Polska to wcale nie taki straszny kraj

Rafał Grabias i Gabriel Seweryn

 

„Polska to wcale nie taki straszny kraj. Można się w nim odnaleźć i to nawet wtedy, jeżeli ktoś nie odmawia różańca albo jest gejem” – z Rafałem Grabiasem i Gabrielem Sewerynem rozmawia Ewelina Rubinstein.

„ (…) rodzina ma nadrzędną wartość. I w tej kwestii zgadzam się z naszym rządem, że trzeba robić wszystko, aby ją scalać, powiększać, aby wychowywać dzieci w duchu patriotyzmu i odpowiedzialności zbiorowej. Bez rodziny tak naprawdę nie ma narodu. I my doskonale to rozumiemy. Dlatego ja naprawdę nikogo swoim zachowaniem do niczego nie namawiam, niczego nie promuję, nie przemycam – jak ostatnio gdzieś przeczytałem – homoseksualnego lobby”.

Gabriel Seweryn, projektant mody z Głogowa wraz ze swoim wieloletnim partnerem Rafałem Grabiasem nie wstydzą się mówić o swojej orientacji seksualnej, nie mają też kompleksów z powodu tego, że ktoś publicznie lub na forum internetowym nazwie ich „pedałami”, „ciotami” lub „wynaturzeńcami”. Polska publiczność pokochała ich, kiedy zdecydowali się wziąć udział w jednym z programów rozrywkowych na antenie telewizji komercyjnej.

Nikt nie spodziewał się jednak tego, że hejt skierowany wobec homoseksualnej pary, będzie sporadyczny, a chłopcy pokażą, że Polska to kraj dla… wszystkich.

Zdecydowaliście się wziąć udział w programie telewizyjnym jako para gejów. Czy nie obawialiście się wrogości, nienawiści ze strony widzów?

Gabriel Seweryn: Myślę, że troszeczkę baliśmy się fali krytyki, która mogła się pojawić ze względu na naszą otwartość i na to, że jesteśmy gejami. Ale pomyliliśmy się. Spotykamy się z serdecznością, ludzie nam gratulują, witają się z nami na ulicy, robimy sobie wspólne zdjęcia. To jest naprawdę bardzo miłe. Zdarza się również, że wiele osób do nas pisze, dzieli się własnymi problemami, rozterkami. Otrzymujemy wiadomości od matek synów, które piszą, że program pozwolił im przekonać się, że syn-gej nie jest jakimś dziwakiem, że też może normalnie żyć, tworzyć związek oparty na miłości, szacunku i zrozumieniu, że bycie gejem nie jest wyrokiem, nie jest chorobą, ale zwyczajną odmiennością w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Takie e-maile dają nam naprawdę dużo satysfakcji, bo to oznacza, że nasz udział w programie, posłużył nie tylko daniem widzom rozrywki, ale również, a może przede wszystkim, pokazał, że geje to tacy sami ludzie jak heteroseksualni. Też mamy problemy, płacimy rachunki, chodzimy do pracy, mamy katar, kłócimy się, gotujemy obiad i robimy milion innych rzeczy, jak wszyscy dookoła. Dlatego, czytając te wszystkie wiadomości, analizujemy je i zawsze odpisujemy, bo wiemy, że to są szczere wyznania i dla kogoś bardzo ważne.

Po tym co mówisz, to można odnieść wrażenie, że gejom w Polsce żyje się bardzo dobrze.

Rafał Grabias: Myślę, że z tym bywa bardzo różnie. Polska nie jest najlepszym miejscem na ziemi do życia na przykład dla dwóch zakochanych w sobie mężczyzn. Trzeba o wszystko walczyć, trzeba niejednokrotnie się przepychać. Należy też być odpornym psychicznie, bo zdarzają się sytuacje, kiedy osoba homoseksualna czy transseksualna spotyka się z ignorancją, wykluczeniem; staje się pośmiewiskiem w otoczeniu, w którym mieszka, pracuje czy się uczy. I to jest straszne. Nie powinno tak być. Jeśli chodzi o samą tolerancję, to ona jest i to wcale nie na takim niskim poziomie, jakby się wydawało. Nie jesteśmy krajem tak otwartym, jak inne w Europie czy na świecie, ale jestem dobrej myśli i mam nadzieję, że z roku na rok polska mentalność i stereotypy przestaną tak bardzo kształtować opinię społeczną. Jakiś czas temu osobiście dotknęła nas przykrość, bo w jednym z urzędów, w którym załatwialiśmy jakieś sprawy, spotkaliśmy się z dziwnymi spojrzeniami, minami, uśmieszkami. A to naprawdę nie jest miłe i kulturalne.

Z czego takie zachowania wynikają?

