Kajetan Puszek. W mroku masonerii

Kajetan Puszek

 

Polska ma bardzo dużą tradycję wolnomularską – już w XIX wieku masoneria w Polsce była bardzo popularna i ludzie różnych klas społecznych należeli do lóż. Obediencje i zwierzchnictwo lóż zmieniało się w zależności od zaboru czy zmiany władzy, jednak przynależność do masonerii była dobrze widziana, a nawet zaryzykuje stwierdzenie, że modnie było być masonem – mówi Kajetan Puszek, autor książki „Dwa sumienia Theophiliusa” w rozmowie z Jerzym Mosoniem.


 

Jerzy Mosoń, Agencja Informacyjna: „Dwa sumienia Theophiliusa“ to Pana debiut literacki. Można powiedzieć, że dość mocny, jeśli weźmie się pod uwagę opisy niektórych scen. Chciał Pan zaszokować czytelników?

Kajetan Puszek: Chciałem zbudować mocny klimat powieści, którego bez krwawych scen pewnie nie udałoby się uzyskać. Kreując sceny mordów rytualnych opierałem się na ceremoniale i rytualistyce wolnomularstwa, by te mordy były oryginalne i wciągały czytelnika. One nie są inspirowane prawdziwymi wydarzeniami, to czysta fikcja. Jednak ich charakter, nawiązujący do masonerii, nadaje im wyjątkowego charakteru, który mam nadzieję, angażuje czytelnika. Rzeczywiście książka jest mocna, niektóre sceny przedstawiają np. dekapitacje, ale nie pisałem ich po to, by na siłę zszokować odbiorcę. Bardziej wykreowałem je, bo pasowały mi do tajemniczego zabójcy, który jest członkiem tajnego stowarzyszenia. Zabójstwa z udziałem pistoletu nie pasowały mi do tej postaci, stąd właśnie duża ilość krwawych scen w powieści.

Łączenie tajnych organizacji, zbrodni i zdolnego śledczego to w ostatnim 20-leciu stały trend. Inspirował się Pan twórczością, któregoś ze sławnych pisarzy?

Stały trend może i tak, ale raczej w literaturze światowej. Czytałem Umberto Eco „Wahadło Focaulta” i może trochę się nim inspirowałem, choć tworząc powieść chciałem stworzyć coś nietuzinkowego i świeżego oraz odpowiadającego polskim realiom. Z racji moich zainteresowań wziąłem na warsztat masonerię – było parę kryminałów podejmujących ten temat, jednak jest to tematyka dość rzadko spotykana w polskiej literaturze. Do tego dołożyłem inspektora-jazzmana, który swoją wyrazistością na pewno sprawia, że z postacią można się łatwo identyfikować. Powstała mieszanka dość nieoczywista i świeża. Jeśli chodzi o inspiracje to podczas pisania mogę się inspirować klimatem i stylem danego pisarza, lecz historię staram się kreować jak najbardziej oryginalnie. Pisząc, nie czytam innych powieści, jedynie źródła, by zminimalizować ryzyko zbyt dużej inspiracji cudzą twórczością. Choć wiadomo podobieństw nie da się uniknąć, taka już jest literatura.

 

Kajetan Puszek
Kajetan Puszek

Masoneria w Polsce nie kojarzy się najlepiej, choć wielu znanych Polaków, również zagorzałych patriotów należało do lóż. Ciężko jest wzbudzić do nich sympatię, nawet wtedy, gdy są ofiarami. Jak Pan ich postrzegasz?

Masoneria w Polsce ma niezbyt dobrą opinię, ale wynika to z historii naszego kraju. W totalitaryzmach, jakim był nazizm i sowietyzm, a pod zaborami tych dwóch systemów byliśmy, masoneria była uważana za zagrożenie i wroga systemu. Działo się tak za sprawą jej zamkniętego charakteru i hermetyczności. Władze państw totalitaryzmów od zawsze bały się, że za drzwiami lóż podejmuje się niebezpieczne dla nich decyzje.

Polska ma bardzo dużą tradycję wolnomularską – już w XIX wieku masoneria w Polsce była bardzo popularna i ludzie różnych klas społecznych należeli do lóż.

Obediencje i zwierzchnictwo lóż zmieniało się w zależności od zaboru czy zmiany władzy, jednak przynależność do masonerii była dobrze widziana, a nawet zaryzykuje stwierdzenie, że modnie było być masonem. Podobnie było w II RP. Masonem był np. Gabriel Narutowicz czy Kazimierz Bartel. Po dekrecie prezydenta Ignacego Mościckiego w 1938 roku masoneria została zdelegalizowana. Od tego momentu poprzez II wojnę światową i PRL, masoneria musiała zejść do podziemia i albo część lóż zawiesiło działalność lub się rozwiązała.

