Bard z bandżolą

 

Stanisław Grzesiuk to Piewcą dawnej Warszawy. 6 maja 2018 roku przypada setna rocznica urodzin tego wyjątkowego artysty.

Stanisław Grzesiuk zapytany kiedyś o stosunek do tematu: kobiety, wino i śpiew odparł: „Po warszawsku to się mówi: dziwki, wódka i gramofon. A mój stosunek do nich jest szaleńczy, namiętny i bardzo otwarty”. Stanisław Grzesiuk przyszedł na świat w Małkowie koło Chełma, zmarł 21 stycznia 1963 roku w Warszawie. Podstawą jego repertuaru stał się uliczny folklor stolicy, wyśpiewywany z towarzyszeniem mandoliny tudzież banjo. Obok Stefana Wiecheckiego (Wiecha) zaliczany jest do grona najbardziej zasłużonych twórców propagujących język i tradycje syreniego grodu. Mieszkał w nim od drugiego roku życia. Dzieciństwo i młodość spędził na Czerniakowie (ul. Tatarzańska), w sporej części zamieszkiwanym przez warszawską biedotę i margines społeczny. Zasady wyznaczała tu ferajna niebieskich ptaków będących na bakier z prawem.

W pierwszych dniach września 1939 roku, razem z grupą kolegów, opuścił Warszawę, chcąc dołączyć do oddziałów Wojska Polskiego. Do domu powrócił, po kapitulacji miasta. Zrezygnował z pracy, w fabryce, przejętej przez Niemców, żył z szabru i handlu łupami z włamań do zakładów zarządzanych przez okupanta.

Aresztowany wiosną 1940 roku podczas łapanki, trafił na roboty przymusowe do Niemiec, skąd za pobicie bauera (gospodarza, do którego został przydzielony) i ucieczkę z jego gospodarstwa, został zesłany do obozu koncentracyjnego w Dachau. Po pięciu miesiącach przeniesiono go do Mauthausen, a po pół roku znalazł się w Gusen, gdzie doczekał wyzwolenia przez wojska amerykańskie.

Piosenkami rozjaśniał współwięźniom ponure życie obozowe. Za 400 sztuk papierosów (każdy miał wartość bochenka chleba!) kupił bandżolę, wykonaną z denka od krzesła, gryfu od mandoliny i psiej skóry (wymienionej potem na świńską). Akompaniował sobie na niej. Instrument przetrwał. Na wierzchu figuruje napis KL-Gusen 1940-1945. Uzupełnia go wizerunek Myszki Miki.

Niedługo po powrocie do Warszawy Grzesiuk wstąpił do Polskiej Partii Robotniczej. Aktor Jarema Stępowski uważał, że nie był koniunkturalistą ani komunistą: „Był socjalistą. Ruskich nienawidził tak samo jak Niemców”. „W jego akcesie do Polskiej Partii Robotniczej nie było ani kalkulacji, ani pragmatyzmu, tylko szczera wiara w nową rzeczywistość. Dla chłopaka wychowanego na zacofanym i biednym Czerniakowie, niewykwalifikowanego robotnika gnieżdżącego się w czynszówce pozbawionej wygód, propaganda Polski Ludowej brzmiała niezwykle kusząco. Naiwnie wierzył, że komunizm zapewni ludzkości postęp i szczęście. Ustrój szybko mu się zresztą odwdzięczył. Będąc synem robotnika – i legitymując się jedynie elementarnym wykształceniem – został „zawodowym dyrektorem”:. Piastował stanowiska w kierownictwach kolejnych szpitali. W II Rzeczpospolitej Polskiej nie miałby na to najmniejszych szans. Z czasem zaczął jednak dostrzegać w PRL-u coraz więcej minusów. A przed samą śmiercią było mu chyba niedaleko do zostania rewizjonistą.” – Mówi AI Bartosz Janiszewski, autor biografii „Stanisław Grzesiuk. Król życia”.

Konsekwencją pobytu Grzesiuka w obozach była gruźlica.