Rafał Grabias: Na pewno trochę ze strachu, lęku, a trochę ze zwykłej niewiedzy. Gabriel przed chwilą wspominał, że często dostajemy wiadomości od różnych ludzi. I ostatnio, po programie, otrzymaliśmy e-maila, w którym ktoś napisał, że nie znał prawdziwego życia gejów, że się ich bał, że miał wykreowany jakiś nieprawdziwy obraz. A w momencie, kiedy zobaczył, jak z Gabrielem żyjemy, to zmienił zdanie. Dlaczego? Bo nagle upadły te wyobrażenia o gejach, którzy nic nie robią, leżą całymi dniami na kanapie i pachną, a jak już wstaną, to tylko po to, aby się rozebrać, założyć różowe pióra, wyjść na ulicę i potańczyć na paradzie równości. A to tak nie wygląda.

Ale Parada Równości się odbyła i była kolorowa, głośna… A do tego na pl. Zbawiciela powróciła tęcza.

Rafał Grabias: Tak, przeszła ulicami Warszawy zaledwie kilka dni temu. Było rzeczywiście barwnie, ale myślę, że nie chodzi tutaj o jakąś prowokację, przekonywanie ludzi heteroseksualnych na przykład do tego, że ich związek jest zły, nudny itp.

Muszę podkreślić, że zarówno dla mnie, jak i dla Gabriela, rodzina ma nadrzędną wartość. I w tej kwestii zgadzam się z naszym rządem, że trzeba robić wszystko, aby ją scalać, powiększać, aby wychowywać dzieci w duchu patriotyzmu i odpowiedzialności zbiorowej. Bez rodziny tak naprawdę nie ma narodu. I my doskonale to rozumiemy. Dlatego ja naprawdę nikogo swoim zachowaniem do niczego nie namawiam, niczego nie promuję, nie przemycam- jak ostatnio gdzieś przeczytałem- homoseksualnego lobby.

A co do tęczy… To tak jak z warszawską palmą. Jednym się podoba, drugim nie. Jedni pukają się w czoło i zastanawiają, po co nam w stolicy Polski egzotyczne drzewo rodem z Karaibów, a drudzy są zachwyceni i mówią, że to jest oryginalny pomysł, którym szczególnie podoba się turystom. Uważam, że tak samo jest z tęczą. Mam znajomych (heteroseksualnych katolików), którym kojarzy się ona głównie z symbolicznym przymierzem między człowiekiem a Bogiem. Dla mnie i zapewne dla całej społeczności LGBT jest symbolem wolności, tolerancji. Dobrze, że teraz nie będzie można jej podpalić ani w jakiś inny sposób zniszczyć. To pewnego rodzaju ozdoba miasta, a za każde zniszczenie płacą wszyscy – podatnicy.

Jesteście ze sobą prawie 16 lat… Chcielibyście zalegalizować swój związek?

Gabriel Seweryn
Gabriel Seweryn

Gabriel Seweryn: To, czy byśmy tego chcieli czy nie, obecnie nie ma znaczenia, bo w Polsce nie mamy takiej możliwości. Prawo po prostu na to nie zezwala. Uważam jednak, że wprowadzenie legalizacji związków partnerskich jest obywatelom potrzebne. Często zapominamy, o tym, że związki partnerskie tworzy nie tylko mężczyzna z mężczyzną czy kobieta z kobietą. W Polsce przeważają konkubinaty i to im również silnie zależy na takiej legalizacji. Jeżeli jeden z partnerów trafia do szpitala, to ten drugi bez problemu go odwiedza jako po prostu jego partner, a nie „kuzyn” czy „brat”. Może w jego imieniu kontaktować się z różnymi urzędami, składać pisma, odwołania, prośby. Może go także objąć swoim ubezpieczeniem zdrowotnym. Mogą wspólnie się rozliczać, a gdyby warunki życia jednego zdecydowanie się pogorszyły, to na tym drugim ciążyłby obowiązek alimentacyjny. W razie śmierci jednego drugi mógłby odebrać zwłoki, zdecydować o pochówku, nie musiałby opuszczać wspólnie zajmowanego mieszkania – miałby zagwarantowane prawo najmu, a także prawo do odszkodowania i renty rodzinnej po zmarłym. Byłby też objęty ustawowym dziedziczeniem.

Rafał Grabias: Dokładnie. Poza tym, jak ktoś mówi, że przecież wszystko można załatwić notarialnie, to ja się z nim zgadzam. Oczywiście, że można, ale w przypadku takich kwestii jak dziedziczenie mieszkania, które para wspólnie kupiła, spłacała kredyt, remontowała, to zdarza się, że po śmierci jednego z nich, wszystko przejmuje rodzina. A ta osoba zostaje z niczym. Trzeba pamiętać, że ktoś nagle może zginąć w wyniku wypadku samochodowego lub innego nieszczęśliwego zdarzenia, więc nie da się pewnych rzeczy zaplanować czy przewidzieć.

