12 lata temu odeszła ikona światowego dziennikarstwa

 

Była jedną z najpopularniejszych dziennikarek, jaką do tej pory widział świat. Dla jednych uchodziła za ikonę pisarskiego stylu, dla drugich za kobietę opętaną perfekcjonizmem i nienawiścią do wszystkiego tego, co pośrednio lub bezpośrednio dotyczyło islamu. Z wielką rzetelnością opisywała epokę, w której przyszło jej żyć.

Najważniejszym we wszystkim- jak sama mówiła- jest człowiek (…). Poza tym- podkreślała – „chodzi o to, żeby przezwyciężyć strach. Wygrać w tym wielkim pojedynku z samym sobą, jaki oferuje wojna. I kiedy go wygrasz, to czujesz się tak bardzo żywy. Tak żywy nie czujesz się w momentach najbardziej upojnej radości albo najbardziej porywającej miłości. To, niestety, daje ci wojna. Wielki pojedynek: życie albo śmierć. Grę w kości”. Była mistrzynią w zadawaniu pytań. Nie wierzyła w obiektywizm, bo prawda nigdy taka nie jest…

Miała mniej niż 160 cm wzrostu, kochała eleganckie stroje, a spódnice nosiła, by łamać stereotypy. „Teraz, kiedy wszyscy noszą spodnie, przekornie je odrzucam”- mówiła.

***
Oriana Fallaci urodziła się we Florencji 29 czerwca 1929 roku w rodzinnie pisarsko-dziennikarskiej. Karierę dziennikarską rozpoczęła już w wieku siedemnastu lat, jednak przełomowym momentem w jej życiu (prywatnym oraz zawodowym) okazały się wydarzenia z 11 września 2001 roku.

***

Samolot raz po raz wbija się w wieżę World Trade Center. Wślizguje się w nią jak nóż w kostkę masła. A potem w drugą. Raz po raz. Trudno było uwierzyć w te powtarzające się na ekranie sceny. Samolot wślizgiwał się w wieżę, a ona zapalała się jak zapałka. Raz po raz. Doskonale rozumiała, co się dzieje. Jeździła na wojny. Ale to jej własny wybór. Dzisiaj wojna przyszła do niej. Czy tego chce, czy nie, jest w epicentrum. Mimo zamkniętych okien czuje, jak gęsty pył dostaje się do środka (…).”

W tych dniach, tuż po ataku na World Trade Center i na Pentagon, dużo rozmawia przez telefon. Ferruccio de Bortoli, którego nazwisko usunie później z kolejnych wydań swojej nowojorskiej trylogii, redaktor naczelny „Corrierre dela Sera”, już 11 września namawia ją, by napisała artykuł. Spotkali się po raz pierwszy kilka miesięcy wcześniej, w Mediolanie, kiedy po latach odwiedziła redakcję. Jej wygnanie jest o tyle symboliczne, że kiedy chce, to z niego wraca…

– Musisz pisać, potrzebujemy twoich tekstów- powiedział tamtego dnia.
– Okej, rozumiem twoją propozycję, bo jesteś naczelnym, ale ja już nie jestem dziennikarką. Jestem pisarzem. Nie chcę pisać do gazet.
Więc kiedy tylko de Bortoli orientuje się, co się dzieje w Nowym Jorku, ponawia propozycję. Oriana się zgadza.- Przyleć natychmiast, jak najszybciej!

On kupuje bilet na pierwszy samolot po otwarciu przestrzeni powietrznej. De Bortoli z lotniska jedzie wprost na Manhattan. Obserwuje przez okno, jak życie wraca na swoje miejsce, wciąż jeszcze zalęknione, w szoku i drętwocie, ale odzyskujące dla siebie przestrzeń. Od razu zauważa egzemplarz „Corriere…” z 12 września leżący na stole. A ona, widząc to, zaczyna mówić o okropnym artykule na pierwszej stronie. Na „jedynce” były dwa teksty. Jego autorstwa miał tytuł „Wszyscy jesteśmy Amerykanami”, zyskał popularność i do dzisiaj parafrazowany jest przy najtragiczniejszych zdarzeniach. „Wszyscy jesteśmy Charlie Hebdo”, pisano po ataku na paryską redakcję. De Bortoli zrozumiał, że to wobec niego jest krytyczna. Tymczasem powiedziała:
– Napisałeś dobry artykuł. Ale ten drugi tekst… Przecież wiesz, że jest źle napisany.
– Dlatego, Oriano, to ty, ze swoim talentem, musisz napisać, co czujesz.
– Przyjechałeś po wywiad- ucięła, podając mu gruby plik kartek”.

