Tęgie miny w Teatrze Polskim w Warszawie (recenzja)

Olśniewająca Izabella Bukowska i doskonały Jan Peszek są wielkimi atutami tego przedstawienia o polskich nadziejach, lękach, narodowej dumie i kompleksach.

“Miny polskie” w reżyserii Mikołaja Grabowskiego wpisują się w obchody 100-lecia Niepodległości Rzeczypospolitej. Ale nie jest to w żadnym razie sztywna akademia, ani tym bardziej radosna feta. Spektakl ma widzów sprowokować intelektualnie, zmusić do refleksji nad Polską i polskością, postrzeganą współcześnie coraz bardziej dwubiegunowo. W “Minach polskich” kontrasty są równie ostre jak w naszej politycznej rzeczywistości: liberalizm kontra socjalizm, nowoczesność a tradycjonalizm, świeckość a klerykalizm, światowość a zaściankowość. 

Izabella Bukowska i Wojciech Czerwiński

Zgrabnie i lekko to wszystko zostało pokazane w spektaklu, w którym spotkały się tradycja romantyczna, sarmacka i modernizm płynące prosto ze źródeł  (teksty Wojciecha Bogusławskiego, Henryka Rzewuskiego, Jędrzeja Kitowicza, Stanisława Wyspiańskiego i Witolda Gombrowicza  zgrabnie zmontowane przez Tadeusza Nyczka i reżysera Mikołaja Grabowskiego), dyskutując ze sobą i spierając. Wykorzystane w spektaklu utwory literackie, jeśli pominąć archaiczny język, brzmią zupełnie współcześnie i opisują znane nam i dzisiaj problemy, których nie potrafimy, jako naród i niepodległe Państwo Polskie skutecznie, raz na zawsze rozwiązać. 

Anna Cieślak i Paweł Krucz

Myliłby się jednak ten, kto chciałby przedstawienie w reżyserii Mikołaja Grabowskiego odczytywać w sposób doraźny, wyłącznie jako komentarz do krajobrazu Polski Anno Domini 2018. To zbyt proste i dosłowne. Twórcy widowiska chcieli nam powiedzieć, że historia lubi się powtarzać, a polska mentalność niemal nie zmieniła się na przestrzeni wieków.

“Miny polskie” pokazują, że te same napięcia i konflikty towarzyszą Polakom od setek lat, a sama polskość powstaje gdzieś pośrodku, pomiędzy dwoma, skrajnymi wizjami. I być może to właśnie jest naszą, Polaków, zaletą!

Anna Cieślak, Jan Peszek i Paweł Krucz

Spektakl Grabowskiego i Nyczka jest podróżą przez wieki od Polski sarmackiej, przez zabory, po czasy Witolda Gombrowicza (w tej roli Grzegorz Mielczarek), nie bez odwołań do teraźniejszości. Przedstawienie  skomponowany jest z prezentacji różnych momentów historycznych, wśród których bardzo malownicze są sceny “dworskie” w których rewelacyjny Jan Peszek jako Wojciech Bogusławski z uroczą Anną Cieślak i przezabawnym Pawłem Kruczem wyjaśnia widzom tajemnice mimiki aktorów.

W romantycznych uniesieniach zobaczymy Maksymiliana Rogackiego (Wyspiański) i Krystiania Modzelewskiego w roli Konrada wiodącego naród… w pole. Zupełnie dosłownie, bo spektakl okraszony jest multimediami prezentowanymi na ekranie, którego wielkości nie powstydziło by się niejedno kino.

Ale największą przyjemność sprawia oglądanie scen “szlacheckich”. Cały spektakl jest doskonale zagrany i, jak przystało na jedną z najlepszych scen w Polsce, trudno wskazać jedną słabszą postać.

Izabella Bukowska w „Minach polskich”

Na wielki aplauz zasługuje Izabella Bukowska, która demonstruje wielki talent komiczny i jest prawdziwą ozdobą spektaklu Teatru Polskiego.  Izabella Bukowska jako szlachcianka prezentuje niebywały temperament i wdzięk godny takich bohaterek zbiorowej wyobraźni Polaków jak Oleńka Bilewiczówna czy Hellena Kurcewiczówna z sienkiewiczowskiej Trylogii.  Każda scena z udziałem Bukowskiej dosłownie skrzy humorem.

Doskonale partnerują jej Maja Berełkowska, Tomasz Błasiak, Piotr Cyrwus i Wojciech Czerwiński. Oglądając spektakl będziecie z niecierpliwością czekać na powrót tej przezabawnej “ekipy” z nieprzeciętną Izabellą Bukowską na scenę.

 

Agencja InformacyjnaTekst: Miłosz Manasterski, Agencja Informacyjna 19.03.2018 r. Fotografie: Katarzyna Chmura-Cegiełkowska

Jakie miny w teatrze? (wideo)

Premiera “Min polskich” w Teatrze Polskim w Warszawie

 

Related Post