„Wciąż zbierała obfite żniwo, a metody terapeutyczne polegały głównie na wykonywaniu odmy, werandowaniu na świeżym powietrzu, dobrej diecie i wielu godzinach snu. Gdyby zachorował dekadę później, prawie na pewno by się wykurował. Z drugiej strony, dysponował dostępem do nowoczesnych medykamentów – i to tych importowanych za dewizy – lecz zapijał je wódką. Może gdyby prowadził bardziej higieniczny tryb życia, nie grywał koncertów w zadymionych salkach, więcej odpoczywał i mniej podróżował, miałby jakieś szanse. Powtarzał jednak, że stracił 5 lat siedząc w obozie koncentracyjnym i nie ma zamiaru zmarnować ani dnia więcej. Wolał żyć krócej, lecz na cały regulator.” – twierdzi Janiszewski

Swoje zrobiła też choroba alkoholowa, chociaż trunków nadużywał z radości życia, a nie by cokolwiek zapijać. Odstawił kieliszek, gdy zapadł na zdrowiu, czego świadectwem fragment wspomnień „Na marginesie życia”: „Trzy lata nie piję. Na pijanych patrzę z litością, jak na ludzi chorych i nieszczęśliwych. Każdy przypomina mi o tym, że tak niejeden raz wyglądałem. Są jeszcze tacy, którzy namawiają do picia, inni nie namawiają i nie pozwalają namawiać. Większość natomiast nie daje wiary zapewnieniom o abstynencji. Kiedy wreszcie uwierzą? Po czterech, po sześciu latach? Kiedy wreszcie uwierzą, że pętla nie musi się zaciągnąć, jeśli jest w człowieku ambicja?!”

Do literackiego kanonu wszedł za sprawą obozowej relacji pt. „Pięć lat kacetu”.

Stała się bestsellerem, choć zbulwersowała część środowiska kombatanckiego. „O wielu sprawach pisał wprost, choćby o obozowym burdelu, albo homoseksualnej prostytucji wśród więźniów. Dla niektórych byłych więźniów była to obraza ich męczeństwa. Co ciekawe mało, kto zarzucał mu pisanie nieprawdy. Chodziło raczej o to, że dotykał drażliwych zagadnień. Zszokowani naturalizmem narracji kombatanci zażądali nawet wycofania nakładu” – wyjaśnia Janiszewski

Trzecią książka w dorobku Grzesiuka jest „Boso, ale w ostrogach”. O edycji książki miała zadecydować protekcja siostrzenic Wandy Wasilewskiej, a zarazem matek chrzestnych braci Kaczyńskich. „Wpływowe w kręgu literackim siostry Ludwika i Zofia Woźnickie – córki zamożnego przedsiębiorcy, który w międzywojniu z powodów merkantylnych zmienił nazwisko z Najfeld na Wicher – cudem ocalałe z Holocaustu, rzeczywiście lubiły i wspierały Grzesiuka. „Boso, ale w ostrogach” wzbudzało w wewnętrznych recenzentach maszynopisu wątpliwości natury moralnej. Zarzucono autorowi, że promuje chuligaństwo i gloryfikuje półświatek. Rekomendacja sióstr z pewnością pomogła przekonać – i oponentów i cenzurę – że książkę należy opublikować.” – Ujawnia Janiszewski

Największa popularnośc przyniosła Grzesiukowi estrada, na którą wprowadził go Zenon Wiktorczyk. Poznał ich wspólny przyjaciel, profesor polonistyki Józef Rurawski. Wiktorczyk zachwycił się autentyzmem i scenicznym luzem Grzesiuka. Zaprosił go do „Podwieczorku przy Mikrofonie”, audycji radiowej programu 1 Polskiego Radia, słuchanej wtedy przez miliony Polaków, transmitowanej z kawiarni „Stolica”. W czasie debiutanckiego występu w radiu przerwał piosenkę w połowie, wdając się w improwizowany dialog z publicznością. Był naturalnym showmanem. Koncertował razem z ówczesnymi bożyszczami: Mieczysławem Foggiem, Sławą Przybylską, Aliną Janowską, Edwardem Dziewońskim, Wiechem… Część jego repertuaru stanowiły typowe przeboje stołecznych podwórek sprzed wojny. Kiedy zaczął występować w radiu, słuchacze wysyłali mu setki listów z piosenkami, zapamiętanymi w młodości. II wojna światowa rozrzuciła warszawiaków po świecie. Połączył ich muzyką.

Agencja InformacyjnaAgencja Informacyjna, /TO-RT/ 20.04.2018

Fot.  Nieznany fotograf – scanned from:Stanisław Grzesiuk, Na marginesie życia, Książka i Wiedza, Warsaw, Poland, 1964, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=10730888

Related Post