W niecały miesiąc po zamachach Oriana Fallaci napisała artykuł, który wstrząsnął europejską i amerykańską opinią publiczną.

Wywołał debatę, która przetoczyła się przez świat niczym burza. Jedni okrzyknęli Fallaci rasistką nawołującą do mordowania muzułmanów i wytaczali jej procesy o podżeganie do nienawiści. Inni podpisywali listy domagające się zaprzestania śledztw i byli gotowi bronić jej do upadłego. Co takiego napisała, wówczas śmiertelnie chora na raka piersi, pisarka i dziennikarka? Napisała to, co po zamachach myślała zapewne większość Europejczyków i Amerykanów, ale bała się to otwarcie powiedzieć, by nie narazić się na zarzuty o polityczną niepoprawność, czy wręcz rasizm i nawoływanie do pogromów.

Fallaci pisała:

„Ludzie, obudźcie się! Zahukani przez strach, nieskłonni płynąć pod prąd, czyli ściągnąć na siebie oskarżenie o rasizm (słowo zresztą niewłaściwe, ponieważ tu nie chodzi o rasę, lecz o religię); nie rozumiecie lub nie chcecie zrozumieć, że właśnie się toczy Krucjata, tyle że na odwrót. Przyzwyczajeni do podwójnej gry, zaślepieni krótkowzrocznością, nie rozumiecie lub nie chcecie zrozumieć, że właśnie toczy się wojna religijna. Której chce i którą wypowiada być może tylko odłam tamtej religii, lecz i tak jest to wojna religijna. Wojna, którą oni nazywają dżihad. Święta Wojna. Wojna, której celem być może nie jest zdobycie naszych terytoriów, lecz której celem z pewnością jest podbój naszych dusz. Unicestwienie naszej wolności i naszej cywilizacji. Zniszczenie naszego sposobu życia i śmierci, naszego sposobu modlenia się lub niemodlenia, naszego sposobu jedzenia, picia, ubierania, rozrywki i przekazu informacji… Nie rozumiecie albo nie chcecie zrozumieć, że jeśli się nie przeciwstawimy, jeśli nie będziemy się bronić, walczyć, to dżihad zwycięży. I zniszczy świat, który lepiej lub gorzej udało się nam zbudować, zmienić, ulepszyć, uczynić nieco bardziej inteligentnym, czyli mniej bigoteryjnym lub całkowicie wolnym od bigoterii. I tym samym zniszczy naszą kulturę, naszą sztukę, naukę, moralność, nasze wartości, nasze przyjemności… Jezu! Czy nie zdajecie sobie sprawy, że ludzie tacy, jak Osama ben Laden, czują się uprawnieni do tego, żeby zabijać was i wasze dzieci tylko dlatego, że pijecie wino lub piwo, że nie nosicie długiej brody albo czarczafu, chodzicie do teatru i kina, słuchacie muzyki i śpiewacie piosenki, dlatego że tańczycie w dyskotekach albo we własnym domu, bo oglądacie telewizję, nosicie minispódniczki albo krótkie skarpetki, bo w morzu albo w basenie stoicie nago lub prawie, bo pieprzycie się, kiedy macie ochotę, gdzie macie ochotę i z kim macie ochotę? Nawet to was nie obchodzi, idioci?”(29 września 2001 roku, „Corriere della Sera”).

Artykuł Oriany Fallaci był bardziej krytyką zachodnich polityków, którzy jej zdaniem nie mieli „jaj” i nie potrafili się przeciwstawić kolonizacji Europy przez muzułmańskich imigrantów docierających pontonami do wybrzeży Włoch i Hiszpanii. A gdy już ich przyjęto na terytorium Europy, to domagali się praw takich samych, jakie mają mieszkańcy starego kontynentu, jednocześnie żądając, by respektowano ich kulturową i cywilizacyjną odrębność. Chcieli mieć europejskie przywileje, ale żądali, by nikt nie wtrącał się w to, jak traktowane są kobiety, w aranżowane małżeństwa, w wielożeństwo, w prawo szariatu.

Fallaci z pasją opisywała, jak muzułmańscy imigranci – podczas protestu przeciwko nieprzyznawaniu im prawa pobytu w UE-  załatwiali się w historycznych włoskich świątyniach katolickich. Jak włoscy politycy przyznali jej rację, że należy natychmiast zakończyć okupacyjne protesty muzułmańskich imigrantów, ale w obawie przed oskarżeniami o rasizm i polityczną niepoprawność nie robili nic.