Wyjątkiem była warszawska loża Kopernik, która jako jedyna loża na świecie działała w podziemiu w latach 1961-1991. Należały do niej prominentne osoby jak premier RP Jan Olszewski, lider opozycji demokratycznej – Jan Józef Lipski czy prof. Tadeusz Cegielski, profesor historii UW oraz były Wielki Mistrz Wielkiej Loży Narodowej Polski.

Była to elita – ponad 30 osób, które przewinęło się przez loże przez 30 lat działalności. Loża została zarejestrowana dopiero w wolnej Polsce. Ja postrzegam wolnomularstwo jako zjawisko pozytywne, dość dogłębnie poznałem tą organizację, studiując przez parę lat dzieła naukowe i źródła na ten temat. Choć oczywiście jak w każdej organizacji, skupiających różnych ludzi, zdarzały się jej wpadki, to jednak jej działalność ma jak najbardziej pozytywne skutki.

 

Udało się Panu zgłębić tzw. tajemną wiedzę? Wykorzystał Pan może jej elementy w swojej powieści?

Nie udało mi się zgłębić tajemnej wiedzy, ponieważ po pierwsze nie wiem czy takowa istnieje. A nawet jeśli, nie da się jej zdobyć obserwując organizację od zewnątrz.

Głównym zadaniem masonerii jest praca masona nad sobą, więc bardziej odbieram jej cele jako dążenie do doskonałości jednostki, a później chęć zmiany świata na lepsze.

W powieści wykorzystałem za to elementy ceremoniału i rytuału masońskiego, o którym dowiedziałem się z książek naukowych i źródeł. Starałem się wszystko wiernie i realistycznie przedstawić, po to, by pokazać rzetelny obraz masonerii – daleki od uprzedzeń i powszechnie obowiązujących mitów. Mam nadzieję, że mi się to udało.

Można odnieść wrażenie, że trochę naigrywa się Pan ze śledczego, głównego bohatera. Już sama ksywa Pudel sprawia wrażenie, że jako autor chcesz go oswoić, a jednocześnie pośmiać się z niego wespół z czytelnikami. Słuszne wrażenie?

Pudel to ksywa od nazwiska – Pudliński. Wręcz przeciwnie – stworzyłem mocnego bohatera, który jest bardzo wszechstronny – jest nie tylko policjantem z dużym stażem (praca w krakowskim Archiwum X a później Wydział Zabójstw w Stołecznej), ale i profilerem, jazzmanem i buddystą. Chciałem by był inteligentny i przenikliwy oraz budził respekt u wrogów. I patrząc na Pudla to z pewnością odbiega on od statystycznego policjanta, który nie jest zbyt lotny umysłowo a po pracy zapija się wódką w jakiejś mordowni. On jest jednym z najlepszych specjalistów od seryjnych zabójstw w Polsce – myśli nieszablonowo i często jego niekonwencjonalne metody przynoszą efekty. Może dlatego szybko znajduje wspólny język z pisarzem/copywriterem – Aleksandrem, który również prezentuje świeże podejście do śledztwa.

Drugi bohater wysuwający się na pierwszy plan to copywritter. Pan też wykonuje ten zawód. Budował Pan jego postać wzorując się nieco na sobie?

Tak – postać Aleksandra oparłem na sobie samym. Choć wiadomo, że jest on zlepkiem także innych postaci. W literaturze nic nie jest „jeden do jednego”. Ale ja bardzo lubię jedną postać w powieści zawsze oprzeć na sobie – w drugiej mojej książce także to zrobiłem. Nie uważam, żeby było to coś złego – wręcz przeciwnie, siebie znamy przecież najlepiej, dlatego takie alter ego w powieści to gwarancja autentycznej postaci.

Aż prosi się o kontynuację losów Pudla – jest na to szansa?

Od sierpnia pracuję nad kontynuacją powieści „Dwa Sumienia Theophiliusa“. Będzie w niej nowe śledztwo, oparte na pewnym morderstwie, które miało miejsce pod koniec lat 90-tych w Polsce. Śledztwo będzie prowadził znów Pudel z pomocą pisarza – Aleksandra. W 2019 wyjdzie także moja druga powieść obyczajowa z elementami science fiction – „Miasto Stygmatyków”. Także będzie okazja przeczytać „mnie” w trochę innej odsłonie.


Jerzy Mosoń
Jerzy Mosoń

Rozmawiał: Jerzy Mosoń, Agencja Informacyjna, Wywiady  31.10.2018 

Agencja Informacyjna

 

Related Post