Roman Mańka: Polska „Grażyn” i „Januszów”

 

Słyszałem, że jakaś kobieta pracująca obecnie gdzieś w Warszawie, w branży marketingowej, drwiła z mieszkających w małych miasteczkach przysłowiowych „Grażyn” i „Januszów”.

Ja nie pochodzę z małego miasta, pochodzę ze wsi. I jestem z tego bardzo dumny. Kompleksów wobec Warszawy, Krakowa, Paryża, czy nawet Nowego Jorku nie mam, i nigdy nie miałem. Wśród Warszawiaków czuję się znakomicie, mówiąc im wprost: „możecie nie wiedzieć gdzie znajduje się Poznań czy Łódź, ale musicie wiedzieć, gdzie znajduje się Białków, Kościelec, Konin, Koło, Turek”.

Kim jest „wieśniak”? Wieśniak to nie jest ktoś, kto pochodzi ze wsi, ale to ktoś, kto pochodzi ze wsi i się wstydzi do tego przyznać.

Zawsze trzeba być sobą. A wieśniak to ktoś, kto nie jest sobą..

Polskę kocham!!! Mówię o tym otwarcie i też się tego nie wstydzę.

Najpierw Polska, później Unia Europejska.

A wracając do enuncjacji, jak się domyślam – wielkomiejskiej przedstawicielki branży PR – to jest przemoc symboliczna, o której kiedyś znakomicie pisał francuski socjolog, Pierre Bourdieu. To jest ten element deprecjacji kulturowej, którą kiedyś stosowano wobec pochodzących również z małych miast, zwolenników muzyki Disco-Polo. I to miałem na myśli, gdy 1 stycznia mówiłem o represjonowaniu muzyki disco-polo.

„Grażyny” i „Janusze” to fragment pokrewnego procesu.

W Polsce wobec ludzi mieszkających na prowincji (w Polsce powiatowej) stosuje się przemoc symboliczną. Pora z tym skończyć. Polska jest wspólna!

Ps. Mój sąsiad z Białkowa ma na imię Janusz i to jest bardzo fajny, inteligentny, nowocześnie myślący facet.

 

Agencja Informacyjna

Roman Mańka

Agencja Informacyjna, Opinie, 20.08.2018

Related Post