Dla Oriany Fallaci wydarzenia 11 września 2001 były niczym innym, jak potwierdzeniem tez Samuela Huntingtona. Oto jesteśmy świadkami zderzenia cywilizacji. Jeśli zachodnia cywilizacja się nie ocknie, zginie.

***

„Żyć trzeba teraz”- mawiała zawsze i wszędzie. Swoje umiłowanie do ludzkości wyrażała na każdym kroku, każdym zapisanym zdaniem, każdą dokładnie nakreśloną własnoręcznie literą w brudnopisie. Próbowała opowiedzieć poprzez wojnę, czym jest życie. Pisała swoją książkę o Wietnamie „Niente e cosi sia” nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla swojej dużo młodszej siostry. Zawsze chciała opowiedzieć to, co widziała i to, co czuła. Niektórzy zarzucali jej brak neutralności, ale przecież ona sama wielokrotnie mówiła, że „prawda obiektywna nie istnieje”.

***

16 marca 1968 roku w południowowietnamskiej wsi My Lai amerykańska armia pod dowództwem porucznika Williama Calleya dokonała masakry na uzbrojonej ludności cywilnej. Kilka dni wcześniej lubiany amerykański sierżant wpadł w pułapkę i zginął. Amerykanie postanowili odnaleźć ukrywających się w okolicy My Lai partyzantów Wietkongu. Poszukiwania nie przyniosły rezultatu, więc nad ranem weszli do wsi i zabili głównie starszych ludzi, kobiety, dzieci i niemowlęta. Mówi się, że tego dnia zabili w My Lai między 347 a 504 cywilów. Oriana zamieszcza zeznania amerykańskich żołnierzy. „Varnado Simpson: Zobaczyłem kobietę, mężczyznę i dziecko uciekających do chaty. Powiedziałem w ich języku, żeby się zatrzymali, ale się nie zatrzymali. Miałem rozkaz strzelać i strzelałem. Tak, zrobiłem to: strzelałem. Zabiłem ich. Nawet kobietę i dziecko. Miało tylko dwa lata…(…) Oriana Fallaci przytacza zeznania za zeznaniem. Daje światu świadectwo wojny. Nie omija żadnego szczegółu. Pisze wreszcie bardzo dosadnie: Nie trzeba być nazistą, żeby zostać mordercą: maskary dokonywane w imię demokracji, chrześcijaństwa, wolności są tak samo dobre jak te dokonywane w imię wielkiej Rzeszy. A jeśli proces norymberski był legalny, będziemy musieli zrobić go ponownie: posadzić na ławie oskarżonych tych dobrych generałów, którzy rozkazali zabić cywilów, nie pozwalając przeżyć nawet jednej kurze”.

***

W ciągu całego życia przeprowadziła wywiady z najpotężniejszymi ludźmi tego świata. Wywiadu nie odmówili jej mi.n: Henry Kissinger (polityk, sekretarz stanu podczas prezydentury Richarda Nixona oraz Geralda Forda), Mohammad Reza Pahlawi (szach Iranu), Willy Brandt (kanclerz RFN), Deng Xiaoping (polityk Chin), Ariel Szaron (premier Izraela), Lech Wałęsa (prezydent Polski), pułkownik Muammar al-Kadafi (libijski pułkownik, polityk i ideolog) czy Jasir Arafat (polityk palestyński i przywódca tamtejszego ruchu wyzwoleńczego).

 

***

Polski pradziadek i ignorant Wałęsa

Kilkakrotnie opowiadała, że w jej żyłach płynie polska krew. Potwierdził to także Francesco Cataluccio, włoski tłumacz literatury polskiej, że „Fallaci miała polskiego prapradziadka, który miał zginąć w jednym z powstań, co uniemożliwiło mu wejście w związek małżeński z jej praprababką”. Nie wiadomo jednak, czy była to prawda, czy coś, co Oriana wymyśliła na własny użytek, by swojej biografii dodać lekkiej pikanterii. Prawdą jest jednak to, że po rozmowie z  Lechem Wałęsą nie tylko go skrytykowała, ale uznała go za ignoranta.

„Nasza epoka pozbawiona jest przywódców. Kiedy się pomyśli, że pijak Jelcyn był carem, a ignorant Wałęsa symbolem wolności, uginają się nogi pod człowiekiem”.

