Ewelina Rubinstein: Brak taktu czy zwykła nieznajomość historii?

Wydaje się, że do tego typu „incydentów” w ostatnich kilku latach dochodziło dość często. I za każdym razem, kiedy opinia publiczna głośno krytykowała kolekcje  najbardziej znanych marek odzieżowych na świecie, te zwyczajnie, i to z lekkim zdumieniem, potrząsali ramionami, przepraszali, a następnie zamiatali sprawę pod dywan. Zupełnie tak, jakby moda oparta na obozowych pasiakach nie powinna ani szokować ani nikogo gorszyć…

***

 

 Kilka dni temu luksusowa marka odzieżowa „Loewe” wyprodukowała stroje “stylizowane” na obozowe pasiaki. Marka odzieżowa, mimo że już w ubiegły piątek przeprosiła za nową kolekcję, to niesmak pozostał… Hiszpańska firma rozpoczęła sprzedaż ubrań przypominających mundury obozowe w ramach nowej kolekcji, której premiera odbyła się 14 listopada br. Ubrania marki „Loewe” sprzedawane były powyżej za ponad 5 tysięcy dolarów. „Loewe” za pośrednictwem konta na Istagramie przeprosił za “nową kolekcję” i wycofał ją  ze sprzedaży. To nie pierwsza tego typu sytuacja.

5 lat temu „ZARA” także musiała przepraszać za wypuszczenie na rynek bluzek, które do złudzenia przypominały odzież obozową. Nie wiadomo, czym główni projektanci firmy się kierowali, kiedy tworzyli- jak wówczas mówili- „swoją  unikatową kolekcję” – ale z pewnością nie rozumem i poszanowaniem tych, którzy przymuszani byli w niemieckich obozach koncentracyjnych do noszenia takiej właśnie odzieży.

 

Dlaczego pasiak stał się ubiorem więźniów obozów hitlerowskich

 

Najważniejszą częścią ubioru więźnia obozu koncentracyjnego, wyróżniającego go od ogółu społeczności, był obozowy pasiak. Obozowy ubiór sam w sobie był jednym z elementów stosowanego przez esesmanów systemu poniżania ludzkiej godności. Więźniowie ubrani w jednakowe uniformy zatracali swoje cechy indywidualne. Pasiak z jednej strony powodował stworzenie z więźniów jednolitej, nie wyróżniającej się masy, z drugiej strony był piętnem, widocznym znakiem wyrzucenia ludzi osadzonych w obozach koncentracyjnych poza nawias ogólnie przyjętych norm:

.. wpędzono nas pod prysznic, z którego na przemian lał się ukrop i bardzo zimna woda. Po tej kąpieli przeszliśmy do następnego pomieszczenia w tym baraku, gdzie otrzymaliśmy ubranie obozowe.[…] Jak wyszliśmy z baraku to wyglądaliśmy wszyscy jak łazarze”- tak swoje wrażenie opisał Roman Smoczyński, kiedy został osadzony w KL Stutthof.

W obozie koncentracyjnym Stutthof obozowe pasiaki obowiązywały od stycznie 1942 roku po uzyskaniu przez obóz Stutthof statusu obozu koncentracyjnego. Do tego czasu, więźniowie chodzili i pracowali w cywilnych ubraniach. W trudnej sytuacji znajdowali się więźniowie aresztowani we wrześniu 1939 roku, kiedy to do obozu przybyli jeszcze w letnich ubraniach:„Wszyscy chodziliśmy w ubraniach, w jakich zostaliśmy zatrzymani. Było ono podarte, brudne. Dopiero po ośmiu miesiącach pierwsi więźniowie zaczęli otrzymywać nowe ubrania”- tak pierwsze miesiące pobytu w obozie Stutthof zapamiętał Mieczysław Filipowicz.

Jan Strycharczyk podaje, że:„W 1940 roku, gdy już porobione były zapasy ubrań po zmarłych więźniach, założono magazyny, w których można było wymienić podarte ubranie na lepsze”.

Pasiaki wprowadzane w KL Stutthof od 1942 roku, początkowo otrzymali więźniowie pracujący w komandach zewnętrznych:„Komando pracujące w cegielni w Stutthofie liczyło od 200 do 300 więźniów. Wszyscy więźniowie pracujący w tych komandach chodzili w pasiakach. Natomiast pracujący w obozie chodzili w cywilnych ubraniach z namalowanymi olejną farbą krzyżami”- wspomina Alojzy Ruciński, dodając, że :”Pasiaki nie chroniły nas przed zimnem, więc każdy wystarał się o worek po cemencie, który po zrobieniu otworów, ubieraliśmy na siebie pod ubranie”. Ta dodatkowa ochrona przed zimnem była konieczna, gdyż bielizna więźnia, składająca się jedynie z koszuli i kalesonów, nie dawała żadnego zabezpieczenia, zwłaszcza podczas silnych mrozów.