Dlatego przeciwnicy legalizacji związków partnerskich mówią, że zawsze można sporządzić testament.

Rafał Grabias: To nie jest wyjście. W wielu przypadkach rodzina zmarłego próbuje podważać testament. A nawet jeśli takich prób nie ma, i tak trzeba się liczyć ze stratami. Rodzice partnera czy rodzeństwo mogą zabiegać o zachowek. Od tego, co zostanie, trzeba zapłacić wysoki podatek, bo partnerów nie obejmują takie przepisy jak małżonków. Chcę też podkreślić, że u nas jednak, jeśli mówi się: związek partnerski, od razu myśli się: homoseksualny. Przepisy są potrzebne zarówno parom jedno-, jak i dwupłciowym. Ale za każdym razem, gdy temat jest wywoływany, słyszymy, że lepiej się nim nie zajmować, bo to zagrożenie dla rodziny. Takie podejście, to kompletna bzdura.

Nie ma wątpliwości, że jesteście za legalizacją związków partnerskich. A co z adopcją dzieci przez pary jednopłciowe?

Gabriel Seweryn: Uważam, że prawnie ta kwestia również powinna zostać rozwiązana. Nie mam nic przeciwko wobec wprowadzeniu przepisów umożliwiających adopcję dziecka przez dwie kobiety lub dwóch mężczyzn. Każdy powinien mieć do tego prawo i sam powinien decydować, czy tego chce czy też nie. To podobnie jak z alkoholem. Przepraszam za to porównanie, ale jakby nie można było kupić wódki, piwa, wina w sklepie, to robiono by wszystko, aby to zdobyć. Zresztą pokazała to prohibicja, która obowiązywała w latach 20. i 30 ubiegłego wieku w Stanach Zjednoczonych. Jak coś jest zakazane, to bardziej kusi. Obecnie mamy wybór. Wiemy, że alkohol jest niezdrowy i sami decydujemy, czy kupimy wieczorem mleko czy wybierzemy na przykład zgrzewkę piwa.

Rafał Grabias: Mam identyczne zdanie, jak Gabriel, choć nie chciałbym wypowiadać się w imieniu wszystkich. Osobiście nie mam potrzeby adopcji dziecka, ale jeżeli komuś przyniosłoby to szczęście i radość, nie widzę przeciwwskazań.

Rozmawiamy o tolerancji, przepisach. Mieliście problem z zaakceptowaniem, że jesteście gejami?

Rafał Grabias
Rafał Grabias

Gabriel Seweryn: Od zawsze wiedziałem, że jestem gejem. Jednak, żeby całkowicie nie mieć z tym problemu wewnętrznego, trzeba przede wszystkim spojrzeć w lustro i w pełni siebie zaakceptować. To jest niezwykle ważne, bo bez tego nikt nie jest szczęśliwy. Jak ktoś w ogóle siebie nie akceptuje, bo jest właśnie gejem, lesbijką albo uważa, że powinien być wyższy, szczuplejszy, smuklejszy, bardziej umięśniony, mieć- w przypadku kobiet- większy biust i węższe biodra, to nie pomoże jemu to, że zmieni miejscowość, w której przebywa, że wyjedzie z kraju itp. Wszystko zależy od nas, od naszej głowy. To tam zaczyna się akceptacja. Ja wychowywałem się w innych czasach niż dzisiaj. Ojciec był nauczycielem, dyrektorem szkoły. Było mu trudno pogodzić się z tym, bo nagle okazało się, że ma syna geja. Myślę, że duży wpływ na to miało otoczenie. Sprawował funkcję publiczną i powiedzenie komuś, że ma się dziecko odmiennej orientacji seksualnej było niewyobrażalne.

To działało na zasadzie „co ludzie powiedzą”.

Rafał Grabias: Ja urodziłem się i wychowałem już w nieco innych czasach. Od początku wiedziałem, że jestem gejem. Przełomem w moim życiu okazał się czas dojrzewania. Już pod koniec szkoły podstawowej zorientowałem się, że nie podobają mi się koleżanki tylko koledzy. Nie miałem z tym problemu. Nie wyobrażam sobie jednak okłamywania siebie czy bliskich, że jestem kimś innym. Życie w kłamstwie, oszukiwaniem wszystkich wokół jest szalenie męczące, niekomfortowe. Uważam, ze nikt za nas życia nie przeżyje, więc żyjmy zgodnie ze sobą i z własnym sumieniem.

Często podróżujecie, macie znajomych z różnych zakątków świata. Z czym, Waszym zdaniem, Polacy mają największy problem?

