Rysownik, który wynalazł Boże Narodzenie i zmienił gospodarkę Anglii

Mimo że do Bożego Narodzenia pozostało jeszcze cztery miesiące, to wydaje się, że „Opowieść wigilijną” Karola Dickensa powinno czytać się nie tylko w okresie świątecznym. Bo to mądra lektura, pełna przesłania i mówiąca o tym, co się z nami stanie po śmierci, jeżeli nie poprawimy swego zachowania tutaj, na Ziemi.

Karol Dickens By Jeremiah Gurney – Heritage Auction Gallery, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=8451549

Karol Dickens, któremu przypisuje się wymyślenie postaci skąpego i zgorzkniałego Ebenezera Scrooge’a, całkowicie zepchnął w cień Johna Leech’a– wybitnego rysownika, bez którego bohater „Opowieści wigilijnej” nie nabrałby pewnych, specyficznych cech fizycznych, które sprawiają, że starego Scrooge’a poznajemy bez trudu.

Wszystko zaczęło się zimą 1843 roku, kiedy „Opowieść wigilijna” K. Dickensa po raz pierwszy została wydana.

I wbrew założeniom samego autora pieniądze z jej sprzedaży miały pokryć tylko część zaciągniętego przez niego długu. Bardzo szybko okazało się jednak, że opowiadanie sprzedaje się tak dobrze, że starczy nie tylko na spłacenie tej jednej pożyczki, ale także wielu innych. Kiedy jednak Karol Dickens stał się „gwiazdą” dziewiętnastowiecznego Londynu, to o Johnie Leech’u mówiono niewiele. W każdym razie nie utożsamiano go z „Opowieścią wigilijną”.

***

Ilustracja z Opowieści wigilijnej

Ebenezer Scrooge w szlafmycy siedzi przy kominku, w którym ogień ledwo się tli. Jest szczupły, pochylony, a jego dłonie są skostniałe od chłodu. Po prawej stronie dostrzegamy postać rosłego Jakuba Marleya (ducha zmarłego wspólnika Scrooge’a), który stoi w grubych i ciężkich łańcuchach. Pomiędzy nimi, na drewnianym stoliku, pali się świeca, której zimne i blade światło dodaje sytuacji mroczności. To jedna z najbardziej charakterystycznych ilustracji, która znalazła się w pierwszym wydaniu wigilijnego opowiadania. Artystą, który zilustrował tę właśnie scenę był wspomniany John Leech – rysownik, karykaturzysta, twórca m.in. wielu rysunków anatomicznych. Pomimo tego że przez pewien czas uważany był „za geniusza”, to można pokusić się o stwierdzenie, że gdyby nie współczesny aktor Simon Callow, który wcielił się w postać Karola Dickensa, a tym samym przypomniał światu o kunszcie Leech’a, to współtwórca „Opowieści wigilijnej” całkowicie zostałby zapomniany.

Mimo tego że to Dickens napisał tę książkę, a nie Leech, to trudno o tym utalentowanym rysowniku jednak nie mówić, kiedy w różnych przekładach, kreskówkach czy kolorowankach dla dzieci dostrzegamy starą, złą twarz Ebenezera – taką, jaką ją wymyślił, a potem narysował.

I dziś trudno w to uwierzyć, ale to właśnie ilustracje do „Opowieści wigilijnej” zapoczątkowały przemiany również w świecie angielskiej gospodarki. Nagle zrozumiano, że nie powinno pracować się w Boże Narodzenie, „że to nieprzyzwoite i że stanowi ohydny wyzysk”.

John Leech Autoportret – http://www.john-leech-archive.org.uk/, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=510731

Dlaczego Karol Dickens zaprosił do współpracy właśnie Johna Leecha, który w roku wydania „Opowieści wigilijnej” miał zaledwie 26 lat? Miał do wyboru przecież dużo starszych rysowników, bardziej doświadczonych i bardziej rozpoznawalnych. Odpowiedź na to pytanie jest niezwykle prosta. Karol Dickens wydając jedno ze swoich najsłynniejszych opowiadań sam nie przekroczył trzydziestki, a poza tym dobrze wiedział, że Leech ma niezwykły dar. Wiedział też, że ten pomoże mu odnieść sukces. I się nie pomylił.

Urodzony w 1817 roku John Leech był nie tylko utalentowany, ale twórczo nieco wyprzedzał swoją epokę, w której żył. Kiedy „przejął pałeczkę” po cieszącym się ogromną sławą rysowniku Jamesie Gillray’u wiedziano już, że jego prace będą inne niż poprzednika. Leech odrzucił groteskę, skupił się na tym, aby ilustracje nie były „agresywne” i żeby – w miarę możliwości- dotykały problemu ubóstwa. I może również ten czynnik przyciągnął Dickensa… Pomysł pisarza, aby ilustracje do książki stworzył Leech, nie przypadły do gustu wydawcy. Wiedziano o długach Dickensa i do opowiadania o wieczorze wigilijnym podchodzono bardzo sceptycznie. Kiedy wydawca wreszcie przekonał się do treści i do samych ilustracji „Opowieści wigilijnej”, nagle uwierzył, że książka „może się po prostu spodobać”.

John Leech po sukcesie opowiadania nie spoczął na laurach. Współpracował z tygodnikiem satyrycznym „Punch” (który na terenie Wielkiej Brytanii ukazywał się w latach 1841-1992, a następnie został wznowiony w 1996 i wydawany aż do 2002 roku). Jego rysunki uwielbiał m.in. pisarz, dziennikarz William Makepeace Thackeray, a nawet były premier Wielkiej Brytanii William Ewart Gladstone. John Leech umarł trzy lata przed swoimi pięćdziesiątymi urodzinami. Pozostawił po sobie tysiące prac. W ciągu 20 lat od jego śmierci sprzedano 140 000 egzemplarzy ilustracji. Dziś pamięta się jego głównie jako twórcę „wojny krymskiej”, ilustratora licznych podręczników sportowych czy almanachów.

Zapomniano jednak, że to właśnie on, na równi z Karolem Dickensem, „wynalazł Boże Narodzenie”.

Dickens je wymyślił, a Leech nadał mu odpowiedniego kształtu, charakteru i przesłania. Sprawił też, że najpierw spojrzano na ilustrację, a potem przeczytano tekst…

Agencja Informacyjna

Ewelina Rubinstein

Agencja Informacyjna, Kultura, 23.08.2018.

Related Post