na gospodarza imprezy wybrała aktora komediowego Kevina Harta. Jednak po 48 ośmiu godzinach od ogłoszenia nowego prowadzącego Hart zrezygnował po tym, jak wymuszano na nim przeprosiny za homofobiczne dowcipy. Aktor postanowił zrezygnować z prowadzenia rozdania Oscarów. Kolejnym powodem braku prowadzącego- jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie- mogła być obawa przed politycznymi komentarzami ewentualnych prowadzących, które z pewnością dotyczyłyby budowy muru na granicy Meksyku ze Stanami Zjednoczonymi lub ogólnych sporów między Demokratami a Republikami. Postanowiono tego uniknąć.  Na scenie pojawiali się więc jedynie laureaci nagród za poprzednie lata, którzy wręczali statuetki tegorocznym zwycięzcom.

Kto wygrał w tym roku? Oto pełna lista zwycięzców:

Najlepszy film: “Green Book”

Najlepszy aktor: Rami Malek – “Bohemian Rhapsody”

Najlepsza aktorka: Olivia Colman – “Faworyta”

Najlepszy aktor drugoplanowy: Mahershala Ali – “Green Book”

Najlepsza aktorka drugoplanowa: Regina King – “If Beale Street Could Talk”

Najlepszy reżyser: Alfonso Cuarón – “Roma”

Najlepszy scenariusz adaptowany: Charlie Wachtel i David Rabinowitz oraz Kevin Willmott & Spike Lee – “BlacKkKlansman: Czarne bractwo”

Najlepszy scenariusz oryginalny: Nick Vallelonga, Brian Currie i Peter Farrelly – “Green Book”

Najlepsze zdjęcia: Alfonso Cuarón – “Roma”

Najlepsza animacja: “Spider-Man: Uniwersum”

Najlepszy montaż: John Ottman – “Bohemian Rhapsody”

Najlepszy dźwięk: John Warhurst i Nina Hartstone – “Bohemian Rhapsody”

Najlepszy montaż dźwięku: Paul Massey, Tim Cavagin i John Casali – “Bohemian Rhapsody”

Najlepsza scenografia: Hannah Beachler i Jay Hart – “Black Panther”

Najlepsze kostiumy: Ruth Carter – “Black Panther”

Najlepsze efekty specjalne: Paul Lambert, Ian Hunter, Tristan Myles and J. D. Schwalm – “Pierwszy człowiek”

Najlepszy film nieanglojęzyczny: “Roma”

Najlepsza charakteryzacja: Greg Cannom, Kate Biscoe i Patricia Dehaney – “Vice”

Najlepsza piosenka: Lady Gaga, Mark Ronson, Anthony Rossomando i Andrew Wyatt – “Shallow” – “Narodziny gwiazdy”

Najlepsza muzyka: Ludwig Göransson – “Black Panther”

Najlepszy film dokumentalny: Elizabeth Chai Vasarhelyi, Jimmy Chin, Evan Hayes i Shannon Dill – “Free Solo”

Najlepszy krótkometrażowy film dokumentalny: Rayka Zehtabchi i Melissa Berton – “Okresowa rewolucja”

Najlepszy krótkometrażowy film animowany: “Bao”

Najlepszy krótkometrażowy film aktorski: “Skin”

 

 

Agencja Informacyjna

Ewelina Rubinstein

Agencja Informacyjna, Opinie, 28.02.2019,

 


Ewelina Rubinstein

– dziennikarka, pisarka, autorka wielu artykułów o tematyce społeczno-kulturalnej. Zadebiutowała mini-powieścią pt.: „Nina, prawdziwa historia”, dzięki której zdobyła uznanie wielu Czytelników. W 2016 roku ukazały się jej dwie kolejne książki (w tym „Jerozolima. Miasto Boga”), a w listopadzie 2017 roku reportaż „Niczyj. Prawdziwe oblicza bezdomności”. Jej teksty publikowane są także na łamach wielu ogólnopolskich czasopism oraz portali internetowych. Współpracuje z Telewizją Polską oraz ogólnopolską Agencją Informacyjną w Warszawie. Wielokrotnie nagradzana i nominowana w krajowych konkursach dziennikarskich.

 

 

Related Post