Gabriel Seweryn: Na pewno z samoakceptacją. Wynika to z pewnej formy wychowania oraz pewnej, charakterystycznej dla Polski, mentalności, którą od dzieciństwa się nam wpaja. Już od przedszkola dzieci słyszą o tym, co wypada, a co nie, jak mają stać, jak mają siedzieć, kiedy mają iść spać, kiedy nie wolno pokazywać języka albo że pójdą do kąta, jak znowu wytrą smarki w rękaw świeżo upranej przez mamę bluzki. To powoduje, że „nasiąkamy” pewnymi zachowaniami, zaczynamy patrzeć na świat oczami naszych nauczycieli, rodziców itp. I to z czasem powoduje, że mamy potem kłopot z samoakceptacją. Wychowanie, takie dobre wychowanie, jest niezwykle ważne, ale powinniśmy czasami mieć więcej dystansu do siebie samych i cenić u innych indywidualność, a nie ją zabijać.

Rafał Grabias: Jako naród też mamy problem, choć próbujemy z tym walczyć. Czasami czujemy się gorsi od innych. Myślimy: Niemcy więcej zarabiają, Francuzi wydają fortunę na markowe ubrania, Amerykanie mają super wynalazki, a Anglików stać na rzeczy, które my możemy kupić tylko na okazjonalnych wyprzedażach. U nas jest bieda, dresy na dzielnicy i brak możliwości, a na Zachodzie, to mają wszystko. I to jest błędne spostrzeganie rzeczywistości.

Często uważamy się za mniej nowoczesnych czy mniej obytych w świecie. A wystarczy spojrzeć na młodych Polaków, którzy są niezwykle ambitni, mówią w kilku językach, znają się na modzie, odbywają staże w wielu zagranicznych placówkach, osiągają sukcesy sportowe. Często bywamy za granicą i już wielokrotnie zdarzyło się nam, że widzieliśmy bardzo elegancką, zadbaną kobietę albo mężczyznę wyglądającego jak z żurnala, i po chwili, ku naszemu wielkiemu, pozytywnemu zaskoczeniu, okazywało się, że pani jest na przykład z Wrocławia, a pan z jakieś miejscowości spod Lublina! Dlatego też, mówię to z przekonaniem, powinniśmy być naprawdę dumni z kraju i współobywateli.

Jeszcze kilka lat temu, wydawało się nam, że jak coś jest polskie, to od razu musi być gorsze od tego z zagranicy. To pomału zaczęło się zmieniać. W sklepach z artykułami spożywczymi coraz częściej pojawia się informacja o tym, że dany produkt pochodzi z Polski, a nie jest wyhodowany i przywieziony na przykład z Hiszpanii czy Grecji. To jest pozytywne zjawisko i daje szansę na wybicie się rodzimych marek.

Gabrielu, powiedziałeś na początku naszej rozmowy, że „Polska to wcale nie taki straszny kraj. Można się w nim odnaleźć i to nawet, jeżeli ktoś nie odmawia różańca albo jest gejem”.

Gabriel Seweryn: Powiedziałem tak, bo tak właśnie uważam. W każdym kraju na świecie trzeba by było coś zmienić, poprawić, zreformować, żeby było idealnie, ale po prostu się nie da i tyle. Podobnie jest u nas, w Polsce. Pewne rzeczy, rzecz jasna, bardzo mnie irytują, ale staram się żyć, o ile to możliwe, z dala od polityki i sejmowych sporów. Jestem projektantem, a więc całą swoją uwagę skupiam przede wszystkim na modzie i codziennej pracy. Ale wracając do tego, co powiedziałem, to jak widać, udaje mi się tutaj mieszkać, tworzyć. Nikogo też nie oceniam, nie szufladkuję, bo na przykład jest zwolennikiem Prawa i Sprawiedliwości lub uważa, że lepszego premiera niż Donalda Tuska to Polska nie miała.

Szanuję każdego i tego samego oczekuję od innych. Ani ja ani Rafał nie bierzemy udziału w żadnych religijno-społeczno-politycznych zgromadzeniach. Ale, jeżeli ktoś na antenie w jednej z komercyjnych stacji, naśmiewał się z akcji „Różaniec bez granic”, to mnie to zdenerwowało. Nie wzięliśmy udziału w czymś takim, bo to po prostu nie dla nas, nie czuliśmy duchowej potrzeby. Ale, jeżeli ktoś uważał, że to da mu siły i chce pojechać z innymi, aby ten różaniec odmawiać, to nie widzę w tym nic złego!

Rafał Grabias: Myślę, że są ludzie, którym takie akcje są po prostu potrzebne, a są tacy, którym nie. Zdaję sobie sprawę z tego, iż dla wielu osób religia ma ogromne znaczenie. Bez niej nie potrafiliby się odnaleźć. Ale hejt w jakiejkolwiek postaci nie jest dobry i psuje relacje międzyludzkie.

Agencja Informacyjna

Rozmawiała Ewelina Rubinstein

Agencja Informacyjna, Opinie, 1.07.2018

Related Post