Więźniowie wychodzący do pracy do warsztatów mieszczących się w pobliskich wsiach wykorzystywali ubranie obozowe do przemycania różnych rzeczy. Henryk Tempczyk po rozpoczęciu pracy w komandzie Epp musiał przystosować się do obowiązujących w nim zasad co do ubioru: „Moda wymagała noszenia czarnych skórzanych trzewików, czarnych skórzanych beretów i rozsztukowanych nogawek spodni na wzór marynarzy. […] Praktyczną stroną rozsztukowanych nogawek spodni była możliwość szybkiego pozbycia się dowodu obciążającego w przypadku rewizji. W nogawki spodni wpuszczało się uwiązane do pasków różne przedmioty wynoszone na „organizację” z obozu i przynoszone do obozu artykuły żywnościowe. Widząc przygotowania do rewizji wystarczyło pociągnąć za końcówkę pętli sznurka, a obciążający dowód rzeczowy wypadał na ziemię, stratowany przez idących w tyle”.

W najgorszej sytuacji, także pod względem ubioru znajdowały się Żydówki, zwłaszcza te, które zostały odesłane do prac w podobozach.

Nawet w okresie zimowym były one bardzo skromnie ubrane. Były one bez pończoch, a niektóre miały tylko skarpety”– taki widok więźniarek pracujących w komandach pracy podobozu OT Elbing zapamiętał mieszkaniec jednej z miejscowości. Nawet pisma komendantów podobozów, w których donosili, że:„niedostarczenie wymaganej i pilnie potrzebnej odzieży może spowodować z powodu przeziębień zmniejszenie siły roboczej i spadek wydajności pracy” najczęściej nie odnosiły pożądanego skutku. Zamówienia na odzież i inne potrzebne przedmioty najczęściej zmniejszano lub przesyłani tylko materiał potrzebny do naprawy starych ubrań.

Obozowe pasiaki były też siedliskiem najgorszej plagi nękającej więźniów – wszy. Czesław Majewski wspomina, że: „W całym obozie więźniowie zmuszali się wzajemnie do codziennego bicia wszy. […] Gdy chory umierał i ciało zaczynało stygnąć, mrowie robactwa uciekało wszystkimi dziurami z łachmanów zmarłego i przenosiło się na tych, którzy jeszcze żyli”.

Władze obozowe co jakiś czas przeprowadzały dezynfekcje odzieży więźniów. W tym celu wywożono ją do Zakładu Dezynfekcyjnego w Nowym Porcie w Gdańsku, a od połowy 1943 roku czyniono to w komorze gazowej w KL Stutthof. Jednak były to środki nie zawsze skuteczne, gdyż wynikiem panującej w obozie wszawicy były epidemie tyfusu, które pochłaniały wiele istnień ludzkich, a na których zwalczanie brakowało środków medycznych. Zwłaszcza epidemia tyfusu, która wybuchła w listopadzie 1944 r., swoim zasięgiem objęła cały obóz, a przede wszystkim baraki obozu żydowskiego…

 

Artykuł powstał m.in. na podstawie informacji umieszczonych na stronie Muzeum Stutthof  w Sztutowie.

 

Agencja Informacyjna

Ewelina RubinsteinAgencja Informacyjna, 03.12.2019

 

 


Ewelina Rubinstein (Perry)

 – dziennikarka, pisarka, autorka wielu artykułów o tematyce społeczno-kulturalnej. W 2014 roku zadebiutowała mini-powieścią , dzięki której zdobyła uznanie wielu Czytelników. W 2016 roku ukazały się jej dwie kolejne książki (w tym „Jerozolima. Miasto Boga”), a w listopadzie 2017 roku reportaż „Niczyj. Prawdziwe oblicza bezdomności”.W kwietniu br. nakładem wydawnictwa Pascal ukazała się jej najnowsza publikacja, której jest współautorką. Jej teksty publikowane są także na łamach wielu ogólnopolskich, amerykańskich czasopism oraz portalach internetowych. Współpracuje z Telewizją Polską, ogólnopolską Agencją Informacyjną w Warszawie oraz z jedną z gazet z San Francisco. Wielokrotnie nagradzana i nominowana w krajowych konkursach dziennikarskich.

Related Post