Fallaci spotkała się z przywódcą „Solidarności” w marcu 1981 roku. W mieszkaniu państwa Wałęsów spędziła dwa dni, sobotę i niedzielę. Powiedziała o nim:

„Wałęsa nie podobał mi się jako człowiek, ale stałam – podobnie jak wielu innych – wobec ogromnego dylematu: albo przysłużyć się Rosjanom i napisać, że Wałęsa nie jest OK, albo pomóc walce o odzyskanie demokracji i napisać, że Wałęsa jest w porządku. Wybrałam to drugie wyjście i nie miałam racji. On był wtedy taki pewny swego, taki nadęty, że powiedział mi: Zobaczy pani, że ja zostanę prezydentem. Co on wygaduje? – pomyślałam i nigdy nie włączyłam tego do wywiadu, bo to miał być dobry, antykomunistyczny, antyrosyjski wywiad. Nazajutrz, kiedy znów z nim rozmawiałam, powiedziałam: Słuchaj, Lechu, wczoraj powiedziałeś coś, co mam nagrane, ale wolałabym to pominąć, bo wygląda śmiesznie i pretensjonalnie. Jakie śmiesznie? Jakie pretensjonalne? Masz napisać, co ci mówię: że będę prezydentem! – uniósł się. I wiesz co? Nie napisałam tego, nie napisałam, żeby go zezłościć i żeby mu nie zaszkodzić, bo to by go ośmieszyło; żeby Rosjanie, żeby wszyscy traktowali go poważnie. I nie miałam racji. Koniec. Kropka.

Rakowski był wówczas członkiem partii i tego nie taił. Mówił, że jest komunistą czy usiłuje nim być, ale był uczciwy, kulturalny. Myślę, że wówczas go nie doceniłam. I przeciwnie – byłam zbyt łagodna wobec pana Wałęsy. Kiedy pytali mnie, czy żałuję sposobu, w jaki napisałam jakiś wywiad, odpowiadałam natychmiast: Tak, wywiadu z Lechem Wałęsą. I to nie później, ale od razu, nazajutrz po jego opublikowaniu. Ponieważ jedyny raz nie zaufałam swojemu instynktowi, który jest niezawodny, zwierzęcy, jak u dzika, który węszy za truflami. Nasza epoka pozbawiona jest przywódców. Kiedy się pomyśli że pijak Jelcyn był carem, a ignorant Wałęsa symbolem wolności, uginają się nogi pod człowiekiem”. Jak na takie słowa reagował sam zainteresowany? Lech Wałęsa mówił: „Fallaci bardzo zależało na wywiadzie, a ja miałem wielki strajk i nie mogłem z nią rozmawiać. Ona wszystkie argumenty złożyła i ostatni argument to: „Panie, jak Pan śmie, ja tyle książek napisałam, z królami rozmawiałam – nikt mi nie odmawiał, a Pan mi odmawia”, a ja powiedziałem Orianie Fallaci, że nie czytałem żadnej jej książki i mam ją gdzieś. Później się zgodziłem i mi dołożyła”.

***

Mówiła, że umrze stojąc na obu stopach, jak Emily Bronte. Nie chciała odejść w Ameryce. Pragnęła przed śmiercią zobaczyć swoją Florencję. Silvio Berlusconi udostępnij jej prywatnego jeta, nie zważając na to, co o nim pisała i mówiła. Jej stan pogarszał się z godziny na godzinę. Wylądowała we Florencji, rano 4 września 2006 roku. Sama nie mogła już się podnieść z fotela. Na pasie czekała karetka, która zawiozła ją do prywatnej kliniki Santa Chiara. I to tam umarła, nocą z 14 na 15 września. Przed śmiercią zażyczyła sobie, żeby ją ubrali tak, jakby szła na wywiad… Chciała, aby przypięli jej złoty krzyż, którym została odznaczona. Ponieważ go nie znaleźli, zamiast krzyża przypięli broszkę, którą często miała, gdy robiła wywiady.

Oriana Fallaci została pochowana na cmentarzu ewangelickim degli Allori, już na granicy Florencji, z pięknym widokiem na wzgórza Toskanii.

Agencja Informacyjna

 

Ewelina Rubinstein

Agencja Informacyjna, Kultura 15.09.2018

Fot. domena publiczna https://it.wikipedia.org/w/index.php?curid=1804259

Źródło:
Fallaci O., Wywiad samą z sobą, Wydawnictwo Cyklady, Warszawa 2005;
Grzela R., Podwójne życie reporterki. Fallaci. Torańska, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2017

Related Post